15.12.2023, 23:02 ✶
Oboje mieli ten sam plan. Crow chciał wyjść stąd dzisiaj z Frankiem. Ewentualnie, jeżeli ten będzie wystarczająco pijany, namówić go do czegoś jeszcze tutaj. Tej nocy nie udało się to żadnemu z nich. Ale nie nic straconego - dało im to przecież szansę na to, żeby poznać się bliżej w nieco bardziej sprzyjających temu okolicznościach.
Niektórych ludzi ciężko było zamknąć w ramkach stereotypów. Zbyt delikatny na zupełnego zbira, jednocześnie za szorstki dla tych, którzy doszukiwali się w nim delikatności. Czyli powinien być neutralny - nie powinien szokować skrajnością w żadną ze stron. On na przekór temu szokował w obie.
Zdawał sobie sprawę z tego, jakie wrażenie próbował budować - z nim wszystko miało stawać się łatwiejsze, nie miały nachodzić cię myśli, że to, co robisz, jest dziwne. To miało być lekkie i przyjemne. Proste. Naturalne. Oczyszczające. Miałeś się temu poddać. Crow był człowiekiem, który miał nad innymi kontrolę, był kimś, komu powierzało się swoje życie, a on w zamian za bycie adorowanym dawał ci odkryć całkowicie nowe zakamarki siebie. Chciał widzieć, że jest tym, przez kogo nie możesz się powstrzymać, nawet jeżeli miałeś potraktować go jak największy w życiu błąd. Odpłacał się za to absolutnym zrozumieniem i bliskością, a... było tu kogo błogosławić, bo mężczyzna był dziełem bardzo ostrożnego boga - rzeźbił go bardzo długo i starannie, w celu uzyskania idealnej równowagi pomiędzy uległością i dominacją.
Pasował do tego otoczenia. Luksusowe wnętrza czyniły go kimś małym, a takim przesadnie biednym nie udawało się podkreślić jego walorów. Tutaj, wyłożony na fotelu ze sztucznej skóry, z gołym brzuchem, kolczykami w pępku, uszach, karku, z nogami wyłożonymi na podłokietniku, rozkraczony... wyglądał wręcz pornograficznie. Aby podkreślić ten obraz, w pewnym momencie rozmowy z Frankiem wyciągnął z kieszeni papierosy i odpalił jednego, nie częstując ani jego, ani siedzącego nieopodal Blacka. Rozmawiali z Frankiem o jakiejś konstrukcji, o czymś, czego Perseus zrozumieć nie mógł - nie zdziwiło go więc milczenie, chociaż... no tak naprawdę nawet i bez tego by go to nie zdziwiło, bo to przecież był ten sam przygłup, którego spotkał jakiś czas temu w kompletnej rozsypce i porzucił jak konającego psa, nie skracając jego męki. Szok to Crow przeżył, kiedy ten zamiast wyjść, postanowił zadać mu pytanie.
Uniósł w górę brwi, spoglądając na niego krzywo, ale nie jakoś przesadnie negatywnie - wyglądał po prostu, jakby się nie mógł w tej sytuacji do końca odnaleźć.
- Wymawia się to łatwiej niż Raven. I brzmi bardziej szorstko. - Ale tego dlaczego rozważał Raven nie powiedział. Bo to już było zbyt osobiste. Zamiast tego przerzucił ciężar tej wymuszonej przez los rozmowy na drugą stronę. - Nie zabiłeś się jednak? Topisz smutki, wydając pieniądze taty na ładnych chłopaków?
Zaciągnął się mocniej, a gęsty, gorzki kłąb dymu, bezczelnie wydmuchał w jego kierunku. Wyglądał tak samo wrednie i nonszalancko co poprzednio, z tym że wygolona po bokach głowa miała nową szramę, tuż obok lewego ucha. Musiał się z kimś pobić i oberwać mocniej, ale bazując na tym, że to Crow siedział teraz naprzeciwko, ktokolwiek się z nim zmierzył, musiał skończyć dużo gorzej.
Niektórych ludzi ciężko było zamknąć w ramkach stereotypów. Zbyt delikatny na zupełnego zbira, jednocześnie za szorstki dla tych, którzy doszukiwali się w nim delikatności. Czyli powinien być neutralny - nie powinien szokować skrajnością w żadną ze stron. On na przekór temu szokował w obie.
Zdawał sobie sprawę z tego, jakie wrażenie próbował budować - z nim wszystko miało stawać się łatwiejsze, nie miały nachodzić cię myśli, że to, co robisz, jest dziwne. To miało być lekkie i przyjemne. Proste. Naturalne. Oczyszczające. Miałeś się temu poddać. Crow był człowiekiem, który miał nad innymi kontrolę, był kimś, komu powierzało się swoje życie, a on w zamian za bycie adorowanym dawał ci odkryć całkowicie nowe zakamarki siebie. Chciał widzieć, że jest tym, przez kogo nie możesz się powstrzymać, nawet jeżeli miałeś potraktować go jak największy w życiu błąd. Odpłacał się za to absolutnym zrozumieniem i bliskością, a... było tu kogo błogosławić, bo mężczyzna był dziełem bardzo ostrożnego boga - rzeźbił go bardzo długo i starannie, w celu uzyskania idealnej równowagi pomiędzy uległością i dominacją.
Pasował do tego otoczenia. Luksusowe wnętrza czyniły go kimś małym, a takim przesadnie biednym nie udawało się podkreślić jego walorów. Tutaj, wyłożony na fotelu ze sztucznej skóry, z gołym brzuchem, kolczykami w pępku, uszach, karku, z nogami wyłożonymi na podłokietniku, rozkraczony... wyglądał wręcz pornograficznie. Aby podkreślić ten obraz, w pewnym momencie rozmowy z Frankiem wyciągnął z kieszeni papierosy i odpalił jednego, nie częstując ani jego, ani siedzącego nieopodal Blacka. Rozmawiali z Frankiem o jakiejś konstrukcji, o czymś, czego Perseus zrozumieć nie mógł - nie zdziwiło go więc milczenie, chociaż... no tak naprawdę nawet i bez tego by go to nie zdziwiło, bo to przecież był ten sam przygłup, którego spotkał jakiś czas temu w kompletnej rozsypce i porzucił jak konającego psa, nie skracając jego męki. Szok to Crow przeżył, kiedy ten zamiast wyjść, postanowił zadać mu pytanie.
Uniósł w górę brwi, spoglądając na niego krzywo, ale nie jakoś przesadnie negatywnie - wyglądał po prostu, jakby się nie mógł w tej sytuacji do końca odnaleźć.
- Wymawia się to łatwiej niż Raven. I brzmi bardziej szorstko. - Ale tego dlaczego rozważał Raven nie powiedział. Bo to już było zbyt osobiste. Zamiast tego przerzucił ciężar tej wymuszonej przez los rozmowy na drugą stronę. - Nie zabiłeś się jednak? Topisz smutki, wydając pieniądze taty na ładnych chłopaków?
Zaciągnął się mocniej, a gęsty, gorzki kłąb dymu, bezczelnie wydmuchał w jego kierunku. Wyglądał tak samo wrednie i nonszalancko co poprzednio, z tym że wygolona po bokach głowa miała nową szramę, tuż obok lewego ucha. Musiał się z kimś pobić i oberwać mocniej, ale bazując na tym, że to Crow siedział teraz naprzeciwko, ktokolwiek się z nim zmierzył, musiał skończyć dużo gorzej.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.