17.12.2023, 20:54 ✶
- No znowu, znowu, w zasadzie nie wiem, po co – skrzywiła się. Przypominało to trochę odgrzewane kotlety, to raz, dwa – rozgrzebywanie tego, czego, w jej opinii, nie należałoby już ruszać. I dać po prostu w końcu ostygnąć; może nawet zapomnieć? Chociaż, czy powinno się zapominać, jak czarodziejski świat potraktował nieczystokrwistego ministra?
Co było przecież dowodem na to, że jako społeczeństwo mieli naprawdę wiele lekcji do odrobienia w zakresie krwi, jaka płynęła w ich żyłach. Czy to ród ze skorowidzu czy nie, czy to czarodziej od pokoleń bądź rodzynek po mugolskich rodzicach – wszyscy mieli jednako czerwoną krew. Jednako.
Więc te wszystkie podziały, które niektórzy sobie wymyślili, których się trzymali, z punktu widzenia Mavelle najzwyczajniej w świecie nie miały sensu. Ale przynajmniej śmieci same się wyniosły – bo przecież nastąpił nie taki znowu mały exodus z Ministerstwa, gdy pracownicy uznali, iż taki zwierzchnik im nie pasuje.
Inna sprawa, czy naprawdę wszystkie śmieci się wyniosły; realistycznie podchodząc do tego tematu, należało w to wątpić. I nie zakładać, że pozostali jedynie ci, którzy mieli głęboko w dupie te wszystkie podziały oparte na krwi i tradycji chuj-wie-ile-letniej.
Parsknęła rozbawiona wizją, jaka właśnie została roztoczona przed jej oczyma. Morpheus Longbottom – Ministrem Magii! I to nie byle jakim…
- Może? Ale fakt, jak tak to ujmujesz, to też żałuję. Widzisz, wujku, trzeba było kandydować, wygrać wybory i już byś zapewne ze wszystkim zrobił porządek – stwierdziła z całym przekonaniem w głosie, na jakie ją było stać. A czy był jedną nogą w grobie… tu musiała się zastanowić – Fakt, odszedł ze stanowiska ze względu na jakieś problemy zdrowotne, ale nie kojarzę pogłosek, żeby jednak się miał wkrótce wybrać na drugą stronę. I wiesz, rozumiem, gdyby znaleźli niepodważalne dowody świadczące o tym, że jednak nadużył swojej władzy jako Minister, ale takie pierdolenie dla samego pierdolenia? – pokręciła głową – I nie mam pojęcia, o kim teraz mówisz – przyznała uczciwie; raz, że mugolska religia ją średnio obchodziła (i generalnie w mugolskim świecie interesowała ją przede wszystkim literatura oraz filmy), a dwa… no, skoro wybiegł w przyszłość, to skąd miała wiedzieć, kogo dokładnie miał na myśli? – I dokładnie tak, pochodzenie jest praktycznie jedyną różnicą. Sam się na stanowisko nie wybrał. I zamiast uznać wybór, to nie, lepiej było podnieść larum. I bruździć na wszelkie możliwe sposoby. A te mugolskie sporty… to jeśli ktokolwiek faktycznie wypaczył wynik, to jestem całkiem pewna, że to był jakiś przeciwnik Leacha, żeby przypisać to do jego konta. Aż szkoda, że nie da się ot tak zerknąć w przeszłość, sporo by to ułatwiło – podsumowała. I w istocie, ułatwiłoby – również takim, jak ona. Czyli: jest miejsce przestępstwa? No to cyk, odpalamy lustereczko czy coś i oglądamy, co to się wtedy podziało. Widmowidze niestety mieli swoje ograniczenia...
Co było przecież dowodem na to, że jako społeczeństwo mieli naprawdę wiele lekcji do odrobienia w zakresie krwi, jaka płynęła w ich żyłach. Czy to ród ze skorowidzu czy nie, czy to czarodziej od pokoleń bądź rodzynek po mugolskich rodzicach – wszyscy mieli jednako czerwoną krew. Jednako.
Więc te wszystkie podziały, które niektórzy sobie wymyślili, których się trzymali, z punktu widzenia Mavelle najzwyczajniej w świecie nie miały sensu. Ale przynajmniej śmieci same się wyniosły – bo przecież nastąpił nie taki znowu mały exodus z Ministerstwa, gdy pracownicy uznali, iż taki zwierzchnik im nie pasuje.
Inna sprawa, czy naprawdę wszystkie śmieci się wyniosły; realistycznie podchodząc do tego tematu, należało w to wątpić. I nie zakładać, że pozostali jedynie ci, którzy mieli głęboko w dupie te wszystkie podziały oparte na krwi i tradycji chuj-wie-ile-letniej.
Parsknęła rozbawiona wizją, jaka właśnie została roztoczona przed jej oczyma. Morpheus Longbottom – Ministrem Magii! I to nie byle jakim…
- Może? Ale fakt, jak tak to ujmujesz, to też żałuję. Widzisz, wujku, trzeba było kandydować, wygrać wybory i już byś zapewne ze wszystkim zrobił porządek – stwierdziła z całym przekonaniem w głosie, na jakie ją było stać. A czy był jedną nogą w grobie… tu musiała się zastanowić – Fakt, odszedł ze stanowiska ze względu na jakieś problemy zdrowotne, ale nie kojarzę pogłosek, żeby jednak się miał wkrótce wybrać na drugą stronę. I wiesz, rozumiem, gdyby znaleźli niepodważalne dowody świadczące o tym, że jednak nadużył swojej władzy jako Minister, ale takie pierdolenie dla samego pierdolenia? – pokręciła głową – I nie mam pojęcia, o kim teraz mówisz – przyznała uczciwie; raz, że mugolska religia ją średnio obchodziła (i generalnie w mugolskim świecie interesowała ją przede wszystkim literatura oraz filmy), a dwa… no, skoro wybiegł w przyszłość, to skąd miała wiedzieć, kogo dokładnie miał na myśli? – I dokładnie tak, pochodzenie jest praktycznie jedyną różnicą. Sam się na stanowisko nie wybrał. I zamiast uznać wybór, to nie, lepiej było podnieść larum. I bruździć na wszelkie możliwe sposoby. A te mugolskie sporty… to jeśli ktokolwiek faktycznie wypaczył wynik, to jestem całkiem pewna, że to był jakiś przeciwnik Leacha, żeby przypisać to do jego konta. Aż szkoda, że nie da się ot tak zerknąć w przeszłość, sporo by to ułatwiło – podsumowała. I w istocie, ułatwiłoby – również takim, jak ona. Czyli: jest miejsce przestępstwa? No to cyk, odpalamy lustereczko czy coś i oglądamy, co to się wtedy podziało. Widmowidze niestety mieli swoje ograniczenia...