25.12.2023, 17:37 ✶
- Albo po prostu wrócimy do normalności – bo opcje były przecież dwie. Śmierć lub odzyskanie dawnych siebie, aczkolwiek Bones nie była specjalnie pozytywnie nastrojona i wolała zakładać, że jednak na końcu tej drogi będzie czekała Kostucha. Zwłaszcza jeśli ostatecznie nie kiwną palcem, żeby cokolwiek spróbować zmienić, odwrócić skutki pamiętnego sabatu.
Ale nie, naprawdę głupotą byłoby wierzyć, że wszystko samo się naprawi. Że zimno samo opuści ich członki, że będzie można dotknąć każdego bez oglądania, jak „ofiara” się wzdryga pod palcami.
Cóż, po prostu do długiej listy rzeczy, które mogły zabić, należało po prostu dodać kolejną. I może zastanowić się przy okazji nad tym, cz testament nie wymaga pewnej aktualizacji, skoro końca należałoby się spodziewać raczej prędzej niż później. Śmierć we własnym łóżku, na emeryturze? Sen, który nigdy nie podejrzewałaby, że się kiedykolwiek ziści.
Skinęła lekko głową. Strata energii i zastąpienie jej czym innym – to już wiedziała, to pasowało, to składało się w spójną całość. Tylko jednak, źródło tej „obcej” energii – kwestia, która męczyła. Jak je odnaleźć bez ponownej wycieczki do Limbo? Czy da się to zrobić? Jak wzmocnić więź ze światem żywych?! Tyle pytań, a odpowiedzi...
Obróciła naczynie w dłoniach, zastanawiając się nad teorią. Cztery osoby, trzy duchy, jeden wyciągany przez kapłanów. Fakt, że mieli wspomnienia tych osób, połączony z jednoczesnym ich brakiem u przywołanych dusz. Tak.
Musieli mieć energię osób, które ujrzeli – to nie ulegało wątpliwości. Ale Atreus… zastukała lekko palcem o naczynie. Może te wszystkie wycieczki cholera-wie-gdzie były jednak całkowicie, absolutnie przezbędne, a odpowiedź jednak kryła się pod samiuteńkim ich nosem? Bez schodzenia do świata szumowin wszelkiej maści. A wystarczyło tylko zwrócić oczy na Macmillanów, strażników tradycji i kultywowanych obrzędów ku czci Matki, Natury, którym z pewnością nie były obce sprawy Limbo.
- Karlsson też zwracał uwagę na granicę między światami – mruknęła. I może właśnie o to chodziło – ta cienka granica znacznie ułatwiała jej przekroczenie. Dwa dni w roku – i w ciągu nich dwóch możliwy był powrót dusz z tamtego świata. Opętańcy przecież nie powstawali każdego możliwego dnia… - Ale aż zastanawiam się, czy w Samhain nie będziemy mieć przypadkiem powtórki – skrzywiła się, tknięta paskudną myślą. Czy istniało jeszcze coś, co mógłby chcieć zabrać Voldemort z Limbo? Czy mógł planować kolejny taki atak? Może trzeba zasugerować Shafiqom, żeby schowali lepiej te swoje kamienie runiczne, tak na bardzo wszelki wszelki wypadek… - W każdym razie, napiszę do niej – skwitowała, pociągając następnie łyk kawy. I oby udzieliła odpowiedzi, oby się nie okazało, że jednak okaże się niezbędna mała wycieczka, w połączeniu z przypieraniem do ściany. Metaforycznym, oczywiście. Ale tak jakby… była to wiedza, której potrzebowała. Potrzebowali.
- Ta kapłanka, z którą rozmawiałaś – wspomniała coś konkretnego?
Ale nie, naprawdę głupotą byłoby wierzyć, że wszystko samo się naprawi. Że zimno samo opuści ich członki, że będzie można dotknąć każdego bez oglądania, jak „ofiara” się wzdryga pod palcami.
Cóż, po prostu do długiej listy rzeczy, które mogły zabić, należało po prostu dodać kolejną. I może zastanowić się przy okazji nad tym, cz testament nie wymaga pewnej aktualizacji, skoro końca należałoby się spodziewać raczej prędzej niż później. Śmierć we własnym łóżku, na emeryturze? Sen, który nigdy nie podejrzewałaby, że się kiedykolwiek ziści.
Skinęła lekko głową. Strata energii i zastąpienie jej czym innym – to już wiedziała, to pasowało, to składało się w spójną całość. Tylko jednak, źródło tej „obcej” energii – kwestia, która męczyła. Jak je odnaleźć bez ponownej wycieczki do Limbo? Czy da się to zrobić? Jak wzmocnić więź ze światem żywych?! Tyle pytań, a odpowiedzi...
Obróciła naczynie w dłoniach, zastanawiając się nad teorią. Cztery osoby, trzy duchy, jeden wyciągany przez kapłanów. Fakt, że mieli wspomnienia tych osób, połączony z jednoczesnym ich brakiem u przywołanych dusz. Tak.
Musieli mieć energię osób, które ujrzeli – to nie ulegało wątpliwości. Ale Atreus… zastukała lekko palcem o naczynie. Może te wszystkie wycieczki cholera-wie-gdzie były jednak całkowicie, absolutnie przezbędne, a odpowiedź jednak kryła się pod samiuteńkim ich nosem? Bez schodzenia do świata szumowin wszelkiej maści. A wystarczyło tylko zwrócić oczy na Macmillanów, strażników tradycji i kultywowanych obrzędów ku czci Matki, Natury, którym z pewnością nie były obce sprawy Limbo.
- Karlsson też zwracał uwagę na granicę między światami – mruknęła. I może właśnie o to chodziło – ta cienka granica znacznie ułatwiała jej przekroczenie. Dwa dni w roku – i w ciągu nich dwóch możliwy był powrót dusz z tamtego świata. Opętańcy przecież nie powstawali każdego możliwego dnia… - Ale aż zastanawiam się, czy w Samhain nie będziemy mieć przypadkiem powtórki – skrzywiła się, tknięta paskudną myślą. Czy istniało jeszcze coś, co mógłby chcieć zabrać Voldemort z Limbo? Czy mógł planować kolejny taki atak? Może trzeba zasugerować Shafiqom, żeby schowali lepiej te swoje kamienie runiczne, tak na bardzo wszelki wszelki wypadek… - W każdym razie, napiszę do niej – skwitowała, pociągając następnie łyk kawy. I oby udzieliła odpowiedzi, oby się nie okazało, że jednak okaże się niezbędna mała wycieczka, w połączeniu z przypieraniem do ściany. Metaforycznym, oczywiście. Ale tak jakby… była to wiedza, której potrzebowała. Potrzebowali.
- Ta kapłanka, z którą rozmawiałaś – wspomniała coś konkretnego?