Zależy jak na to spojrzeć. Podobno klerycy, wyznawcy nie bez powodu dobierali sobie kolorystykę odzienia szat. Bieli, jako czystości. Brązu, jako stabilności. Czerni, jako ochrony. Znalazłoby się tego wiele. Ale po co szukać? Każdy symbolikę kolorów postrzegał inaczej.
Dziwna zmiana, dostrzeżona przez Laurenta. Brak mrozu. Brak chłodu ze strony Nicholasa. Czy znaczyło to, że wchodząc do ciepłego wnętrza, jego chłód został rozwiany przez ciepło powietrza? Roztopiony, przemianowany w sen wędrowca, badającego czyjeś wnętrze? Co więcej. Nicholas nie czuł się tutaj swobodnie. Dla niego, panował tutaj chaos. Brak harmonii? Nie był to jego styl. Nie jego wnętrze. To należało do Laurenta. JEGO Gerdy.
Czy było im źle? Skądże. Czy Laurent zaczął już prowadzić swoją grę? Nicholas wychwycił to w jego słowach. Nie da się ukryć, że sprytnie go tutaj zwabił, w kwestii biznesowej. To już Travers zdążył przejrzeć. Jednakże, co dalej?
Nicholas nie odniósł się do tych słów. Z kolei „bałaganu” nie mógł zignorować.
- Bałagan. Zdecydowanie nie mój gust. Jeżeli chodzi o to wnętrze.
Odpowiedział na jego pytanie. Być może za dużo się tutaj działo. Albo ta ciepłość miejsca, źle na niego działała. Bezpieczniej czuł się na swoim terenie. W końcu podobne odczucia Laurent miał będąc u niego w mieszkaniu. W mieszkaniu mordercy.
Kolejna uwaga, która zaskoczyła Traversa. Laurent okazał się być bardzo pamiętliwy co do szczegółów.
- Bardzo pamiętliwy jesteś.
Odparł krótko. I rzeczywiście, była to spora różnica. Bo widocznie Nicholas, nie zalecał mu rozgoszczenia się, nie chcąc, aby ten poczuł jak u siebie. Nie chcąc, aby zaglądał mu wszędzie. Cenił sobie prywatność. Tutaj było inaczej. Prewett pozwalał mu się rozgościć. W co on grał? I ten komplement? Nicholas spoważniał po usłyszeniu tych słów "jak ładnie". Nicholas ciężko akceptował takie pochwały. Jego lodowa skorupa pękała. Nie umiał jak na razie tego powstrzymać. Dlaczego więc zgodził się tutaj zjawić?
Ostatecznie, została kawa. Nicholas jeszcze przez moment przyglądał się na artefakt wiszący z notatką dość interesującą. Kiedy pojawił się skrzat, przeniósł na niego spojrzenie. Zaraz kierując je na Laurenta, zapraszającego na taras. Zrozumiał przekaz, więc chowając ręce do kieszeni spodni, udał za nim, mając piękny widok na morze. Obserwacja przyrody została przerwana przez Laurenta dość, mocnym i zaskakującym pytaniem. Hobby? Czy on miał.. HOBBY?
Nicholas spojrzał na Laurenta, jakby się przesłyszał, albo nie usłyszał pytania. I jeszcze ten jego uśmiech. Zrobił to specjalnie."Jasna cholera… Co mam mu odpowiedzieć?" - przeszło mu przez myśl. Co miał mu odpowiedzieć? Że zabija szlamy i zdrajców? Że praktykuje nekromancję? Że poluje na magiczne stworzenia? Że interesuje się badaniem śmierci i życia pozagrobowego? Że jest… Śmierciożercą!? To byłoby za dużo.
- Hobby…
Powtórzył słowo, przenosząc spojrzenie na morze. "Kurwa…" - przeklął w myślach. Nie przygotował się na jego grę. Udawał zastanawiającego się. Niby proste pytanie, ale trudne do udzielenia odpowiedzi. Choćby w swoim przypadku.
- Nie mam.
Odparł w końcu, patrząc przed siebie. Uciekał od mówienia prawdy. Ale też nie kłamał. Nie miał żadnych innych zainteresowań, którymi chciałby się dzielić. Lub miałby to robić. Bezpieczniej jest, unikać tego tematu. Za szybko się widocznie spotkali, aby zdążył cokolwiek sobie znaleźć. Bowiem wątpił, aby zabawne było mieć hobby w postaci machania prorokiem codziennym Laurentowi przed oczami.