Agresji może nie okazywał. Ale zrezygnowanie życiem, po tym ile stracił. Brakiem nadziei na pełne wyzdrowienie. Został okaleczony dotkliwie, pozbawiony jednego z ważnych zmysłów. Jak mógłby czuć się inaczej? Kiedy tutejsi uzdrowiciele nie wiele mogli zdziałać? Był tym zmęczony. Tego nie ukrywał. Chciał już stąd wyjść, choć nie miał dokąd.
Czy faktycznie poświęcili za mało czasu? Mieli na to miesiąc. Wykluczając może okres świąteczny, który przeleżał tutaj samotnie.
Słuchając Uzdrowicielki Delacour, musiałby przyznać jej rację. Mówiła zgodnie z tym, co on sam odczuwał. Szpital go krzywdził. Ale też pomógł choćby fizycznie dojść do siebie. Miał zapewnioną odpowiednią opiekę. Kobieta jednak zalecała aby nie przerywał dosłownie leczenia. Konsultacji i podjęcia się dalszych badań, lecz w innym stopniu. Prywatnie. Pojawiając na spotkaniach. Mogąc je też opuścić w każdej chwili. Nie brzmiało to źle. Słuchał, patrząc na nią, trzymając oddany mu notes. Potrzebował czasu aby to przemyśleć. Nie miał teraz nikogo takiego, kto by mu doradził. Decyzję musiał podjąć sam. Skierował spojrzenie w stronę okna. Jakby potrzebował zebrać myśli. Chciał się uwolnić od tej klątwy, czy cokolwiek to było, co odebrało mu mowę, głos.
Niestety, nie było stuprocentowej gwarancji, że go wyleczą. Chodziłby pewnie na marne. Czy warto? Nie był przekonany. Spojrzał na kartkę papieru notesu. Na treść jaką sam napisał. Zastanawiał się. Analizował, choć było to dla niego przytłaczające. Kobieta dodała jeszcze dwa zdania, w tym pytanie. Przeniósł swoje zrezygnowane i zmęczone tym wszystkim spojrzenie na trzymany w dłoni i na kolanie zeszyt. Umiała mówić. Jakby miała wyuczone przekonywanie do siebie pacjentów.
Co szkodzi mu spróbować? Skoro i tak po miesiącu może stwierdzić, że to bez sensu. Że nic to nie daje.
Napisał i skierował notes w stronę kobiety. Licząc na wyrozumiałość. Miał mętlik w głowie. Chciał poukładać swoje sprawy. Może do czasu podjęcia decyzji się nie zabije z tej samotności. Załatwi swoje sprawy zawodowe. Już wiedział, że nie ma szans być nadal aurorem. Zwalniając się z pracy, straci też wszelkie przywileje jakie miał. Co taki niemowa może zdziałać w tym zawodzie? Nie chciał być ciężarem. Czuł się zbędny. Śmierciożercy osiągnęli to, co chcieli. Stał się niczym.
Nie odmówił pomocy od Pani Delacour. Ale też nie przyjął jej od razu. Być może postąpi tak, jak zasugerowała mu wcześniej. Załatwi swoje sprawy prywatne i rozważy powrót do dalszego leczenia. Podejmie kolejną próbę.