18.12.2023, 14:28 ✶
Widziała, co się z nim dzieje. Przez lata nauczyła się obserwować ludzi i ich reakcje, interpretować je, by móc zareagować odpowiednio, gdy ktoś zaczynał się odsuwać lub przeciwnie: zaczynał być agresywny. Tristan jednak zdawał się być zrezygnowany. Wzięła ostrożnie notes od niego, a potem przeleciała szybko wzrokiem po literach. Westchnęła, ale nic poza tym. Nie wydawała się zdeterminowana, smutna czy zirytowana. Po prostu przyjęła jego słowa do wiadomości. Oddała mu notes.
- Uważam, że poświęciliśmy panu za mało czasu, jednak jednocześnie widzę, jak działa na pana pobyt w szpitalu i uważam, że on wcale nie pomaga. Fizycznie jest pan zdrowy, więc nie mamy podstaw, by pana tu zatrzymywać na siłę. Co więcej - myślę, że wyrządzilibyśmy tym panu krzywdę. Przedłużenie leczenia i konsultacji, które będą odbywać się w miejscu, które zawsze będzie pan mógł opuścić, powinno dać jednak lepsze efekty. Ale decyzja należy do pana, panie Ward. Muszę jednak pana zmartwić - nikt nie da panu stuprocentowej gwarancji na żaden zabieg. Powtórzę: żaden. Zawsze może pójść coś nie tak lub po prostu nie dać efektu. Ale tutaj mam wrażenie, że przy dokładniejszym zbadaniu problemu, przy wsparciu magiterapeuty i wnikliwszym zbadaniu klątwy, która nad panem ciąży - mamy spore szanse na to, by mógł pan znowu mówić. Nie teraz, może nie za rok. A może za pół roku? Lub dwa lata. Klątwy to skomplikowany temat, panie Ward, a ta jest wyjątkowo dziwna i mroczna. Jedyne co mogę panu obiecać to to, że nie odpuszczę, jeżeli pan wyrazi zgodę. Ale jednocześnie nie będę naciskać, jeżeli pan się nie zgodzi - wyjaśniła, ponownie splatając dłonie na kolanie. Nie miała prawa, by go do tego zmuszać, lecz jednocześnie ciężko jej było odpuścić. Zresztą nie tylko jej - to nie było tak, że uzdrowiciele postawili na nim krzyżyk. Po prostu każdy wiedział, że potrzebowali czasu. Gdyby wszyscy w szpitalu zajmowali się wyłącznie sprawą Tristana, bez snu, to może po pół roku znaleźliby rozwiązanie. Ale to było niemożliwe: musieli jeść, spać i opiekować się innymi pacjentami. Nie liczyła, że Tristan to zrozumie: wiele osób tego nie rozumiało. Dla wielu byli jedynymi przypadkami, tymi najważniejszymi. A to nie była prawda, mieli wiele poważniejszych, na przykład tych zagrażających życiu. - Sam pan zauważył, że zrobiono już wiele. A może należy zrobić wszystko?
Zapytała, przekrzywiając głowę. Ostatnie zdanie było dość zagadkowe, ale nie miała zamiaru rozwijać tej myśli tutaj, w szpitalu. Może nie mogli tutaj używać pewnych... Metod, które byłyby sprzeczne z etyką? A które byłby skuteczniejsze? Czy miała na myśli czarną magię? A może wcale nie, a po prostu chciała poświęcić więcej uwagi temu przypadkowi, niż poświęcano mu do tej pory?
- Uważam, że poświęciliśmy panu za mało czasu, jednak jednocześnie widzę, jak działa na pana pobyt w szpitalu i uważam, że on wcale nie pomaga. Fizycznie jest pan zdrowy, więc nie mamy podstaw, by pana tu zatrzymywać na siłę. Co więcej - myślę, że wyrządzilibyśmy tym panu krzywdę. Przedłużenie leczenia i konsultacji, które będą odbywać się w miejscu, które zawsze będzie pan mógł opuścić, powinno dać jednak lepsze efekty. Ale decyzja należy do pana, panie Ward. Muszę jednak pana zmartwić - nikt nie da panu stuprocentowej gwarancji na żaden zabieg. Powtórzę: żaden. Zawsze może pójść coś nie tak lub po prostu nie dać efektu. Ale tutaj mam wrażenie, że przy dokładniejszym zbadaniu problemu, przy wsparciu magiterapeuty i wnikliwszym zbadaniu klątwy, która nad panem ciąży - mamy spore szanse na to, by mógł pan znowu mówić. Nie teraz, może nie za rok. A może za pół roku? Lub dwa lata. Klątwy to skomplikowany temat, panie Ward, a ta jest wyjątkowo dziwna i mroczna. Jedyne co mogę panu obiecać to to, że nie odpuszczę, jeżeli pan wyrazi zgodę. Ale jednocześnie nie będę naciskać, jeżeli pan się nie zgodzi - wyjaśniła, ponownie splatając dłonie na kolanie. Nie miała prawa, by go do tego zmuszać, lecz jednocześnie ciężko jej było odpuścić. Zresztą nie tylko jej - to nie było tak, że uzdrowiciele postawili na nim krzyżyk. Po prostu każdy wiedział, że potrzebowali czasu. Gdyby wszyscy w szpitalu zajmowali się wyłącznie sprawą Tristana, bez snu, to może po pół roku znaleźliby rozwiązanie. Ale to było niemożliwe: musieli jeść, spać i opiekować się innymi pacjentami. Nie liczyła, że Tristan to zrozumie: wiele osób tego nie rozumiało. Dla wielu byli jedynymi przypadkami, tymi najważniejszymi. A to nie była prawda, mieli wiele poważniejszych, na przykład tych zagrażających życiu. - Sam pan zauważył, że zrobiono już wiele. A może należy zrobić wszystko?
Zapytała, przekrzywiając głowę. Ostatnie zdanie było dość zagadkowe, ale nie miała zamiaru rozwijać tej myśli tutaj, w szpitalu. Może nie mogli tutaj używać pewnych... Metod, które byłyby sprzeczne z etyką? A które byłby skuteczniejsze? Czy miała na myśli czarną magię? A może wcale nie, a po prostu chciała poświęcić więcej uwagi temu przypadkowi, niż poświęcano mu do tej pory?