Flynna cała ta sytuacja aż tak bardzo nie przerażała. Nie miał pojęcia, kim był ten Owen i dlaczego nikt go nie lubił, ale nikomu nic się nie stało, a wóz był w stanie naprawić sam, więc zamiast w nastrój paniki wszedł w nastrój „spokojnie, ja to ogarnę”, co zasygnalizował związaniem włosów gumką, a to się działo praktycznie tylko wtedy, kiedy majstrował nad czymś przy stole w warsztacie albo montował elementy sceny. Kiedy znalazł go Milo, wyciągał spod wozu odpadnięte elementy mechanizmu i sprawdzał, czy potrafi z nimi jeszcze cokolwiek zrobić i z radością odkrył, że tak. Brak musu nadwyrężania rodzinnego budżetu to była dobra wiadomość, tak? Ale i tak nie zamierzał przekazać jej Alexandrowi, bo ostatnio wspólne życie wychodziło im trochę kiepsko. Istniała w rodzinie chyba tylko jedna osoba, której nie chciał widzieć tutaj bardziej, niż swojego zajebistego pożal się boże kochanka, przez którego poryczał się kilka dni temu w przyczepie i był to Milo Bell, więc jak to w takich historiach bywa - Milo Bell przyszedł mu powiedzieć, że Alexander potrzebował pomocy w podniesieniu autobusu do pionu.
Oh kurwa.
No ale poszedł tam. Bo to była jego rodzina. Bo go kochał. Trochę też dlatego, że nie miał co zrobić z rękoma poza zbieraniem gruzu i sprawdzaniem, czy Arya nie zgubiła się w lesie, bo przecież jak ona zgubi się w lesie, to nie krzyknie do nich „tu jestem!” i naprawdę przerażała go wizja nieodnalezienia jej już nigdy... No i poszedł. Znaczy się przyszedł. Miał taką markotną minę, ale pierwszym co przyszło mu do głowy, było pocałowanie Alexandra w policzek na powitanie. Przypomniał sobie ich kłótnię. Nie zrobił tego. Nie spojrzał mu nawet w oczy. Jedynie zajrzał pod ten autobus, żeby sprawdzić, czy na pewno nic nie haczy i nie blokuje możliwości uniesienia go w górę. Jeszcze kilka dni i go z nimi nie będzie.
- Spróbujemy. Ty z lewej a ja z prawej - powiedział, bo prawa strona znajdowała się niżej.
Nie wiedziałam na ile rzutów jesteście umówion toteż daję dwa.
Oh kurwa.
No ale poszedł tam. Bo to była jego rodzina. Bo go kochał. Trochę też dlatego, że nie miał co zrobić z rękoma poza zbieraniem gruzu i sprawdzaniem, czy Arya nie zgubiła się w lesie, bo przecież jak ona zgubi się w lesie, to nie krzyknie do nich „tu jestem!” i naprawdę przerażała go wizja nieodnalezienia jej już nigdy... No i poszedł. Znaczy się przyszedł. Miał taką markotną minę, ale pierwszym co przyszło mu do głowy, było pocałowanie Alexandra w policzek na powitanie. Przypomniał sobie ich kłótnię. Nie zrobił tego. Nie spojrzał mu nawet w oczy. Jedynie zajrzał pod ten autobus, żeby sprawdzić, czy na pewno nic nie haczy i nie blokuje możliwości uniesienia go w górę. Jeszcze kilka dni i go z nimi nie będzie.
- Spróbujemy. Ty z lewej a ja z prawej - powiedział, bo prawa strona znajdowała się niżej.
Rzut Z 1d100 - 56
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 87
Sukces!
Sukces!
Nie wiedziałam na ile rzutów jesteście umówion toteż daję dwa.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.