Czerń była także symbolem ochronnym. Nie tylko symbolizowała pustkę, tajemniczość, dla niektórych nawet miała związek z ciemnością, czarną magią, pechem. W zależności od wierzeń. Ale też pełniła swego ochronę. Jakby chroniła jego ciemną, otaczającą aurę. Nicholas nie widział się w barwach ciepłych.
Wchodząc do środka i przekazując prezent Laurentowi, nie odniósł się do jego odpowiedzi. Dla niego to w sumie dziwny był zwyczaj przychodzenia z prezentem bez okazji. A skoro mógł się rozgościć, postanowił rozejrzeć się po całym obszernym mieszkaniu. Dużo przestrzeni. Trzy pomieszczenia połączone ze sobą w jedną całość, odpowiednio wydzielone. Przeważały tutaj jasne barwy i ciepłe. Zdecydowanie, nie był to styl Nicholasa. Przypomniał sobie to, co przedstawiał mu Laurent w iluzjonistycznych propozycjach. Uwagę Traversowi przykuł obraz na kominku. Syreny. Czy może Selkie. Piękny. Idealne dla niego miejsce. Wtedy usłyszał jego słowa dotyczące prezentu. Czarodziej spojrzał w jego kierunku.
- Nie spodziewałem się, że tak szybko zatęsknisz za moim towarzystwem.Odpowiedział mu na pytanie, odnośnie listu i zaproszenia. Podszedł do kuchennej części rozglądając się wzrokowo po ścianach, biblioteczkach. Stanął przed wyspą spoglądając na szklanego abraksana.
- Jeżeli nie chcesz, abym Cię upił, to kawa.
Dopiero teraz, w tym momencie wysilił się na lekki uśmiech. Choć żartować nie umiał, podchwycił wcześniejsze słowa Prewetta. Nie odmówiłby whisky, ale też wiedział że Laurent pić nie powinien. W zależności od tego, jaki cel ma dzisiejsze spotkanie. Rozmowa? Oferta Abraksanów z przejażdżką? Czy może pójdą na coś więcej prywatnego?
Wtem Nicholas podążając wzrokiem badania wnętrza, zwrócił uwagę na zasuszony bukiet kwiatów. Ten napis pod nim. Wyglądało na cenny artefakt. Miał kogoś?