17.12.2023, 12:36 ✶
Felix doskonale wiedział, jak to jest być wykluczonym. Jako sierota doświadczał tego na każdym kroku - i chociaż Hogwart się przed nim otworzył i wziął go pod swoje skrzydła, tak nigdy nie udało się mu uzyskać tego, co w cyrku Bellów. To ci ludzie przyjęli go jak swojego, może dzięki Elaine, a może dzięki temu, że po prostu byli, jacy byli? Ciepli, otwarci, trochę patologiczni, ale mieli dobre serca. Tak ich przynajmniej postrzegał - tworzyli jedną, wielką rodzinę. I, co najważniejsze, rodzinę z wyboru, nie z przymusu. W swoich najskrytszych snach nie marzył o tym, by mieć aż takie szczęście.
Gdy usłyszał o marszu praw charłaków, gdy The Bang wspomniał o chęci wzięcia udziału w nim - zgodził się bez wahania. Przecież charłacy byli częścią magicznej społeczności, jej integralną częścią. Widział, jak ludzie na nich patrzą, słyszał co o nich mówią - w zasadzie najpewniej nie znając ani jednego przedstawiciela tej społeczności. Bo przecież gdyby poznali bliżej Milo czy innych pracowników cyrku, to zmieniliby zdanie. Felixowi bardzo nie podobała się wrogość, którą kierowano w stronę tej części magicznej społeczności. Jeśli więc miał wyrazić swoje poparcie dla nich: chciał to zrobić.
Ale nie zależało mu aż tak, żeby zerwać się z łóżka przed świtem. Felix lubił sprawiedliwość, ale istniały pewne granice, a jedną z nich był sen, a potem śniadanie. Gdy Bang kończył już jajecznicę, to młody Bell dopiero przewracał się na drugi bok i otwierał oczy. Gdy Bang już po sobie sprzątnął, to Felix dopiero narzucił na siebie koszulkę, włożył buty bez skarpetek i wyczłapał z przyczepy. Lisiczka pewnie już wstała, więc zwabiony zapachami poszedł coś zjeść.
- O rany, ty w ogóle coś spałeś? - zapytał, czochrając dłonią zmierzwione, nieuczesany włosy. Miał lekko zapuchniętą twarz, w tym oczy, a na policzku widniał odciśnięty szew od poszewki poduszki. Literalnie wstał trzy minuty temu i dokładnie tak wyglądał. Sięgnął po chleb, bo bez chleba się człowiek nie naje, i złapał za talerz. Brudny, nie brudny - bez znaczenia, bo właśnie zaczął nakładać sobie ogromną porcję jajecznicy. - Gdzie ruda? Jeszcze śpi?
Zdziwiła go jej nieobecność. Na pewno by się nie wycofała. Ale może zaspała? Albo gdzieś się tu kręci. Siedzieli do późna w przyczepie Milo, mogła nie wstać na czas. Sam ledwo się zwlókł z wyra.
Gdy usłyszał o marszu praw charłaków, gdy The Bang wspomniał o chęci wzięcia udziału w nim - zgodził się bez wahania. Przecież charłacy byli częścią magicznej społeczności, jej integralną częścią. Widział, jak ludzie na nich patrzą, słyszał co o nich mówią - w zasadzie najpewniej nie znając ani jednego przedstawiciela tej społeczności. Bo przecież gdyby poznali bliżej Milo czy innych pracowników cyrku, to zmieniliby zdanie. Felixowi bardzo nie podobała się wrogość, którą kierowano w stronę tej części magicznej społeczności. Jeśli więc miał wyrazić swoje poparcie dla nich: chciał to zrobić.
Ale nie zależało mu aż tak, żeby zerwać się z łóżka przed świtem. Felix lubił sprawiedliwość, ale istniały pewne granice, a jedną z nich był sen, a potem śniadanie. Gdy Bang kończył już jajecznicę, to młody Bell dopiero przewracał się na drugi bok i otwierał oczy. Gdy Bang już po sobie sprzątnął, to Felix dopiero narzucił na siebie koszulkę, włożył buty bez skarpetek i wyczłapał z przyczepy. Lisiczka pewnie już wstała, więc zwabiony zapachami poszedł coś zjeść.
- O rany, ty w ogóle coś spałeś? - zapytał, czochrając dłonią zmierzwione, nieuczesany włosy. Miał lekko zapuchniętą twarz, w tym oczy, a na policzku widniał odciśnięty szew od poszewki poduszki. Literalnie wstał trzy minuty temu i dokładnie tak wyglądał. Sięgnął po chleb, bo bez chleba się człowiek nie naje, i złapał za talerz. Brudny, nie brudny - bez znaczenia, bo właśnie zaczął nakładać sobie ogromną porcję jajecznicy. - Gdzie ruda? Jeszcze śpi?
Zdziwiła go jej nieobecność. Na pewno by się nie wycofała. Ale może zaspała? Albo gdzieś się tu kręci. Siedzieli do późna w przyczepie Milo, mogła nie wstać na czas. Sam ledwo się zwlókł z wyra.