16.12.2023, 22:41 ✶
Olivia była starsza - i niezbyt interesowało ją, co robili młodsi uczniowie, chyba że wchodzili jej bezpośrednio w drogę. To się, wbrew pozorom, często zdarzało, lecz z reguły były to osoby z Ravenclaw. Od Ślizgonów Olivia starała się trzymać z daleka: byli nieprzyjemni, często zadufani w sobie i nie dostrzegali niczego poza czubkiem własnego nosa. Może do tej pory spotykała na swojej drodze tylko takich Ślizgonów, kto wie, lecz nie miała zamiaru sprawdzać, czy źle ich ocenia: wolała po prostu ich unikać. I jakoś jej to w miarę dobrze szło, przynajmniej przez wszystkie te lata. Aż do dzisiaj.
Powód, dla którego Olivia uczyła się "po godzinach" był naprawdę prosty - miała tak ogromne braki z zeszłych lat, a tak bardzo wsiąkła w eliksiry i zielarstwo, że czuła, że chce pomagać matce w sklepie. A potem kto wie, może otworzy swój własny biznes? Ale do tego potrzebowała wiedzy i to nie tej teoretycznej, a tej praktycznej. Dlatego korzystała z możliwości, które w tym zakresie oferował Hogwart.
Już kończyła tak w zasadzie, pozostało teraz odstawić doniczkę z dyptamem i dbać, żeby nie usechł - ale w tej chwili ktoś rzucił w nią kamieniem. A raczej nie w nią, tylko w doniczkę. Naturalnym odruchem byłby zduszony okrzyk, tak pewnie zareagowałaby większość dziewczyn. Tylko że Olivia nie była jak większość.
- Kurwa! - aż podskoczyła, słysząc trzask rozbijanej gliny. Gliniane donice były dobre, zatrzymywały wilgoć na dłużej i idealnie nadawały się do hodowania roślin, lubiących mokre podłoże. Były też ciężkie i niestety ale łatwo było je tłuc. Nic dziwnego, że pękła, gdy ktoś walnął w nią kamieniem. - I wszystko od początku!
No, była zła. Chciała iść na spacer, może potem pójść coś zjeść, a tu będzie musiała to cholerstwo od nowa zasadzić. Rudowłosa spojrzała na Louvaina z uwagą. Dostrzegła jak zatrzymuje kamień, usłyszała jak narzeka na dzieciaki. Dostrzegła też barwy Slytherinu, więc coś w jej mózgu trzasnęło, jakby nie do końca wszystkie styki się stykały. Od kiedy Ślizgoni są mili?
- Nie, dzięki. Przez tych debili muszę zaczynać od początku - mruknęła, odpuszczając gapienie się na chłopaka. Westchnęła i sięgnęła po rękawiczki. Mogła lubić babranie się w ziemi, ale wydłubywanie jej spod paznokci nie należało do jej ulubionych zajęć. - Mogę mieć tylko nadzieję, że celem była doniczka, a nie moja głowa. Widziałeś którzy to?
Założyła rękawice i kucnęła, żeby spod stołu wyciągnąć podobnej wielkości donicę. Była ciężka, ale nie na tyle, by sobie z nią nie poradziła. Ostrożnie zaczęła przesypywać część ziemi. Jak tylko odkryje, który gnojek bawi się w rzucanie kamieniami, to następny wepchnie mu do gardła.
Powód, dla którego Olivia uczyła się "po godzinach" był naprawdę prosty - miała tak ogromne braki z zeszłych lat, a tak bardzo wsiąkła w eliksiry i zielarstwo, że czuła, że chce pomagać matce w sklepie. A potem kto wie, może otworzy swój własny biznes? Ale do tego potrzebowała wiedzy i to nie tej teoretycznej, a tej praktycznej. Dlatego korzystała z możliwości, które w tym zakresie oferował Hogwart.
Już kończyła tak w zasadzie, pozostało teraz odstawić doniczkę z dyptamem i dbać, żeby nie usechł - ale w tej chwili ktoś rzucił w nią kamieniem. A raczej nie w nią, tylko w doniczkę. Naturalnym odruchem byłby zduszony okrzyk, tak pewnie zareagowałaby większość dziewczyn. Tylko że Olivia nie była jak większość.
- Kurwa! - aż podskoczyła, słysząc trzask rozbijanej gliny. Gliniane donice były dobre, zatrzymywały wilgoć na dłużej i idealnie nadawały się do hodowania roślin, lubiących mokre podłoże. Były też ciężkie i niestety ale łatwo było je tłuc. Nic dziwnego, że pękła, gdy ktoś walnął w nią kamieniem. - I wszystko od początku!
No, była zła. Chciała iść na spacer, może potem pójść coś zjeść, a tu będzie musiała to cholerstwo od nowa zasadzić. Rudowłosa spojrzała na Louvaina z uwagą. Dostrzegła jak zatrzymuje kamień, usłyszała jak narzeka na dzieciaki. Dostrzegła też barwy Slytherinu, więc coś w jej mózgu trzasnęło, jakby nie do końca wszystkie styki się stykały. Od kiedy Ślizgoni są mili?
- Nie, dzięki. Przez tych debili muszę zaczynać od początku - mruknęła, odpuszczając gapienie się na chłopaka. Westchnęła i sięgnęła po rękawiczki. Mogła lubić babranie się w ziemi, ale wydłubywanie jej spod paznokci nie należało do jej ulubionych zajęć. - Mogę mieć tylko nadzieję, że celem była doniczka, a nie moja głowa. Widziałeś którzy to?
Założyła rękawice i kucnęła, żeby spod stołu wyciągnąć podobnej wielkości donicę. Była ciężka, ale nie na tyle, by sobie z nią nie poradziła. Ostrożnie zaczęła przesypywać część ziemi. Jak tylko odkryje, który gnojek bawi się w rzucanie kamieniami, to następny wepchnie mu do gardła.