18.12.2023, 19:54 ✶
Catherine nie próbowała uciekać przed objęciami Nory, chociaż i nie objęła jej sama - po prostu na moment oparła czoło o ramię Figg, zanim się odsunęła.
Być może po tym, jak płakała chwilę temu, nie chciała się znowu rozkleić.
A może po prostu nie było mowy, aby gdziekolwiek poczuła się bezpiecznie. Nawet tutaj, w Warowni, otoczona jeżeli nie przez przyjaciół, to przez sojuszników, pozostawała boleśnie świadoma, co kryje się za jej murami - i że może przyjść dzień, gdy nawet zaklęcia ochronne posiadłości nie wystarczą.
Nora mogła jednak przynajmniej dać jej jakąś maść na poranione stopy i coś, co zapewni jej spokojny sen.
- Nie będzie, póki ci dranie panoszą się po Anglii - mruknęła Catherine, odwracając wzrok. - Chantel nie żyje, Jase nie żyje... a ja mam wyjechać z Wysp.
Głos załamał się jej na moment. Żyła, doprowadziła do ukarania czlowieka, który zabił jej przyjaciółkę i chciał zabić ją samą. Ale cena za to była wysoka. Śmierć Jasona i pogrzebanie całego dotychczasowego życia. Nie mogła wrócić do pracy, do wynajmowanego mieszkania, a nawet używać tego samego nazwiska.
- Przepraszam, nie powinnam narzekać. W końcu przynajmniej żyję - powiedziała, prostując plecy i starając się znowu uśmiechnąć. - Jestem wdzięczna, że do mnie dotarliście. I że załatwiono mi wyjazd i wszystko, żebym poradziła sobie w... tam, na miejscu. Po prostu to jest tak strasznie... niesprawiedliwie. Jeżeli bogini istnieje, powinna już dawno porazić tego drania piorunem.
Uśmiechnęła się tylko krzywo na zapewnienie, że wygląda pięknie. Wiedziała doskonale, że tak nie jest - mimo tego, że nikt nie dał jej złośliwie brzydkiej twarzy. Była po prostu wykończona i to odcisnęło na niej swoje piętno.
A poza tym nowa twarz w lustrze wciąż zdawała się jej obca. Zbyt obca.
Być może po tym, jak płakała chwilę temu, nie chciała się znowu rozkleić.
A może po prostu nie było mowy, aby gdziekolwiek poczuła się bezpiecznie. Nawet tutaj, w Warowni, otoczona jeżeli nie przez przyjaciół, to przez sojuszników, pozostawała boleśnie świadoma, co kryje się za jej murami - i że może przyjść dzień, gdy nawet zaklęcia ochronne posiadłości nie wystarczą.
Nora mogła jednak przynajmniej dać jej jakąś maść na poranione stopy i coś, co zapewni jej spokojny sen.
- Nie będzie, póki ci dranie panoszą się po Anglii - mruknęła Catherine, odwracając wzrok. - Chantel nie żyje, Jase nie żyje... a ja mam wyjechać z Wysp.
Głos załamał się jej na moment. Żyła, doprowadziła do ukarania czlowieka, który zabił jej przyjaciółkę i chciał zabić ją samą. Ale cena za to była wysoka. Śmierć Jasona i pogrzebanie całego dotychczasowego życia. Nie mogła wrócić do pracy, do wynajmowanego mieszkania, a nawet używać tego samego nazwiska.
- Przepraszam, nie powinnam narzekać. W końcu przynajmniej żyję - powiedziała, prostując plecy i starając się znowu uśmiechnąć. - Jestem wdzięczna, że do mnie dotarliście. I że załatwiono mi wyjazd i wszystko, żebym poradziła sobie w... tam, na miejscu. Po prostu to jest tak strasznie... niesprawiedliwie. Jeżeli bogini istnieje, powinna już dawno porazić tego drania piorunem.
Uśmiechnęła się tylko krzywo na zapewnienie, że wygląda pięknie. Wiedziała doskonale, że tak nie jest - mimo tego, że nikt nie dał jej złośliwie brzydkiej twarzy. Była po prostu wykończona i to odcisnęło na niej swoje piętno.
A poza tym nowa twarz w lustrze wciąż zdawała się jej obca. Zbyt obca.