18.12.2023, 17:07 ✶
Aż tak śpieszno jej do małżeństwa?
Absolutnie nie było i choć rozumiała, że próbował jedynie żartobliwie zagrać jej na nerwach, to pierwotną reakcją na te słowa było wywrócenie oczyma.
— Kobietom pewnych rzeczy nie wypada bez pierścionka, wiesz? — nie uściśliła jakich, bo na zabawę w aktywistkę nie miała ochoty, a zwierzać się z lubieżnych pragnień nie miała zamiaru (bo kto normalny by się do tego przyznawał na trzeźwo). Nie postrzegała się również za feministkę, uważając świat za niejednolity oraz niesprawiedliwy pod każdym kątem; każdy nosił swój krzyż, niektórych był co prawda cięższy niż innych, ale była to rozprawka na inną porę.
I tak dalej człapali w kierunku jeziora. Oboje obolali, ale chyba nie wystarczająco ojojani, bo przyłapała go na próbie rozmasowania prawej łopatki. I barku. I chyba również szyi, która również Septimie dawała się we znaki. Kontynuowałaby tak dalej wyboistą drogę opatulona wyrzutami sumienia, ale Levi wypuścił na reszcie tajemnicę, której była od początku ciekawa, ale nagle zaczęła żałować próby jej odkrycia.
Sarah Macmillan.
Milczała długo, próbując pozbierać poszatkowany umysł z tacy.
— No właśnie widzę, że się jeszcze nie zagłębiłeś — odpowiedziała w końcu, surowo, szarpiąc przy tym za głoski — moja matka była Macmillan. Sarah jest moją kuzynką.
Sama nie wiedziała z której strony nadchodziło to ukłucie rozżalenia — z faktu, że nie pamiętał podstawowych detali z jej życia, czy z faktu, że jego przyszłą żoną miała być mała kuzynka Sarah. Ale przecież nie mogła być już małą dziewczynką i choć Timmy nie zdołała obliczyć jej prawdziwego wieku, przekonana była, że ledwie skończyła dwadzieścia lat.
Dlaczego akurat ona? Nie potrafiła wyłowić rdzenia sensu odpowiedzi od razu, ale jej myśli nie goniły już za logicznymi faktami. Myślała tylko o tym jak bardzo do siebie nie pasują i jak wielką krzywdę wyrządzały im ich rodziny. Nie znała ojca Leviego na tyle dobrze, by oskarżać go o szaleństwo, ale czym kierowało się wujostwo? Czy Sara nie posiadała własnego wybranka? Urocza i towarzyska, nie powinna była mieć problemu...tak jakby to wszystko od niej zależało, ale Ollivanderówna nie orientowała się w politycznych mariażach.
Kolejne kroki jej ciążyły, słowa wiązały w gardle, powstrzymując się od niemiłych określeń. Bo nic, co jej na język przychodziło, było ładne, miłe i wspierające.
— To dobra dziewczyna, wiesz? — powiedziała w końcu z pretensją w głosie. Dobra, a może za dobra?
Absolutnie nie było i choć rozumiała, że próbował jedynie żartobliwie zagrać jej na nerwach, to pierwotną reakcją na te słowa było wywrócenie oczyma.
— Kobietom pewnych rzeczy nie wypada bez pierścionka, wiesz? — nie uściśliła jakich, bo na zabawę w aktywistkę nie miała ochoty, a zwierzać się z lubieżnych pragnień nie miała zamiaru (bo kto normalny by się do tego przyznawał na trzeźwo). Nie postrzegała się również za feministkę, uważając świat za niejednolity oraz niesprawiedliwy pod każdym kątem; każdy nosił swój krzyż, niektórych był co prawda cięższy niż innych, ale była to rozprawka na inną porę.
I tak dalej człapali w kierunku jeziora. Oboje obolali, ale chyba nie wystarczająco ojojani, bo przyłapała go na próbie rozmasowania prawej łopatki. I barku. I chyba również szyi, która również Septimie dawała się we znaki. Kontynuowałaby tak dalej wyboistą drogę opatulona wyrzutami sumienia, ale Levi wypuścił na reszcie tajemnicę, której była od początku ciekawa, ale nagle zaczęła żałować próby jej odkrycia.
Sarah Macmillan.
Milczała długo, próbując pozbierać poszatkowany umysł z tacy.
— No właśnie widzę, że się jeszcze nie zagłębiłeś — odpowiedziała w końcu, surowo, szarpiąc przy tym za głoski — moja matka była Macmillan. Sarah jest moją kuzynką.
Sama nie wiedziała z której strony nadchodziło to ukłucie rozżalenia — z faktu, że nie pamiętał podstawowych detali z jej życia, czy z faktu, że jego przyszłą żoną miała być mała kuzynka Sarah. Ale przecież nie mogła być już małą dziewczynką i choć Timmy nie zdołała obliczyć jej prawdziwego wieku, przekonana była, że ledwie skończyła dwadzieścia lat.
Dlaczego akurat ona? Nie potrafiła wyłowić rdzenia sensu odpowiedzi od razu, ale jej myśli nie goniły już za logicznymi faktami. Myślała tylko o tym jak bardzo do siebie nie pasują i jak wielką krzywdę wyrządzały im ich rodziny. Nie znała ojca Leviego na tyle dobrze, by oskarżać go o szaleństwo, ale czym kierowało się wujostwo? Czy Sara nie posiadała własnego wybranka? Urocza i towarzyska, nie powinna była mieć problemu...tak jakby to wszystko od niej zależało, ale Ollivanderówna nie orientowała się w politycznych mariażach.
Kolejne kroki jej ciążyły, słowa wiązały w gardle, powstrzymując się od niemiłych określeń. Bo nic, co jej na język przychodziło, było ładne, miłe i wspierające.
— To dobra dziewczyna, wiesz? — powiedziała w końcu z pretensją w głosie. Dobra, a może za dobra?