Nie przyznałby tego od razu na głos, jednak w słowach Brenny faktycznie kryły się drobne iskierki prawdy. Bądź co bądź, akurat w kwestii przygotowywania różnego rodzaju posiłków czy gorących napitków polegał na innych członkach rodziny, zwłaszcza ostatnio, i raczej nie miał powodu ku temu, aby krytykować ich zdolności kulinarne. I tak były na dużo wyższym poziomie niż jego własne, a biorąc pod uwagę klątwę i naturalny brak talentu, nie mógłby nawet udowodnić, że faktycznie innym brakowało wyczucia smaku.
— Nie mam pojęcia, o czym mówisz. Przecież nie narzekam! — burknął pod nosem Erik. Czemu tak się obruszyła na jego drobną pochwałę? Miał same dobre zamiary. Erik pokręcił głową, dalej mocząc rękę w gorącej wodzie. — Zdajesz sobie sprawę z tego, że to był komplement? Byłoby w dobrym guście, gdybyś go przyjęła.
Zmarszczył lekko brwi, gdy wytknięto mu poniekąd błąd logiczny w rozumowaniu. Faktycznie, wiedza o tym, że osoba odpowiedzialna za ten cyrk nie potrafiła rzucić zwykłej klątwy, poniekąd wykluczał całkiem sporą ilość osób z listy... Ale też nie do końca. Nie znali wszystkich ludzi, którzy wpadali tutaj z odwiedzinami na tyle dobrze, aby na sto procent wiedzieć, że ktoś nie para się określoną dziedziną magii. Niektórzy się kryli, inni byli skromni. Wbrew pozorom nie witali wszystkim pytaniem „Hej, maczałeś kiedyś palce w czarnej magii” albo „Hej, masz coś do mojego brata?”.
— Chętnie się dowiem, kogo uważasz za najbardziej podejrzanego — rzucił. Nie miał zamiaru pozwolić, aby ta sprawa była załatwiona bez jego wiedzy. Nie można było go tak trzymać na odległość! Miał pełne prawo wiedzieć, kto się przyczynił do tego stanu rzeczy.
Słuchając tak kolejnych zaleceń Flinta, zaczął żałować, że nie przygotował sobie żadnego notesiku, żeby to wszystko zapisać „po swojemu”. Nie wątpił w to, że chłopak wystawi im swego rodzaju receptę, jednak czułby się o wiele lepiej, gdyby umieścił cały ten wywód na papierze, aby w razie czego mógł wyzbyć się własnych wątpliwości.
Tak to właśnie było przy braniu dużej ilości leków. Pierwsze dni, gdy słowa specjalisty rozbrzmiewały jeszcze w głowie jasno i wyraźnie dało się przeżyć stosunkowo łatwo, ale potem człowiek, jakby zapominał... Niektóre słowa znikały, eliksiry zmieniały kolejność i można było się nieco w tym wszystkim pogubić. Dobrze, że w tym przypadku nie był sam, bo pewnie w jego umysłu wszystko by po prostu wyparowało w momencie, gdy Castiel opuściłby ich rezydencję.
Stres robi swoje, pomyślał z przekąsem. Nawet teraz myślał poniekąd dwu lub nawet trzytorowo. Zamiast skupić się na chwili bieżącej, myślał już o tym, jak proces leczenie wpłynie na jego życie w najbliższych tygodniach, do kogo napisać i, czy przypadkiem nie powinien od razu umówić się na dodatkowe badania do szpitala św. Munga. Chociaż tyle dobrego, że przestał rozmyślać o tym, co złego jeszcze może mu się przydarzyć, a zamiast tego skupił się na zapobiegnięciu przyszłym incydentem. Tak, czarnowidztwo zdecydowanie wolał zostawić Brennie.
— Spróbuję się ograniczyć — obiecał, chociaż nie był pewny, czy zdoła dotrzymać obietnicy.
Wprawdzie nie pił jakoś dużo, ale czasami sytuacja tego wymagała. Może to i dobrze, że z wizytą u klątwołamacza poczekali do zakończenia balu. Branie udziału w tego rodzaju przedsięwzięciu poniekąd wymagało wychylenia przynajmniej paru kieliszków alkoholu, jeśli towarzystwo tego oczekiwało.
— Tak. — Wyciągnął rękę z wody, próbując w pełni rozprostować palce. Ciało dalej nie do końca chciało go słuchać, jednak i tak było lepiej, niż tuż po samym badaniu. Zwrócił swe spojrzenie ku Castielowi. — Kiedy wizyta kontrolna? Zakładam, że wolałbyś monitorować stan tego ewenementu.
Wolał ustalić, chociaż przybliżony termin, póki wszyscy byli w jednym pokoju. Należało w końcu pamiętać, że to on był tutaj najbardziej poszkodowany i chciał mieć dostęp do jak największej ilości informacji. Doceniał starania siostry względem znalezienia odpowiedniego specjalisty i załatwienia wszystkiego po cichu, jednak nie mogła robić wszystko za niego. Wypadałoby, żeby wykazał minimalne zainteresowanie tym, jak będzie wyglądał proces pozbycia się klątwy.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞