• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[22.06.1972] Lemon tree | Laurent & Orion

[22.06.1972] Lemon tree | Laurent & Orion
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#3
19.12.2023, 18:32  ✶  

Ostatnimi czasy ludzie ciągle przechodzili z syndromu "za dużo" na "zbyt mało". Dawali z siebie wszystko albo nic. Tak jakby te mroczne czasy skłaniały do przemyśleń na temat tego, czemu warto się poświęcić, a co w ogóle nie jest warte świeczki. Tak, może tak było. Co więc było wartością dla Oriona? Nawet nie odpisywał na listy! Pracoholizm? To już wykraczało ponad to stwierdzenie. Laurent siebie nazywał pracoholikiem - bo nim był - przesadzał z pracą, ale zwolnił. I mimo umiłowania do pracy zawsze znajdował odpowiednią ilość czasu do poświęcenia jej bliskim. Krewnym, znajomym... kochankom. Może nawet w szczególności tym ostatnim.

- Za dużo czasu poświęcasz pracy. - Powtórzył za nim z sympatycznym uśmiechem i skinął głową. Tego nie trzeba było mówić, to opisywało całego Oriona w okazałości. I chyba brakowało go w tamtym domu. Może nawet Atreusowi go brakowało? Ich rozdzielne ścieżki przecież było mocno ze sobą złączone w pracy, więc może tylko tak mu się wydawało? Atreus był mu teraz tak... daleki. Nie potrafił powiedzieć, co krąży pod jego rozczochranymi włosami i za oczami, za którymi chował tyle gniewu. Idealne przeciwieństwo zawsze stoickiego Oriona. - To miał być tylko niezobowiązujący żart. - Uspokoił mężczyznę, żeby nie musiał się tłumaczyć, ani zapewniać go, że ten czas nie jest bzdurny. Może i był zapracowanym człowiekiem, ale był też jednym z ostatnich, które oskarżyłby o celowe zaniedbywanie rodziny. Miał swoje priorytety. Jak każdy. Jego były tak wyraziste jak jutrzenka zimą. Jeśli nie potrafisz zaakceptować czyichś manii i przywar (bo brak czasu dla rodziny to w końcu przywara, tak?) to czy zasługiwałeś na ich dobre strony? Laurent jedynie się martwił, żeby ten człowiek nie przesadził. Na chorego nie wyglądał. Zupełnie jakby ta wojna wyjątkowo łaskawie go potraktowała. - Jestem Prewettem, potrafię liczyć. Również swoją wartość. - Och, jakże to pysznie brzmiało..! Kąciki ust Laurenta drgnęły ku górze. - To też jest dowcip, Orionie. - Wyjaśnił usłużnie. Chyba pora przyznać, że jego żarty wcale nie bawiły. Albo miał po prostu talent do przyciągania ludzi, którzy nie wyłapywali, że sobie delikatne żarciki stroi z pewnych zdań. Ostatnio miał do tego szczęście. Pomimo zmęczenia, pomimo koszmaru minionego dnia, Orion sam był jak priorytety, które wyznała - ciepłym promieniem podczas chłodnego dnia. Zabawnie się starającym, jakby miał być tutaj zaraz oceniany, albo naprawdę obawiał się kiepskiej opinii u kogoś takiego jak Laurent, który szukał wyjaśnień i usprawiedliwień nawet dla ludzkiego okrucieństwa. Dla Oriona nie musiał tych wymówek szukać.

- Florence niczego nie mówiła? - Ach, no tak. Kochana, dobra Florence. Czemu miałaby mówić o tym... o tych wielu rzeczach, jakie się działy teraz wokół niego? Tych złych, negatywnych, które ściągały na dno, tak jak teraz leżała tam Perła Morza? Zadał to pytanie i od razu znał odpowiedź, przez co poszerzył się jego uśmiech. - Ach, no tak... o co ja pytam... - Dopowiedział więc zaraz po zadanym pytaniu. - Wiele rzeczy się dzieje, ale nie wiem, czy jakakolwiek z nich jest w porządku... zatrudniłem nową pracownicę odpowiedzialną za hodowlę abraksanów i bardzo sobie ją cenię. - TO było w porządku, tak. Zgadza się. Tyle historii ominęło Oriona... najwyraźniej nawet ten, w którym Laurent był u aurorów zgłosić, że go prawie zamordowali przez sen. Było tyle przypadków, że niewielu już uważało to za "absurd".

Zaśmiał się cicho, kiedy usłyszał propozycję fundowania... czegoś. Jak taki starszy brat, co? Brakowało tylko tego, żeby go poklepał po główce i dopowiedział, że lizak dopiero po grzecznie zjedzonym obiedzie.

- Mają tu pyszne Crumble z jabłkami. Jeśli lubisz.- Nie to, żeby Laurent wiele się szlajał po niemugolskich dzielnicach, ale to miejsce miało dla niego swój urok. Wolność od magii wcale go nie ujmowała - dodawała jakiegoś pietyzmu tej wodzie i potężnemu mostowi nad nim zawieszonemu. - Proszę, funduj. Dla mnie jeszcze czarną kawę. - Zachęcił go gestem. To była taka mała pierdoła ze strony Oriona, niby mała, a jednak przywoływała ciepło do serca. To było dobre uczucie. To poczucie, że ktoś o ciebie dba.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (1757), Orion Bulstrode (1978)




Wiadomości w tym wątku
[22.06.1972] Lemon tree | Laurent & Orion - przez Laurent Prewett - 30.11.2023, 00:20
RE: [22.06.1972] Lemon tree | Laurent & Orion - przez Orion Bulstrode - 18.12.2023, 21:46
RE: [22.06.1972] Lemon tree | Laurent & Orion - przez Laurent Prewett - 19.12.2023, 18:32
RE: [22.06.1972] Lemon tree | Laurent & Orion - przez Orion Bulstrode - 31.12.2023, 19:05
RE: [22.06.1972] Lemon tree | Laurent & Orion - przez Laurent Prewett - 05.01.2024, 20:55
RE: [22.06.1972] Lemon tree | Laurent & Orion - przez Orion Bulstrode - 23.05.2024, 23:37

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa