18.12.2023, 21:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2023, 21:37 przez Brenna Longbottom.)
– Nieeee, przecież nie ma tu mojego brata, nie mogę nagle zaoferować kolacji z nim, żeby cię rozproszyć czy coś – oświadczyła Brenna, sprawdzając na swojej dłoni, czy ostrze nie będzie ciąć. Oczywiście, uderzenie ciągle będzie bolało, łatwo mogli ponabijać sobie siniaki, ale przynajmniej nie skończą nagle w świętym Mungu, błagając o szybkie przyprawienie z powrotem odciętej ręki. Wyjęła tę koniczynę zza ucha, by jej nie zgubić i położyła we wnętrzu czapki z daszkiem z napisem, wcześniej porzuconej w trawie.
Orion był trochę od niej wyższy i zapewne równie silny. Podejrzewała, że sama może być od niego zwinniejsza. Trudno było więc przewidzieć, kto tutaj dostanie lanie, a kto nie – zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że nigdy dotąd nie widziała go w walce, tak samo, jak on nie widział, jak ona posługuje się bronią. I między innymi dlatego Brenna po prostu cieszyła się na ten sparing: właśnie dlatego, że miał być bardziej nieprzewidywalny niż ćwiczenia z bratem i ojcem, których znała na wylot, a nawet niż z Geraldine, z którą pojedynkowała się od czasu do czasu. (No, może trudniej było z wujkiem Morpheusem, drań używał jasnowidzenia, żeby przewidzieć jej ruchy. Orion zresztą mógł postąpić podobnie, pytanie, ile by dzięki temu zyskał…)
Bo cóż, może to było hobby, ale było to też hobby, które absolutnie kochała. I mogła też usprawiedliwiać je przed samą sobą – pomagało jej utrzymać się w formie, prawda?
– Ale skoro pytasz, to przyjmuję, że wszystkie chwyty dozwolone – dodała niemalże radosnym tonem.
Chyba faktycznie nigdy nie widziała Oriona nie w mundurze albo nie w garniturze, ale dotyczyło to większości pracowników Ministerstwa. Ona sama też zwykle w gmachu ministerialnym nosiła albo mundur, albo ubrania, w których pracowała „w cywilu” – znacznie luźniej nosząc się najczęściej w Dolinie Godryka, w której z kolei on pewnie bywał rzadko. Skoro ona mogła raz występować w sukni balowej od Rosierów, drugi raz w mundurze, później w niejakiej szacie, a potem chodzić w porwanych jeansach, które nosiła mając jeszcze osiemnaście lat (i co zabawne: we wszystkim czuć się równie dobrze), dlaczego ktoś inny nie miałby nosić różnych ubrań? Nie była więc specjalnie zdziwiona jego strojem, nie zwróciła nawet na to większej uwagi.
Niemal tanecznym krokiem przeszła do wytyczonego kręgu pojedynkowego. Nie było to może wymarzone miejsce, ale po pierwsze, lubiła ćwiczyć na świeżym powietrzu, po drugie – tu nikt nie będzie przeszkadzał ani zadawał pytań. Brenna była więcej niż pewna, że gdyby spróbowali skorzystać z sali treningowej w domu Longbottomów, ktoś chciałby popatrzeć, kto inny przypomniałby sobie o jakiejś bardzo ważnej sprawie, a jeszcze kto inny (ehem, Erik), wbiłby sobie do głowy jakieś bardzo głupie rzeczy.
– Wplątałam się w jakieś tarapaty i to wielkości góry lodowej? Ależ ja? Rani mnie pan, panie Bulstrode, takimi niczym nieuzasadnionymi podejrzeniami. Doszło tylko do drobniutkiego wypadku. Jakiekolwiek plotki pan usłyszał, jestem pewna, że przynajmniej ich połowa była wyssana z palca. Jestem bardzo spokojnym człowiekiem. A poza tym nie wplątuję się w żadne tarapaty, to one zwykle wyciągają po mnie swoje macki – oświadczyła, uśmiechając się nieco zaczepnie i poczekała, aż ten wejdzie do wytyczonego kręgu. – Gotowy? – spytała, a potem – no cóż, zaatakowała, celując w jego bok.
rzut
Orion był trochę od niej wyższy i zapewne równie silny. Podejrzewała, że sama może być od niego zwinniejsza. Trudno było więc przewidzieć, kto tutaj dostanie lanie, a kto nie – zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że nigdy dotąd nie widziała go w walce, tak samo, jak on nie widział, jak ona posługuje się bronią. I między innymi dlatego Brenna po prostu cieszyła się na ten sparing: właśnie dlatego, że miał być bardziej nieprzewidywalny niż ćwiczenia z bratem i ojcem, których znała na wylot, a nawet niż z Geraldine, z którą pojedynkowała się od czasu do czasu. (No, może trudniej było z wujkiem Morpheusem, drań używał jasnowidzenia, żeby przewidzieć jej ruchy. Orion zresztą mógł postąpić podobnie, pytanie, ile by dzięki temu zyskał…)
Bo cóż, może to było hobby, ale było to też hobby, które absolutnie kochała. I mogła też usprawiedliwiać je przed samą sobą – pomagało jej utrzymać się w formie, prawda?
– Ale skoro pytasz, to przyjmuję, że wszystkie chwyty dozwolone – dodała niemalże radosnym tonem.
Chyba faktycznie nigdy nie widziała Oriona nie w mundurze albo nie w garniturze, ale dotyczyło to większości pracowników Ministerstwa. Ona sama też zwykle w gmachu ministerialnym nosiła albo mundur, albo ubrania, w których pracowała „w cywilu” – znacznie luźniej nosząc się najczęściej w Dolinie Godryka, w której z kolei on pewnie bywał rzadko. Skoro ona mogła raz występować w sukni balowej od Rosierów, drugi raz w mundurze, później w niejakiej szacie, a potem chodzić w porwanych jeansach, które nosiła mając jeszcze osiemnaście lat (i co zabawne: we wszystkim czuć się równie dobrze), dlaczego ktoś inny nie miałby nosić różnych ubrań? Nie była więc specjalnie zdziwiona jego strojem, nie zwróciła nawet na to większej uwagi.
Niemal tanecznym krokiem przeszła do wytyczonego kręgu pojedynkowego. Nie było to może wymarzone miejsce, ale po pierwsze, lubiła ćwiczyć na świeżym powietrzu, po drugie – tu nikt nie będzie przeszkadzał ani zadawał pytań. Brenna była więcej niż pewna, że gdyby spróbowali skorzystać z sali treningowej w domu Longbottomów, ktoś chciałby popatrzeć, kto inny przypomniałby sobie o jakiejś bardzo ważnej sprawie, a jeszcze kto inny (ehem, Erik), wbiłby sobie do głowy jakieś bardzo głupie rzeczy.
– Wplątałam się w jakieś tarapaty i to wielkości góry lodowej? Ależ ja? Rani mnie pan, panie Bulstrode, takimi niczym nieuzasadnionymi podejrzeniami. Doszło tylko do drobniutkiego wypadku. Jakiekolwiek plotki pan usłyszał, jestem pewna, że przynajmniej ich połowa była wyssana z palca. Jestem bardzo spokojnym człowiekiem. A poza tym nie wplątuję się w żadne tarapaty, to one zwykle wyciągają po mnie swoje macki – oświadczyła, uśmiechając się nieco zaczepnie i poczekała, aż ten wejdzie do wytyczonego kręgu. – Gotowy? – spytała, a potem – no cóż, zaatakowała, celując w jego bok.
rzut
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.