18.12.2023, 21:46 ✶
Ostatnimi czasy zdecydowanie za dużo pracował. Nierzadko zostawał w biurze po godzinach, a nawet jeśli wracał do domu o właściwych godzinach, jego głowa krążyła wokół raportów i zatrzymań, które nie potrafiły opuścić jego głowy. Już w przeszłości wykazywał zapędy w kierunku pracoholizmu, ale dopiero minione tygodnie pokazały, że wcześniej nie wykorzystywał jeszcze swojego pełnego potencjału, jeśli chodziło o oddawanie się pracy. Wszystko za sprawą Beltane, która bardzo mocno zachwiała jego światem. Jasne. To, że ludzie mieli różne, nierzadko bardzo skrajne i niebezpieczne poglądy nie było niczym nowym. W trakcie pełnienia swoich obowiązków natknął się na niejednego radykała, ale zazwyczaj były to pojedyncze jednostki. Atak w święto może i nie zakończył się jakimiś ogromnymi stratami w ludziach, ale pokazał, że czasy zdecydowanie się zmieniają i zdecydowanie nie na lepsze. Sam nigdy nie popierał i tak w zasadzie to nawet nie rozumiał poglądów, wedle których osoby bez statusu czystej krwi są gorsze. Każdy był człowiekiem i zasługiwał na równe traktowanie. Był gotów walczyć w obronie swoich idei, ale niekoniecznie chciał, aby koszta te ponosili jego bliscy. Tak, chodzi o Atreusa oraz obrażenia, których doświadczył w trakcie całego zajścia. Co prawda zdążył już dojść do siebie, a także wrócić do normalnej pracy, ale Orion wciąż nie mógł wyrzucić z głowy obrazu brata, który zastał, gdy odnalazł go pośród rannych. Co prawda był już opatrzony, ale w żadnym stopniu nie umniejszało to lękowi, jaki ogarnął go w tamtym momencie.
Z jednej strony czuł się winny, z drugiej zestresowany. Bał się, że taka sytuacja się powtórzy, a on znowu nie będzie w pobliżu. Jednocześnie po prostu nie chciał, żeby coś takiego spotkało Atreusa raz jeszcze. Byli jednak aurorami, także ryzykowne sytuacje były po prostu wpisane w ich życie. Musiał się z tym pogodzić, co zresztą zrobił, ale w swój sposób. Spędzał w pracy jeszcze więcej czasu, chcąc się w ten sposób upewnić, że kolejnym razem będą przygotowani na wszystko, co tylko mogło ich spotkać.
Pochłonęło go to na tyle, że zaczął zaniedbywać inne aspekty życia, a w tym rodzinę. Był tego świadomy i wywoływało w nim poczucie winy, ale wyrzuty sumienia były mocniejsze. Zazwyczaj. Czasem bowiem spotykał bliskich, przeważnie przypadkiem. Na korytarzu wpadł na siostrę, w drzwiach na matkę. Przeważnie wywiązywały się z tego raczej krótkie rozmowy, głównie dlatego, że się śpieszył. Dzisiaj jednak sytuacja wyglądała nieco inaczej. Chyba pierwszy raz od blisko miesiąca skończył pracę w wyznaczonych godzinach, głównie dlatego, że akurat nie było jej za dużo, przez co nie mógł wziąć na siebie niczego dodatkowego.
Zostało mu wrócić do domu, a w trakcie tej podróży niespodziewanie spotkał Laurenta, z którym... och, naprawdę dawno już nie rozmawiał. Próba wrócenia do wspomnienia ich ostatniej rozmowy zajęła zdecydowanie za dużo czasu, co z kolei wprawiło go w lekką konsternację. Było mu najzwyczajniej w świecie głupio.
Przez krótką chwilę zastanawiał się, co odpowiedzieć. W pierwszym odruchu chciał przeprosić, ale nie było to szczególnie dobre rozpoczęcie rozmowy. W sporej mierze dlatego, że miał mgliste wrażenie, że ostatnim razem zrobił tak samo, po czym nie gadali przez tydzień. — Na szczęście bycie celebrytą mi nie grozi, jestem za nudny i zdecydowanie za dużo czasu poświęcam pracy — rzucił w końcu, próbując jakoś zacząć tę rozmowę. Bez większego namysłu uścisnął dłoń młodego mężczyzny, posyłając mu przy tym lekki, sympatyczny uśmiech. — Mi również miło Cię widzieć i nie, spotkanie z kuzynem zdecydowanie nie nadwyręża mojego czasu. Bo na pewno nie nazwałbym go bzdurnym — dodał jeszcze szybko na końcu, chcąc przekazać Laurentowi, że zdecydowanie nie myśli o nim w tak negatywny sposób. Wiedział jednak, że mogło to tak wyglądać, nawet jeśli jego przekonania absolutnie zaprzeczały takiemu podejściu.
Jeszcze kilka chwil temu, w pierwszym odruchu chciał odbyć z nim krótką rozmowę i uciec, ale wyrzuty sumienia okazały się zbyt duże. Po prostu nie mógł ot tak odpuścić sobie tego spotkania. Nie chciał, żeby Laurent miał o nim jeszcze gorsze zdanie niż teraz. Zresztą, przecież i tak nie miał już na dzisiaj żadnych planów. Dlatego też, bez dalszego namysłu, ruszył za Prewettem, zajmując miejsce przy stoliku.
— Jak tam u Ciebie? Mam nadzieję, że wszystko jest w przynajmniej względnym porządku? — zaczął, usilnie próbując uniknąć przepraszania, przynajmniej na starcie ich konwersacji.
— Mogę Ci coś zafundować? — Czy próbował przekupić go jedzeniem? Być może. — I jednocześnie, czy mógłbyś mi coś polecić? Mam wrażenie, że jeszcze tu nie byłem i nie wiem, czego warto spróbować — dodał jeszcze, sięgając po menu, które leżało na stoliku.
Z jednej strony czuł się winny, z drugiej zestresowany. Bał się, że taka sytuacja się powtórzy, a on znowu nie będzie w pobliżu. Jednocześnie po prostu nie chciał, żeby coś takiego spotkało Atreusa raz jeszcze. Byli jednak aurorami, także ryzykowne sytuacje były po prostu wpisane w ich życie. Musiał się z tym pogodzić, co zresztą zrobił, ale w swój sposób. Spędzał w pracy jeszcze więcej czasu, chcąc się w ten sposób upewnić, że kolejnym razem będą przygotowani na wszystko, co tylko mogło ich spotkać.
Pochłonęło go to na tyle, że zaczął zaniedbywać inne aspekty życia, a w tym rodzinę. Był tego świadomy i wywoływało w nim poczucie winy, ale wyrzuty sumienia były mocniejsze. Zazwyczaj. Czasem bowiem spotykał bliskich, przeważnie przypadkiem. Na korytarzu wpadł na siostrę, w drzwiach na matkę. Przeważnie wywiązywały się z tego raczej krótkie rozmowy, głównie dlatego, że się śpieszył. Dzisiaj jednak sytuacja wyglądała nieco inaczej. Chyba pierwszy raz od blisko miesiąca skończył pracę w wyznaczonych godzinach, głównie dlatego, że akurat nie było jej za dużo, przez co nie mógł wziąć na siebie niczego dodatkowego.
Zostało mu wrócić do domu, a w trakcie tej podróży niespodziewanie spotkał Laurenta, z którym... och, naprawdę dawno już nie rozmawiał. Próba wrócenia do wspomnienia ich ostatniej rozmowy zajęła zdecydowanie za dużo czasu, co z kolei wprawiło go w lekką konsternację. Było mu najzwyczajniej w świecie głupio.
Przez krótką chwilę zastanawiał się, co odpowiedzieć. W pierwszym odruchu chciał przeprosić, ale nie było to szczególnie dobre rozpoczęcie rozmowy. W sporej mierze dlatego, że miał mgliste wrażenie, że ostatnim razem zrobił tak samo, po czym nie gadali przez tydzień. — Na szczęście bycie celebrytą mi nie grozi, jestem za nudny i zdecydowanie za dużo czasu poświęcam pracy — rzucił w końcu, próbując jakoś zacząć tę rozmowę. Bez większego namysłu uścisnął dłoń młodego mężczyzny, posyłając mu przy tym lekki, sympatyczny uśmiech. — Mi również miło Cię widzieć i nie, spotkanie z kuzynem zdecydowanie nie nadwyręża mojego czasu. Bo na pewno nie nazwałbym go bzdurnym — dodał jeszcze szybko na końcu, chcąc przekazać Laurentowi, że zdecydowanie nie myśli o nim w tak negatywny sposób. Wiedział jednak, że mogło to tak wyglądać, nawet jeśli jego przekonania absolutnie zaprzeczały takiemu podejściu.
Jeszcze kilka chwil temu, w pierwszym odruchu chciał odbyć z nim krótką rozmowę i uciec, ale wyrzuty sumienia okazały się zbyt duże. Po prostu nie mógł ot tak odpuścić sobie tego spotkania. Nie chciał, żeby Laurent miał o nim jeszcze gorsze zdanie niż teraz. Zresztą, przecież i tak nie miał już na dzisiaj żadnych planów. Dlatego też, bez dalszego namysłu, ruszył za Prewettem, zajmując miejsce przy stoliku.
— Jak tam u Ciebie? Mam nadzieję, że wszystko jest w przynajmniej względnym porządku? — zaczął, usilnie próbując uniknąć przepraszania, przynajmniej na starcie ich konwersacji.
— Mogę Ci coś zafundować? — Czy próbował przekupić go jedzeniem? Być może. — I jednocześnie, czy mógłbyś mi coś polecić? Mam wrażenie, że jeszcze tu nie byłem i nie wiem, czego warto spróbować — dodał jeszcze, sięgając po menu, które leżało na stoliku.