Kiedy pierwszy szok i oszołomienie minęły, sięgnąłem do wozu po jakąś szmatkę, żeby zatamować krwawienie z czoła. Rana była dość płytka, podejrzewałem, że nie będzie nawet wymagała szycia, ale zdecydowanie nadrabiała ilością krwi, która z niej płynęła. Zapewne wyglądałem już dość tragicznie, przez czerwone smugi rozmazane po twarzy, ale też nie to było najważniejsze.
Chciałem podejść do Jima i z sprawdzić, czy wszystko z nim okay, ale widząc, że Papo Alex ma wszystko pod kontrolą, zamiast tego spojrzałem na rozeźlonego kierowcę Błędnego Rycerza, wygrażającego coś pod adresem nas jako ogółu a w szczególności Overseera. Obserwowałem jak Alex wyciąga różdżkę i próbuje obudzić autobus, ale okazało się to chyba zadaniem ponad jego siły, bo chociaż Błędny drgnął, zadygotał i poruszył się o parę centymetrów to zaraz potem opadł z powrotem na ziemię. Jak Felix, kiedy się go próbuje obudzić. pomyślałem, już nawet lekko rozbawiony całą sytuacją.
W końcu, z niejakim opóźnieniem - może ta moja rana na czole była jednak zwiastunem jakiegoś poważniejszego urazu głowy? - dotarło do mnie, że Alex chciał żebym zawołał innych. I Flynna. Jezus Maria, po co akurat Flynna? Jakby cała ekipa cyrku nie mogła się równać Wspaniałemu Flynnowi, bo on na pewno wszystkiemu zaradzi. Najlepiej wbija jak na swoje, najlepiej robi Alexandrowi (wodę z mózgu), najlepiej włada różdżką... Nie skomentowałem tego jednak na głos, tylko kiwnąłem lekko głowę, obróciłem się na pięcie i pomaszerowałem posłusznie wołać Flynna.
Na całe szczęście przynajmniej nie trzeba go było jakoś bardzo szukać - grzebał przy naszym wozie, sprawdzając czy wszystko w nim bangla i damy radę ruszyć w dalszą drogę, czy trzeba będzie poczynić jakieś poważniejsze naprawy. Stanąłem koło niego, poprawiając trzymany nadal przy czole, prowizoryczny opatrunek z czegoś co okazało się być chustą, lub też szalikiem.
- Alex cię woła. Trzeba podnieść Błędnego. - oznajmiłem. Najmniej słów jak to możliwe, byle przekazać co było do przekazania. Nie czekałem nawet, żeby sprawdzić co odpowie i ruszyłem dalej. Sam wiedziałem, że do takiej roboty sto razy bardziej nada się Ancia, którego znalazłem przy wozie Fiery - najwyraźniej je lwy nie bardzo dobrze znosiły taki nagły postój. Odpowiedziałem na pytania o ranę, że nic mi nie jest i że przydałoby się pomóc z przodu bo Błędny Rycerz ma delulu i poszedł lulu, po czym wróciłem razem z Ancią spowrotem na przód konwoju.
Wcale nie zamierzałem się wtrącać między Edge'a a Overseera, ale przysiadłem na ziemi na tyle niedaleko nich, żeby słyszeć co mówią. Tak na wszelki wypadek. Nie byłem wścibski. Wcale. W ogóle.