18.12.2023, 21:05 ✶
Dopiero niedawno dotarło do niego, że lato zaczęło się na dobre już kilka dobrych tygodni wcześniej. Fakt, że przegapił tak gwałtowną zmianę pogody, był nieco dezorientujący, ale z drugiej strony — w pełni rozumiał, czemu to przeoczył. Jasne, w latach młodości był dość sporym antyfanem zimy i z wypiekami na policzkach (zarówno z ekscytacji jak i wychłodzenia) wyczekiwał momentu, w którym zimne, a potem chłodne miesiące odejdą w niepamięć. Okres, gdy wszystko wokół było martwe albo pokryte śniegiem był dla niego niezwykle dołujący. Ponure, pochmurne widoki działały na jego podświadomość, niemal automatycznie psując mu nastrój na długie tygodnie.
Za dziecka, lato wiązało się również z licznymi wyjazdami, zarówno rodzinnymi jak i bardziej kameralnymi. Od zawsze lubił podróżować i poznawać nowe miejsca. Miał nawet małą kolekcję pocztówek z różnych krajów, chociaż teraz porosła już pewnie kurzem w jakimś pudle. Od czasów, gdy skończył szkołę i zaczął pracę w ministerstwie, jego "poboczne" zainteresowania mimowolnie odeszły w zapomnienie. Zastąpiły je obowiązki, zarówno w godzinach pracy jak i poza nimi. Czy Orion był pracoholikiem? Może trochę. Jasne, lubił spędzać czas ze znajomymi, ale po prostu nie potrafił zapomnieć o swoich zobowiązaniach. Jeśli jakiś raport musiał zostać wypełniony w określonym terminie — po prostu to robił, nawet jeśli musiał zostać w biurze nieco dłużej.
Ostatnie miesiące były szczególnie obfite w takie sytuacje. Bliscy zaczęli mu wytykać, że spędzał w pracy niepokojąco dużo czasu, w niektóre dni w domu przebywając mniej niż w Ministerstwie, ale w odpowiedzi jedynie wzruszał ramionami. Beltane zmieniła sporo, zarówno w życiu publicznym jak i jego własnym. Wszystko za sprawą tego, co spotkało jego brata. Zdecydowanie nie chciał powtórzyć tego typu sytuacji, a co za tym idzie — starał się dołożyć wszelkich starań, żeby jego praca przynosiła lepsze efekty. Jasne, praca aurora wiązała się z ryzykiem, ale wolał, gdy efekty tego ryzyka nie odbijały się na jego najbliższych.
Jeśli więc był tak zafiksowany na pracy, jakim cudem planował właśnie wyjście na łono natury? W sumie ciężko powiedzieć, bo nawet tego nie planował. Nie zakładał, że przyjdzie mu dzisiaj trenować z Brenną. Jasne, zamiłowanie Longbottomów do szermierki nie było dla niego żadną nowością, ale sam nigdy nie miał okazji z nimi sparować. Swoją pasję bronią białą traktował raczej jako hobby, a co za tym idzie, raczej się tym nie przechwalał. Dosłownie przypadkiem wspomniał znajomej o tym, że ostatnim razem obskoczył lekki wycisk, a ta zaplanowała im wspólne ćwiczenia, dostarczając mu na tacy datę oraz miejsce. Po prostu głupio było mu odmówić i chociaż sam się do tego nie przyzna, zdecydowanie potrzebował takiego oderwania się od codziennych obowiązków, które dosłownie zaczynały go pochłaniać.
Na przywitanie odpowiedział lekkim, acz sympatycznym uśmiechem, rozglądając się przy tym po okolicy. Miejsce sugerowało raczej piknik niźli pojedynek, ale niemal od razu dostrzegł wycięte pole treningowe, co skwitował mimowolnym uniesieniem dolnej wargi. Nono, Brenna zdecydowanie nie próżnowała.
— Wszystkie chwyty dozwolone? Nie jestem pewien, jak powinienem rozumieć takie słowa z ust Longbottoma. W trakcie pojedynku chcesz przekazywać jakieś rzeczy na fundacje charytatywne? — rzucił gładko, puszczając przy tym oczko do rozmówczyni. Po tych słowach rozłożył nieco swoje tobołki, po czym wyciągnął broń. Tak samo jak kobieta, zaczął sprawdzać, czy dobrze ją zabezpieczył. Nie miał ochoty zrobić jej krzywdy, chociaż tak po prawdzie to miał wrażenie, że jeśli ktoś z ich dwójki miał dostać dzisiaj lanie, to prędzej on.
— Ach, to wyjaśnia wcześniejsze pytanie. Chcesz się upewnić, że możesz oszukiwać z pomocą szczęścia? Cóż, nie zabronię, z pewnością ci się przyda — odparł i chociaż starał się ją nieco zaczepić, uśmiech bardzo mocno zdradzał, że jedynie się droczył. Dość nieumiejętnie, patrząc na to, że jego twarz zdradzała wszystkie emocje. Jakoś tak... po prostu czuł się rozluźniony, pierwszy raz od dawna. Oderwanie się od codziennej monotonii zdecydowanie było mu potrzebne.
— Nie wiem, czy chcę wnikać w historię tego rękawa, ale mam dziwne przeczucie, że to jedynie wierzchołek góry lodowej, jeśli chodzi o tarapaty, w które się wplątałaś — Zerknął na nią przy tym nieco podejrzliwie, przy okazji poprawiając nieco ubrania. Podobnie jak kobieta, ubrany był w luźne mugolskie ubrania. Wyjątkowo nie był to jednak żaden garnitur. Tak w zasadzie to kobieta chyba nigdy nie widziała go ubranego w tak nieformalny sposób, ale nawet o tym nie myślał. Po prostu zaczął się lekko rozgrzewać, wyprowadzając w powietrze kilka ciosów, żeby sprawdzić, czy mięśnie nie zardzewiały mu już do reszty.
Za dziecka, lato wiązało się również z licznymi wyjazdami, zarówno rodzinnymi jak i bardziej kameralnymi. Od zawsze lubił podróżować i poznawać nowe miejsca. Miał nawet małą kolekcję pocztówek z różnych krajów, chociaż teraz porosła już pewnie kurzem w jakimś pudle. Od czasów, gdy skończył szkołę i zaczął pracę w ministerstwie, jego "poboczne" zainteresowania mimowolnie odeszły w zapomnienie. Zastąpiły je obowiązki, zarówno w godzinach pracy jak i poza nimi. Czy Orion był pracoholikiem? Może trochę. Jasne, lubił spędzać czas ze znajomymi, ale po prostu nie potrafił zapomnieć o swoich zobowiązaniach. Jeśli jakiś raport musiał zostać wypełniony w określonym terminie — po prostu to robił, nawet jeśli musiał zostać w biurze nieco dłużej.
Ostatnie miesiące były szczególnie obfite w takie sytuacje. Bliscy zaczęli mu wytykać, że spędzał w pracy niepokojąco dużo czasu, w niektóre dni w domu przebywając mniej niż w Ministerstwie, ale w odpowiedzi jedynie wzruszał ramionami. Beltane zmieniła sporo, zarówno w życiu publicznym jak i jego własnym. Wszystko za sprawą tego, co spotkało jego brata. Zdecydowanie nie chciał powtórzyć tego typu sytuacji, a co za tym idzie — starał się dołożyć wszelkich starań, żeby jego praca przynosiła lepsze efekty. Jasne, praca aurora wiązała się z ryzykiem, ale wolał, gdy efekty tego ryzyka nie odbijały się na jego najbliższych.
Jeśli więc był tak zafiksowany na pracy, jakim cudem planował właśnie wyjście na łono natury? W sumie ciężko powiedzieć, bo nawet tego nie planował. Nie zakładał, że przyjdzie mu dzisiaj trenować z Brenną. Jasne, zamiłowanie Longbottomów do szermierki nie było dla niego żadną nowością, ale sam nigdy nie miał okazji z nimi sparować. Swoją pasję bronią białą traktował raczej jako hobby, a co za tym idzie, raczej się tym nie przechwalał. Dosłownie przypadkiem wspomniał znajomej o tym, że ostatnim razem obskoczył lekki wycisk, a ta zaplanowała im wspólne ćwiczenia, dostarczając mu na tacy datę oraz miejsce. Po prostu głupio było mu odmówić i chociaż sam się do tego nie przyzna, zdecydowanie potrzebował takiego oderwania się od codziennych obowiązków, które dosłownie zaczynały go pochłaniać.
Na przywitanie odpowiedział lekkim, acz sympatycznym uśmiechem, rozglądając się przy tym po okolicy. Miejsce sugerowało raczej piknik niźli pojedynek, ale niemal od razu dostrzegł wycięte pole treningowe, co skwitował mimowolnym uniesieniem dolnej wargi. Nono, Brenna zdecydowanie nie próżnowała.
— Wszystkie chwyty dozwolone? Nie jestem pewien, jak powinienem rozumieć takie słowa z ust Longbottoma. W trakcie pojedynku chcesz przekazywać jakieś rzeczy na fundacje charytatywne? — rzucił gładko, puszczając przy tym oczko do rozmówczyni. Po tych słowach rozłożył nieco swoje tobołki, po czym wyciągnął broń. Tak samo jak kobieta, zaczął sprawdzać, czy dobrze ją zabezpieczył. Nie miał ochoty zrobić jej krzywdy, chociaż tak po prawdzie to miał wrażenie, że jeśli ktoś z ich dwójki miał dostać dzisiaj lanie, to prędzej on.
— Ach, to wyjaśnia wcześniejsze pytanie. Chcesz się upewnić, że możesz oszukiwać z pomocą szczęścia? Cóż, nie zabronię, z pewnością ci się przyda — odparł i chociaż starał się ją nieco zaczepić, uśmiech bardzo mocno zdradzał, że jedynie się droczył. Dość nieumiejętnie, patrząc na to, że jego twarz zdradzała wszystkie emocje. Jakoś tak... po prostu czuł się rozluźniony, pierwszy raz od dawna. Oderwanie się od codziennej monotonii zdecydowanie było mu potrzebne.
— Nie wiem, czy chcę wnikać w historię tego rękawa, ale mam dziwne przeczucie, że to jedynie wierzchołek góry lodowej, jeśli chodzi o tarapaty, w które się wplątałaś — Zerknął na nią przy tym nieco podejrzliwie, przy okazji poprawiając nieco ubrania. Podobnie jak kobieta, ubrany był w luźne mugolskie ubrania. Wyjątkowo nie był to jednak żaden garnitur. Tak w zasadzie to kobieta chyba nigdy nie widziała go ubranego w tak nieformalny sposób, ale nawet o tym nie myślał. Po prostu zaczął się lekko rozgrzewać, wyprowadzając w powietrze kilka ciosów, żeby sprawdzić, czy mięśnie nie zardzewiały mu już do reszty.