Znów zatracała się całkiem. Rzucała w jego objęcia niczym w taflę bezkresnego jeziora zapomnienia, pragnień i sennych marzeń, które właśnie się urzeczywistniały, przyjmując wygląd przystojnej twarzy o zaciętym spojrzeniu i niekiedy tym bezczelnym uśmiechu, od którego miękły jej kolana. Nie przyznawała się jednak otwarcie do tej słabości, nawet przed samą sobą wolała zgrywać twardą i bezlitośnie zimną. Czemu jednak była tu z nim? Nie olała wiadomości, a wręcz z zadowoleniem szczotkowała włosy, uśmiechając się do własnego odbicia w lustrze. Dlaczego jej oczy wypełniały iskierki, kiedy usłyszała ten oryginalny komplement, balansujący na granicy obrazy i dobrego smaku, a w zasadzie będący wyszukanym teatrem słów? W jakiś dziwny sposób sprawiał jej satysfakcję, tak samo, jak fakt, że niemal od razu odpowiedział na jej pocałunek. Przyciągał ją do siebie łapczywie, udowadniając, że to nie komplementy były w tych spotkaniach najlepsze.
To smak pocałunku, mieszający się z wonią nielegalnie wypalanych papierosów, sprawiał, że ciarki biegały po całym jej kręgosłupie, kumulując się gdzieś w okolicy żołądka. Gorąco zalewające jej ciało, wypalające rumieńce na jej policzkach i sprawiające, że oczy stawały się błyszczące. Tak boleśnie kontrastujące z temperaturą zimnych kafli na ścianie, do których tak chętnie dociskał ją Borgin. Uzależniające pragnienie, pożądanie, szukające ujścia w dłoniach błądzących po jego włosach, szyi i ramionach. Cichych pomrukach przecinających oddechy i ciszę.
Nawet teraz nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo nie potrafiła sobie tego odmówić, jaki wpływ miał nad nią Logan i jak bardzo potrzebowała jego uwagi. Nagle jednak pisk, nieludzki pisk rozbrzmiał w całej łazience. Astoria natychmiast otworzyła oczy, nie patrząc w żaden konkretny punkt, jakby wyczekiwała zagrożenia, nadal całą sobą przylegając do ślizgona. Dopiero gdy on odsunął się, oblizała wargi, mając pełną świadomość, że jednak rezydentka tego miejsca czaiła się za nimi, wyraźnie niezadowolona z ich obecności.
— Marta... — szepnęła, spoglądając ponad ramieniem czarodzieja i widząc tam półprzeźroczystą postać nastoletniej dziewczyny. Zasłaniającej twarz dłońmi i wyjącej, jakby w łazience prefektów podejrzała nie przystojnego chłopaczka, a nagiego nauczyciela eliksirów. Astoria westchnęła, wskazując nosem ducha.
— Nie powinno w-was tu być. Będziecie mieli kłopoty! — Rzuciła piskliwym głosem zjawa.
— Teoretycznie ciebie też Marto. A może sprawdzisz, czy u prefektów nie ma nikogo do podejrzenia? — Bezczelny uśmieszek wpłynął na usta ciemnowłosej. — Słyszałam w pokoju wspólnym o twoim hobby i wiem, że nie wszyscy wyjechali na święta. — Wyszczerzyła zęby w uśmiechu, niechętnie puszczając szatę towarzysza.
— To jest duch tego niby nawiedzonego kibla — szepnęła do Logana, a w tym czasie karykaturalna postać nastolatki nadęła policzki niczym obrażone dziecko i skrzyżowała ręce na piersi.
— Niby nawiedzonego? Proszę oczywiście, ponabijajcie się! Może powinnam powiedzieć woźnemu, że są tu uczniowie. — Rzuciła jeszcze bardziej piskliwie, a Astoria westchnęła zirytowana, zerkając na towarzyszącego jej chłopaka, spojrzeniem tracącym wszelką nadzieję, że pozbędą się szybko tej złośliwej istoty.
![[Obrazek: tumblr_ogj8ocJoYP1usiamxo8_250.gif]](https://64.media.tumblr.com/78c1f71fe9bbd18889a8800b33beb5ee/tumblr_ogj8ocJoYP1usiamxo8_250.gif)
It's like I've lost myself in finding my way