Ochrona. Nigdy nie spoglądał na czerń jak na coś, co miało chronić. Jak na coś, co pochłaniało, co zatapiało w objęciach. Coś, w czym mogłeś się zagubić i zatracić. Taki obiekt, który psuł wszystkie filary twojego człowieczeństwa, bo podbierał im grunt. Tak, to była właśnie czerń. Ale potrafiła być kojąca. Czarny był świat pod powiekami, kiedy je zamykałeś. Czarna była rzeczywistość, gdy zapadałeś w sen. Kiedy Laurent spojrzał teraz na rozglądającego się po domu Nicholasa nie widział mrozu. Widział Sen, tego mniejszego brata Śmierci. Tego, do którego chciało się przytulić i pomyśleć o tym, żeby w końcu spać spokojnie. Choć akurat bardzo wątpił, żeby przy obcym człowieku potrafił spać spokojnie.
- Czemu nie? Źle nam było? Bo ja się bardzo dobrze bawiłem. - Może prócz rozmowy, która przeszurała po jego nerwach. Lecz dziś - dziś było znowu inaczej. Dziś panował w nim obłędny spokój, ale to dlatego, że był wyzuty, wyczerpany. Jak szmata, która nasiąkła wodą, więc ktoś wystarczająco mocno ją wykręcił. Wszystko było w tym spokojniejsze. Spojrzenie, cichszy głos, uśmiechy delikatne jak motyle skrzydła. - I co? Bałagan? - Zapytał, kiedy już Nicholas podszedł i zatrzymał się przy nim, najwyraźniej chwilowo kończąc swoje oględziny. Albo kończąc je w ogóle. Zabawna sprawa, bo teraz go badał dokładnie tak samo jak w jego domu. - Zauważyłeś zabawną różnicę? Nie tylko w wystroju wnętrz. Kiedy wszedłem wskazałeś mi miejsce i powiedziałeś "siadaj". Kiedy ty wszedłeś pokazałem ci dom i powiedziałem: "rozgość się". - Tak, Laurent zauważał takie rzeczy, a nawet i mniejsze, nawet drobniejsze. Właściwie nie zrobił tego nawet celowo - swojego zaproszenia. Teraz jakoś to porównał, wyłuskał... przy okazji swojego zastanowienia nad różnicą między mieszkaniami.
- Ooo... jak ładnie. - Powiedział cieplej i nawet uśmiechnął się w ten słodki sposób - dostając kropelkę ciepła od strony Nicholasa w tym uśmiechu. Wymuszonym - ale przecież Laurent w myślach nie czytał, żeby to wiedzieć. - Nie miałbym nic przeciwko, aczkolwiek żaden ze mnie towarzysz do picia... więc może potem. - Ach, Michael będzie zachwycony, więc trzeba będzie zostawić dla niego chociaż trochę... tak jakby była groźba, że ta butelka zostanie opróżniona. Laurent machnął różdżką, żeby naczynia się wysunęły z szafek, porcelana ułożyła na tacy i tak dalej... - Migotku. - Skrzat pojawił się na blacie kuchni, spoglądając jednym okiem na Nicholasa. - Przygotuj nam proszę kawę. - Wskazał przygotowane już naczynia, a sam wrócił spojrzeniem do Nicholasa, który spoglądał na głupiutki bukiecik i zapraszającym gestem wskazał taras, którego drzwi były szeroko otworzone. Prezentując widok na morze. Przy płocie dzielącym ogród od wydm spadających na plażę kołysały się słoneczniki, a pod nimi inne kwiaty. Powykręcane sosny rzucały częściowo cień na budynek. - Więc, Nicholasie... jakie masz hobby? - Uśmiechnął się wesoło, psotliwie, błyskając oczami w kierunku blondyna.