Murtagh i Alex nie mieli ostatnio czasu, żeby się spotykać. Pochłaniały ich obu praca i zadania "poza pracą", w któe obaj się angażowali. W przypadku Murtagha było to prowadzenie klubu, które wymagało więcej jego uwagi niż przypuszczał, zaś w przypadku Alexandra... No cóż, on zawsze coś miał, nawet jeśli to było zniknięcie bez śladu na miesiąc by potem opowiadać o najzajebistszym tripie życia. Macmillanowi to nie przeszkadzało, bo wiedział, że nie są już w szkole i niemożliwym było aby spotykali się co tydzień niczym papużki nierozłączki. Mimo to, jakkolwiek daleko by się od siebie nie znajdowali, zawsze wiedział że Mulciber gdzieś tam jest i czasem wracał do niego myślami albo wymieniał się korespondencją. Wcale nie zdziwiło go więc nadejście listu od przyjaciela, ale już jego treść nieco go zaniepokoiła. Alexander chciał mu przekazać coś ważnego i w tym celu chciał się spotkać osobiście i pytał czy mogą się spotkać w jego "kawalerskim" mieszkaniu. Jeszcze kilka miesięcy temu, w 1971 Murtagh odparłby że jasne i że może wpadać z wieczora. Teraz na myśl o tym, że miałby rozmawiać sobie jak gdyby nigdy nic z Alexem w miejscu gdzie niewiele wcześniej jego kobieta i on... Nie, Macmillan zdecydowanie nie był na to gotowy. Nie ufałby samemu sobie, że będzie w stanie udawać, że nic się nie stało. Odpisał więc, że oczywiście zaprasza Alexa do siebie, ale chętnie ugości go w Domu w Dolinie Godryka, gdzie obecnie więcej przebywa. Dodał coś o tym, że "chyba się starzeje" i uznał, że nie brzmi to przesadnie podejrzanie.
Zwracam się z podaniem o uznanie Bagner & Robins, oraz Bagnersson za jeden byt w kontekście podatkowym....Siedział w biurze, przeglądając papiery zabrane z Ministerstwa do domu, dotyczące połączenia dwóch biznesów i zasad fuzji. Często kończył pracę w domu, nie tylko dlatego, że dawało mu to dodatkowy czas, ale też dlatego, że bardzo chciał dobrze wypadać a nie zawsze był w stanie dawać z siebie sto procent w trakcie zmiany. Zwracam się z podaniem o uznanie Bagner & Robins, oraz Bagnersson za jeden byt w kontekście podatkowym....
Czego jednak mógł chcieć przyjaciel? Co mógł mu oznajmić? Murtagh miał na ten temat bardzo złe poczucia i czuł już zacieśniający się węzeł w żołądku. Gdyby rozstał się z Lorrettą, raczej jego list brzmiałby inaczej, nie miałby tak wesołego podźwięku.
Zwracam się z podaniem o uznanie Bagner & Robins, oraz Bagnersson za jeden byt w kontekście podatkowym....
A może chodziło o coś zupełnie innego? Może Mulciber miał po prostu wizję z nim związaną i chciał mu przekazać te informacje osobiście? Może miało go spotkać coś miłego i wspaniałego, w zamian za te wszystkie trudności z którymi ostatnio się mierzył? Bo gdyby ta wizja dotyczyła czego innego, to i wydźwięk listu byłby zupełnie inny. Zwracam się z podaniem o uznanie Bagner & Robins, oraz Bagnersson za jeden byt w kontekście podatkowym....
Złapał się jednak na tym, że po raz piąty czyta to samo zdanie i ze złością zamknął teczkę i odrzucił ją na stos innych. Wstał od biurka, podszedł do łóżka, usiadł na nim i znów wstał. W końcu jego kroki skierowały się do salonu, gdzie sięgnął do barku i jego jedynej zaufanej powierniczki i przyjaciółki - whiskey. Jej lekki cynamonowy posmak rozgrzał go od środka i na jakiś czas przyciszył złe myśli. Nie było co tego roztrząsać, dowie się wszystkiego kiedy Alex mu o tym powie. Bez względu na wszystko tamta noc była tylko snem i takim miała pozostać. Na dnie jego duszy, wraz z sumieniem i poczuciem winy, dusząc je i zagłuszając ich krzyki.
“I know love and lust don't always keep the same company.”
― Stephenie Meyer, Twilight Murtagh Macmillan, Secrets of London