20.11.2022, 13:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2022, 13:50 przez Brenna Longbottom.)
Brenna nawet nie pomyślała, by prosić Castiela o pomoc w szukaniu sprawców. I miał rację, że bardzo, bardzo walczyła ze sobą, aby od razu nie zacząć wyczarowywać w powietrzu tablicy podglądowej z rozpisanymi punktami Rzeczy Do Zrobienia. Nie tylko nie mogli nadużywać jego uprzejmości, ale to po prostu nie byłoby właściwe.
- Zrobiłeś bardzo dużo. Jestem wdzięczna i wiszę ci wielką przysługę. Albo wielki obiad. Ewentualnie oba. Zaproponowałabym, żebyś został dzisiaj, ale wątpię, żebyś miał ochotę wchodzić do naszej kuchni - powiedziała szczerze. Zresztą nie dajcie bogowie, ktoś inny z domowników by go dopadł i zaczął wypytywać o klątwę. O ile ona doskonale odnajdowała się w chaosie, czasem stając się jego centrum, dla Flinta to mogło być jednak nazbyt przytłaczające.
- A co do mugolskich ołówków, wielki błąd, są dużo lepsze niż pióra i atrament - dodała jeszcze lekko.
Za to na Erika spojrzała z pewnym zdziwieniem, kiedy spytał, kogo uważa za najbardziej podejrzanego.
- Przecież powiedziałam, że wszystko dostaniesz na piśmie – powiedziała ze szczerym zdumieniem. Sądził, że nie mówiła poważnie? Wcale nie zamierzała załatwiać tego za jego plecami, potrzebowała zresztą pełnej współpracy, był głównym świadkiem, tak? Jego zeznania, znaczy się wtajemniczenie go w sprawę, były kluczowe.
Erik nie miał notesu. Ona za to miała. Wyciągnęła go z kieszeni i zaczęła szybko notować… tak, mugolskim ołówkiem właśnie. Zerkając co jakiś czas na to, co Castiel zapisał na swoim pergaminie.
Nudności, zawroty głowy, uzdrowiciel, efekty uboczne.
Jedno Erik miał jak w banku, siostra będzie pytać jak się czuje jakieś pięćdziesiąt razy dziennie.
A na kuchni faktycznie pojawi się jego zdjęcie z napisem "zakaz wstępu", przynajmniej na czas leczenia.
Kiwnęła głową machinalnie na informację o uzdrowicielu. Nie była pewna, czy powinna zawracać tym głowę Cynthii, kobieta pracowała jako patolog, więc pewnie niewiele miała czasu, chociaż być może będzie warto podpytać, czy byłaby zainteresowana dodatkowo płatnym zleceniem... Znalezienie jakiegoś uzdrowiciela nie powinno być jednak bardzo trudne. BUMowcy i aurorzy miewali z nimi do czynienia na tyle często, że dowolny kolega z pracy w razie czego mógł im kogoś zaproponować.
Natomiast kiedy Flint skończył, a Erik tylko spytał, kiedy kolejna wizyta kontrolna, rzuciła mu bardzo, bardzo wymowne spojrzenie. Jakby chciała w ten sposób zauważyć, że skoro uważa się za tak taktownego, to mógłby porządnie podziękować. Nie jej, oczywiście, ale sprowadzonemu klątwołamaczowi. Wychodziło wszak na to, że klątwa była bardzo niebezpieczna. Oczywiście, zamierzała przelać do skrytki Flinta odpowiednią sumę za konsultację, ale "dziękuję" naprawdę nie zaszkodzi...
Dobrze, że nie miała okazji dostrzec, że Castiela najwyraźniej boli nadgarstek, bo by się przejęła podwójnie.
- Jeszcze raz dzięki. Ehem, i chyba wiszę ci jeszcze kasę za spodnie - dodała, posyłając mu uśmiech. Jakkolwiek głupio to nie brzmiały, wszak węgielki chyba lekko nadpaliły materiał – westchnęła, wsuwając notatnik do kieszeni. Notowała w nim wcześniej dość gorączkowo, nie tylko to, co mówił, ale też parę własnych spostrzeżeń, których nie chciała zapomnieć.
Poczekała aż ustalą między sobą, czy wizyta kontrolna będzie konieczna, a jeżeli tak, jaka data im obojgu pasuje. Sama nie zabierała głosu, bo akurat jej obecność raczej nie będzie absolutnie potrzebne. Potem była gotowa, jeżeli Castiel nie miał nic więcej do powiedzenia, odprowadzić go na granice sadu. Po drodze absolutnie nie wspominając już o samej klątwie Erika, a raczej gadając na inne, luźne tematy, nawet jeżeli jej umysł będzie zajęty układaniem listy, którą wkrótce dostarczy bratu…
- Zrobiłeś bardzo dużo. Jestem wdzięczna i wiszę ci wielką przysługę. Albo wielki obiad. Ewentualnie oba. Zaproponowałabym, żebyś został dzisiaj, ale wątpię, żebyś miał ochotę wchodzić do naszej kuchni - powiedziała szczerze. Zresztą nie dajcie bogowie, ktoś inny z domowników by go dopadł i zaczął wypytywać o klątwę. O ile ona doskonale odnajdowała się w chaosie, czasem stając się jego centrum, dla Flinta to mogło być jednak nazbyt przytłaczające.
- A co do mugolskich ołówków, wielki błąd, są dużo lepsze niż pióra i atrament - dodała jeszcze lekko.
Za to na Erika spojrzała z pewnym zdziwieniem, kiedy spytał, kogo uważa za najbardziej podejrzanego.
- Przecież powiedziałam, że wszystko dostaniesz na piśmie – powiedziała ze szczerym zdumieniem. Sądził, że nie mówiła poważnie? Wcale nie zamierzała załatwiać tego za jego plecami, potrzebowała zresztą pełnej współpracy, był głównym świadkiem, tak? Jego zeznania, znaczy się wtajemniczenie go w sprawę, były kluczowe.
Erik nie miał notesu. Ona za to miała. Wyciągnęła go z kieszeni i zaczęła szybko notować… tak, mugolskim ołówkiem właśnie. Zerkając co jakiś czas na to, co Castiel zapisał na swoim pergaminie.
Nudności, zawroty głowy, uzdrowiciel, efekty uboczne.
Jedno Erik miał jak w banku, siostra będzie pytać jak się czuje jakieś pięćdziesiąt razy dziennie.
A na kuchni faktycznie pojawi się jego zdjęcie z napisem "zakaz wstępu", przynajmniej na czas leczenia.
Kiwnęła głową machinalnie na informację o uzdrowicielu. Nie była pewna, czy powinna zawracać tym głowę Cynthii, kobieta pracowała jako patolog, więc pewnie niewiele miała czasu, chociaż być może będzie warto podpytać, czy byłaby zainteresowana dodatkowo płatnym zleceniem... Znalezienie jakiegoś uzdrowiciela nie powinno być jednak bardzo trudne. BUMowcy i aurorzy miewali z nimi do czynienia na tyle często, że dowolny kolega z pracy w razie czego mógł im kogoś zaproponować.
Natomiast kiedy Flint skończył, a Erik tylko spytał, kiedy kolejna wizyta kontrolna, rzuciła mu bardzo, bardzo wymowne spojrzenie. Jakby chciała w ten sposób zauważyć, że skoro uważa się za tak taktownego, to mógłby porządnie podziękować. Nie jej, oczywiście, ale sprowadzonemu klątwołamaczowi. Wychodziło wszak na to, że klątwa była bardzo niebezpieczna. Oczywiście, zamierzała przelać do skrytki Flinta odpowiednią sumę za konsultację, ale "dziękuję" naprawdę nie zaszkodzi...
Dobrze, że nie miała okazji dostrzec, że Castiela najwyraźniej boli nadgarstek, bo by się przejęła podwójnie.
- Jeszcze raz dzięki. Ehem, i chyba wiszę ci jeszcze kasę za spodnie - dodała, posyłając mu uśmiech. Jakkolwiek głupio to nie brzmiały, wszak węgielki chyba lekko nadpaliły materiał – westchnęła, wsuwając notatnik do kieszeni. Notowała w nim wcześniej dość gorączkowo, nie tylko to, co mówił, ale też parę własnych spostrzeżeń, których nie chciała zapomnieć.
Poczekała aż ustalą między sobą, czy wizyta kontrolna będzie konieczna, a jeżeli tak, jaka data im obojgu pasuje. Sama nie zabierała głosu, bo akurat jej obecność raczej nie będzie absolutnie potrzebne. Potem była gotowa, jeżeli Castiel nie miał nic więcej do powiedzenia, odprowadzić go na granice sadu. Po drodze absolutnie nie wspominając już o samej klątwie Erika, a raczej gadając na inne, luźne tematy, nawet jeżeli jej umysł będzie zajęty układaniem listy, którą wkrótce dostarczy bratu…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.