Życie panny Figg nie było usłane różami. Skomplikowało się ogromnie kiedy była bardzo młoda. Nie każdy by sobie poradził z takimi zawirowaniami, jednak ona dała radę. Tak naprawdę nie miała wyjścia, bo co innego mogła począć? Musiała porzucić swoje marzenia i nauczyć się dbać o niewinną istotę, którą wydała na świat. To, czego pragnęła odeszło na dalszy plan, pogodziła się z takim losem. Nigdy nie narzekała, wiedziała, że droga, którą podążała różniła się tego, w jaki sposób żyli jej przyjaciele. Oni mieli czas, aby cieszyć się życiem, kiedy ona... Była jakby kilka lat przed nimi. Niby mieli wspólną przeszłość, łączyło ich wiele, jednak trudno jej się było w tym wszystkim odnaleźć po tym co ją spotkało. Dawno zapomniała o tych beztroskich czasach, jakimi było dzieciństwo. Wiedziała też, że inni spoglądali na nią inaczej po tym, co się wydarzyło. W pewien sposób została napiętnowana na całe życie. Panna z dzieckiem, o jego ojcu nikt, nigdy nie słyszał nawet słowa. No cóż, stało się. Nie zamierzała tego roztrząsać.
Chętnie wróciłaby do chwil, kiedy wraz z Longbottomami spędzali całe wakacje w ich domu pod opieką ich wuja. Wtedy nie spodziewała się, jak potoczy się jej życie, może by coś zmieniło, chociaż nie potrafiłaby chyba wyobrazić sobie życia bez Mabel. Była najcudowniejszym przypadkiem, jaki przytrafił się jej w życiu, chociaż było to też zapoczątkowane ogromnym cierpieniem i złamanym sercem, które nadal nie do końca się scaliło, mimo, że minęło tyle lat.
- Najwyraźniej nigdy nie może być prosto. Czasy są jakie są, nie wiem jednak, czy powinnam być, aż taka sceptyczna. Zaufanie to coś, na co pracuje się od lat, nie potrafiłabym wątpić w swoich przyjaciół, nigdy. Będę miała jednak na uwadze to, co mówią karty, może czas otworzyć się na zmiany z lekką dozą ostrożności. - Wierzyła, że ludzie którymi się otaczała nie zrobiliby jej krzywdy, co by się nie działo. Trudno jednak na pewno będzie jej się zmienić, od lat bardzo dbała o to, aby stworzyć pewną maskę, która naprawdę jej odpowiadała. Nie musiała się z niczego tłumaczyć, wystarczyło, że się uśmiechnęła raz, czy dwa i większość osób myślała, że wszystko jest w porządku. Wystarczało jej to, bowiem nie znosiła dzielić się negatywnymi myślami. Życie chwilą brzmiało bajecznie, tylko gdzieś z tyłu pojawiał się rozsądek, który mówił jej, że przez to może wiele stracić.
Norka przestała nasłuchiwać, w tym momencie nie wiedziała, czy burza nadal trwa, czy już dawno się skończyła. Całą swoją uwagę skupiła na Morpheusie, który siedział przed nią. Ciągle była nachylona, wpatrywała się to w mężczyznę, to w karty, jakby nie wiedziała, co jest w tej chwili ważniejsze. Oddychała jak najciszej potrafiła, aby nie daj Merline nie przeszkadzać mu w czytaniu tego, co pokazywały karty.
Królowa Mieczy. Jak właściwie widziała siebie? Nigdy o tym nie myślała. Bardziej skupiała się nad tym, jak widzą ją inni, to było dla niej zdecydowanie istotniejsze, może czas to zmienić, zacząć patrzeć na to inaczej. Surowa i pozbawiona emocji... nie do końca wiedziała, jak to interpretować, bo brzmiało to jak jej zupełne przeciwieństwo. Nie skupiała się zupełnie na faktach, ważniejsze były dla niej emocje - może to był błąd? Na pewno się nad tym zastanowi.
- To chyba dobrze, że mnie tak widzą, prawda? To dosyć istotne, żeby bliscy wiedzieli, że mogą na mnie polegać. - Bardzo jej na tym zależało. Gdyby tylko mogła wyciągnęłaby rękę do każdego i zabrała całe ich cierpienie, wzięła to na siebie, bo tak bardzo zależało jej na szczęściu tych, którzy gościli w jej życiu.
Westchnęła ciężko, kiedy opowiadał jej o kolejnej karcie. Jak to właściwie możliwe, że potrafił wyczytać z nich wszystkie jej problemy? To musiał być ponadprzeciętny dar, coś wyjątkowego, jakaś siła wyższa wybrała go na swojego posłańca, aby stąpał przy tych zwyczajnych ludziach i opowiadał im to wszystko. - Rozumu zawsze mi brakowało, faktycznie to może być największy problem. - Postanowiła to skomentować, bo nie byłaby sobą, gdyby się nie odezwała.
Nie spodziewała się tego nagłego dotyku, który pojawił się zupełnie znienacka. Drgnęła niepewnie przez chłód, który poczuła. Morhpeus mógł zauważyć na jej twarzy zdziwienie, jednak nie odsunęła się do tyłu, nawet o milimetr. Trwało to krótką chwilę, co jednak nie zmieniło faktu, że nieco została wybita z rytmu. W przeciwieństwie do mężczyzny, który jak gdyby nigdy nic wrócił do swoich kart.
- W takim wypadku muszę chyba przewartościować całe swoje życie. - Dodała, gdy usłyszała to, co powiedział. Nie do końca tego się spodziewała, nie widziała dotąd nic złego w tym, że kierowała się swoimi emocjami, raczej uważała to za zaletę, może czas najwyższy to zmienić? Na pewno dało jej to wiele do myślenia.