Czerń. Zawsze to była czerń. Gdyby się odpowiednio wysilił to byłby w stanie wyobrazić sobie tego człowieka w czymś innym. Bardziej barwnym, ślicznym, może purpura? Ale czerń ostatnio zaczęła mu się bardziej podobać. Tylko nie wiedział nawet z czego to wynikało. Była taka... Pusta. Tajemnicza. Chowała w sobie wszystkie niedopowiedzenia i nie pozostawiała niczego do dodania. To mu się podobało. Więc jego Kai (tak, JEGO Kai, bo nikogo innego by tym bajkowym imieniem nie ochrzcił) wybierał czerń, żeby jego ubiór był takim samym niedopowiedzeniem, jakie on potrafił pozostawić.
- Och, och... Podobno tak jest. - Zgodził się, odbierając pakunek i przez moment spojrzał na niego, nim postąpił wgłąb mieszkania. - Zapraszam. Rozgość się. - A może - czuj się jak u siebie. Korytarz rozchodził się na dwie strony - w prawo do pokoju gościnnego, a w lewo do dużego pomieszczenia stanowiącego połączenie trzech, jak zostało wcześniej opisane. Tak i tam Laurent się skierował i ten kierunek wskazał.
Selkie zsunął torbę z butelki i uśmiechnął się na widok whiskey.
- Jednak chcesz mnie upić. Zaskoczę cię - nie będę przez to łatwiejszy. - Tak, tak, to też był żart. Pół - żart. Wypowiedziane żartem, a w realiach będące goryczą. - Czemu cię zaskoczyła? - Podjął, stawiając butelkę na wysepce, tuż obok pięknego, szklanego abraksana. - Herbaty? Kawy? - Bo bił obydwa, jak mniemał. - Chyba że wolisz tę rozkoszną whiskey. - Uśmiechnął się ulotnie.