19.12.2023, 00:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.12.2023, 00:06 przez Aaron Skeeter.)
Doskonale zdawał sobie sprawę z własnej rozpoznawalności i niekiedy nawet to lubił. Szczególnie wtedy, gdy mógł wykorzystać swoją pozycję do pozyskania różnorakich korzyści. Zazwyczaj ograniczało się to do pozyskiwania zakulisowych informacji o różnych wydarzeniach. Na oficjalnych imprezach uśmiechał się ładnie do znanych i bogatych, prowadząc rozmowy, w trakcie których wyciągał z nich różne informacje. Najczęściej były to niestety głównie plotki i romanse. Jasne, zdecydowanie pomagało mu to pisać bardziej chwytliwe i poczytne artykuł. Zyskiwał dzięki nim popularność, ale zaraz za tym szło zmęczenie oraz zniesmaczenie samym sobą. Brzydziło go, że pisał na tak prostackie, przyziemne tematy, ale większe wzbudzenie budziła w nim świadomość, że szare masy oczekiwały dokładnie tego. Nie obchodziły ich poważne, twórcze artykuł. Chcieli czytać o tym, co za zasłoniętymi żaluzjami robią ich sąsiedzi.
Obrzydliwe.
Złożenie wypowiedzenia było pierwszym od dawna momentem, w którym poczuł, że faktycznie żyje. Świadomość, że wraz z końcem miesiąca uwolni się od pisania pod czyjeś dyktando była nad wyraz pobudzająca. W głowie miał już co najmniej kilkanaście tematów, którymi planował się zająć, gdy tylko zamknie aktualne zobowiązania. Było to nieco problematyczne, bo aktualny naczelny chciał mu zablokować publikowanie w Proroku, ale wiedział, że to tylko słowa. Nawet tak wielki idiota jak on nie zrezygnowałby z dobrej historii, a ich w swojej kieszeni Skeeter miał pełno.
Z tego zamyślenia wyrwał go kelner, który z wyuczoną formułką przekazał mu zamówioną przekąskę. Aaron podziękował skinieniem głowy, po czym uraczył się kawą, rozglądając się przy tym po okolicy. Jego spojrzenie powędrowało w końcu ku widokowi za oknem lokalu, gdzie niemal od razu dostrzegł zbliżającą się do kawiarni postać. Fakt, że omijały ją nie tylko strugi deszczu, ale i wszelcy ludzie dały mu jasno do zrozumienia, że kobieta zna magię.
Nie była to dla niego szczególnie przyjemna wiadomość. Naprawdę nie miał ochoty na potencjalne spotkanie z fanem. Oczywiście kobieta wcale nie musiała go znać, ale rozdrażniony ostatnimi dniami pracy w męczarni Aaron podchodził do różnych sytuacji dość sceptycznie.
Nudziły go płytkie rozmówki o treści jego artykułów, szczególnie gdy były to pochwały. Wolał już krytyków, chociaż rzadko kiedy można ich było w ogóle faktycznie określić tym słowem. Wśród tej szarej masy rzadko kiedy zdarzała się jednostka, która faktycznie potrafiła wyciągnąć mu jakiekolwiek nieścisłości. Najczęściej, pochwyceni przez stres związany ze spotkaniem celebryty zapominali języka w gębie. W mizerny, nieudolny sposób próbowali wskazać mu błędy, a przez to podejście — nie musiał się nawet starać, żeby odbić te oskarżenia. Większość takich sytuacji kończyła się zawstydzoną ucieczką oponenta, czasami
Nietrudno się więc domyślić, jakie myśli krążyły mu po głowie, gdy wspomniana wcześniej czarodziejka zdecydowała się naruszyć jego prywatność, bez pytania dosiadając się do jego stolika.
W pierwszym odruchu chciał rzucić w jej stronę kilka niewybrednych komentarzy, ale myśl ta bardzo szybko uciekła z jego głowy. Starczyło dosłownie jedno spojrzenie, żeby powstrzymał wszelkie kąśliwe uwagi i nieprzyjemne komentarze, które zdążył już przygotować w swojej głowie.
Czemu? Powód nie był jakoś szczególnie skomplikowany, tak w zasadzie to dość płytki. Kobieta okazała się nad wyraz atrakcyjna, a jeśli było na świecie coś, co mężczyzna sobie cenił, były tym piękne kobiety, a tej tutaj zdecydowanie niczego nie brakowało. Jej nietypowa uroda momentalnie przypadła mu do gustu. Ubrana była co prawda dość subtelnie, ale szykownie. Oczywiście nie miał zamiaru jej zaraz uwodzić, ale nikomu jeszcze nie zaszkodziła rozmowa, prawda?
— W rzeczy samej, Aaron Skeeter z krwi i kości, szanowna pani — rzucił gładko dźwięcznym głosem, posyłając jej przy tym lekki uśmiech, a gdy sama się przedstawiła, oczy lekko mu rozbłysły. — Jest mi niezmiennie miło, pani Prewett — Gdy wyciągnęła ku niemu swoją dłoń, bez większego namysłu ją chwycił i musnął czubek wierzchem ust. Takie gesty przeważnie były dla niego dość staromodne, ale w tej konkretnej sytuacji jakoś mu to nie przeszkadzało. Nie chodziło już nawet o urodę. Kupiła go również komplementami skierowanymi w działalność dziennikarską, z której faktycznie był zadowolony. No i to nazwisko. Kto normalny nie chciałby mieć znajomości w rodzie pokroju Prewettów.
— Mówiąc między nami, w niedługim czasie mam zamiar wydać kilka nowych artykułów, także proszę ich wyczekiwać — dodał nieco konspiracyjnym szeptem, nachylając się przy tym w stronę rozmówczyni. Było w tym nieco aktorstwa, ale nie mógł się powstrzymać przed lekkimi popisami. — Może chce pani spytać o kulisy któregoś z moich tekstów? Zazwyczaj nie zdradzam moich sekretów, ale nie darowałbym sobie, gdybym odmówił prośbie tak urokliwej i oddanej czytelniczki — dodał jeszcze, puszczając jej przy tym lekkie oczko.
Obrzydliwe.
Złożenie wypowiedzenia było pierwszym od dawna momentem, w którym poczuł, że faktycznie żyje. Świadomość, że wraz z końcem miesiąca uwolni się od pisania pod czyjeś dyktando była nad wyraz pobudzająca. W głowie miał już co najmniej kilkanaście tematów, którymi planował się zająć, gdy tylko zamknie aktualne zobowiązania. Było to nieco problematyczne, bo aktualny naczelny chciał mu zablokować publikowanie w Proroku, ale wiedział, że to tylko słowa. Nawet tak wielki idiota jak on nie zrezygnowałby z dobrej historii, a ich w swojej kieszeni Skeeter miał pełno.
Z tego zamyślenia wyrwał go kelner, który z wyuczoną formułką przekazał mu zamówioną przekąskę. Aaron podziękował skinieniem głowy, po czym uraczył się kawą, rozglądając się przy tym po okolicy. Jego spojrzenie powędrowało w końcu ku widokowi za oknem lokalu, gdzie niemal od razu dostrzegł zbliżającą się do kawiarni postać. Fakt, że omijały ją nie tylko strugi deszczu, ale i wszelcy ludzie dały mu jasno do zrozumienia, że kobieta zna magię.
Nie była to dla niego szczególnie przyjemna wiadomość. Naprawdę nie miał ochoty na potencjalne spotkanie z fanem. Oczywiście kobieta wcale nie musiała go znać, ale rozdrażniony ostatnimi dniami pracy w męczarni Aaron podchodził do różnych sytuacji dość sceptycznie.
Nudziły go płytkie rozmówki o treści jego artykułów, szczególnie gdy były to pochwały. Wolał już krytyków, chociaż rzadko kiedy można ich było w ogóle faktycznie określić tym słowem. Wśród tej szarej masy rzadko kiedy zdarzała się jednostka, która faktycznie potrafiła wyciągnąć mu jakiekolwiek nieścisłości. Najczęściej, pochwyceni przez stres związany ze spotkaniem celebryty zapominali języka w gębie. W mizerny, nieudolny sposób próbowali wskazać mu błędy, a przez to podejście — nie musiał się nawet starać, żeby odbić te oskarżenia. Większość takich sytuacji kończyła się zawstydzoną ucieczką oponenta, czasami
Nietrudno się więc domyślić, jakie myśli krążyły mu po głowie, gdy wspomniana wcześniej czarodziejka zdecydowała się naruszyć jego prywatność, bez pytania dosiadając się do jego stolika.
W pierwszym odruchu chciał rzucić w jej stronę kilka niewybrednych komentarzy, ale myśl ta bardzo szybko uciekła z jego głowy. Starczyło dosłownie jedno spojrzenie, żeby powstrzymał wszelkie kąśliwe uwagi i nieprzyjemne komentarze, które zdążył już przygotować w swojej głowie.
Czemu? Powód nie był jakoś szczególnie skomplikowany, tak w zasadzie to dość płytki. Kobieta okazała się nad wyraz atrakcyjna, a jeśli było na świecie coś, co mężczyzna sobie cenił, były tym piękne kobiety, a tej tutaj zdecydowanie niczego nie brakowało. Jej nietypowa uroda momentalnie przypadła mu do gustu. Ubrana była co prawda dość subtelnie, ale szykownie. Oczywiście nie miał zamiaru jej zaraz uwodzić, ale nikomu jeszcze nie zaszkodziła rozmowa, prawda?
— W rzeczy samej, Aaron Skeeter z krwi i kości, szanowna pani — rzucił gładko dźwięcznym głosem, posyłając jej przy tym lekki uśmiech, a gdy sama się przedstawiła, oczy lekko mu rozbłysły. — Jest mi niezmiennie miło, pani Prewett — Gdy wyciągnęła ku niemu swoją dłoń, bez większego namysłu ją chwycił i musnął czubek wierzchem ust. Takie gesty przeważnie były dla niego dość staromodne, ale w tej konkretnej sytuacji jakoś mu to nie przeszkadzało. Nie chodziło już nawet o urodę. Kupiła go również komplementami skierowanymi w działalność dziennikarską, z której faktycznie był zadowolony. No i to nazwisko. Kto normalny nie chciałby mieć znajomości w rodzie pokroju Prewettów.
— Mówiąc między nami, w niedługim czasie mam zamiar wydać kilka nowych artykułów, także proszę ich wyczekiwać — dodał nieco konspiracyjnym szeptem, nachylając się przy tym w stronę rozmówczyni. Było w tym nieco aktorstwa, ale nie mógł się powstrzymać przed lekkimi popisami. — Może chce pani spytać o kulisy któregoś z moich tekstów? Zazwyczaj nie zdradzam moich sekretów, ale nie darowałbym sobie, gdybym odmówił prośbie tak urokliwej i oddanej czytelniczki — dodał jeszcze, puszczając jej przy tym lekkie oczko.