20.12.2023, 10:21 ✶
Nie była pewna, co pierwsze spowodowało, że zerwała się na równe nogi, podobnie jak Laurent. Czy to była chwytająca za klamkę Aydaya Prewett, czy może prostujący się jak struna Laurent. Jednak zarówno jedno, jak i drugie, było dla niej niemałym szokiem. Niemal natychmiast odwróciła się, zapominając o rozmazanym makijażu przez łzy, które na szczęście przestały już toczyć się po jej policzkach. Nadal bolało, ale w tym co powiedziała było sporo prawdy. Nawet jeśli Laurent byłby gotowy, by otworzyć swoje serce na miłość, to w jej sercu tej miłości dla niego nie było. Przeciął tę nitkę swoimi wcześniejszymi słowami, a Olivia długo chowała urazy. Jednocześnie nie mogła się na niego gniewać, bo przecież jakby uzdrowił ją, wyleczył z tego bezsensownego romantyzmu, który wzięła z książek. Bo przecież czy to był pierwszy raz, gdy była beznadziejnie zakochana w kimś, kto tego nie odwzajemniał? Oczywiście że nie. Laurent po prostu był tym ostatnim kimś.
Aydaya nie musiała się przedstawiać - piękna twarz, nieskazitelna cera, sylwetka posągowa... I ten słodki głos. Od razu wiedziała, z kim ma do czynienia. Laurent opowiadał o swojej matce tylko raz i to całkiem przypadkiem. Jak to szło? Piękne imię, piękna kobieta. Która piła herbatę z Turcji. Tyle wiedziała o Aydayi Prewett. Olivia zrobiła dwa kroki w stronę pani Prewett, również wyciągając dłoń w jej kierunku. Uścisnęła ją lekko, może trochę za lekko, nie będąc jednocześnie w stanie ukryć drżenia dłoni. Bo nie tylko Aydaya ich przyłapała w dość intymnej chwili, ale zapewne słyszała te ostre słowa, którymi Olivia raczyła Laurenta. Ona nie wiedziała, jaka jest jego matka, jaki ma stosunek do syna - podejrzewała więc, że nie do końca byłaby zadowolona ze słów, które wypłynęły z jej ust. Bo która matka chce patrzeć na to, jak dziewczyna z gminu wyrzuca z siebie brutalne słowa prawdy na temat stałości uczuć własnego syna?
- Olivia Quirke, bardzo mi miło - posłała kobiecie lekki uśmiech. Onieśmielony, zawstydzony. Bo Aydaya była z zewnątrz tym, kim chciałaby być chyba każda kobieta. Prewett mogła słyszeć o Quirkach tyle, co nic. Czystej krwi, niezamożni. Rodzina mała, bez wielu krewnych i skomplikowanych linii rodowych. Nowa, raczkująca, być może gdzieś bardzo daleko spokrewniona z największymi rodami, ale tego to nawet sami Quirkowie nie wiedzieli. Ojciec w Ministerstwie, zajmuje się Magicznymi Stworzeniami - to pierwszy punkt styku między tą rodziną a Laurentem. Olivia... Najmłodsza córka, pracująca w sklepie matki, zajmująca się eliksirami. Nic, absolutnie nic ciekawego. Zero skandali, zero wystawnych balów, zero dramatycznych rozstań. Byli nikim w porównaniu do Prewettów, Longbottomów, Lestrange'ów czy Blacków.
Na wszystkich bogów mugolskich i magicznych, buddyjskich, chrześcijańskich i pogańskich - oby Aydaya nie słyszała tego, co mówiła Olivia. Quirke nie do końca dyskretnie otarła chustką, którą podał jej wcześniej Prewett, kąciki oczu i nos. I tak się wyda, że płakała, ale przecież to nic, prawda? Trzeba tylko było wymyślić jakieś zgrabne kłamstwo, żeby nie wydało się, że mieli romans. Bo na pewno kobieta by tego nie pochwaliła. Olivia nie była w tej lidze, była kilka poziomów niżej. Sęk w tym, że Quirke nie potrafiła kłamać. Jak sama wcześniej zauważyła, nie potrafiła też poruszać się między półprawdami, nie potrafiła ważyć słów tak, by zostawić niektóre tematy w sferze niedopowiedzeń. Wiedząc to, zerknęła nieco wystraszonym wzrokiem na Laurenta. Pomóż.
- Nic się nie stało, i tak miałam wychodzić, nie przeszkodziła pani w niczym - kolejny nerwowy uśmiech, rumieniec na policzkach, nerwowe gniecenie chustki. Kłamała, Aydaya przeszkodziła, chociaż na samym końcu - z dwojga złego lepiej na końcu niż w trakcie. Chociaż czy wyjście teraz nie będzie niegrzeczne? A może zostanie tutaj w tej chwili będzie niegrzeczne? Och, kurwa, nie wiedziała jak się zachować. Iść, zostać, palnąć komplement, bo przecież kobieta była tak śliczna jak promyk słońca, przebijający się przez gęste listowie w ciemnym lesie?
Aydaya nie musiała się przedstawiać - piękna twarz, nieskazitelna cera, sylwetka posągowa... I ten słodki głos. Od razu wiedziała, z kim ma do czynienia. Laurent opowiadał o swojej matce tylko raz i to całkiem przypadkiem. Jak to szło? Piękne imię, piękna kobieta. Która piła herbatę z Turcji. Tyle wiedziała o Aydayi Prewett. Olivia zrobiła dwa kroki w stronę pani Prewett, również wyciągając dłoń w jej kierunku. Uścisnęła ją lekko, może trochę za lekko, nie będąc jednocześnie w stanie ukryć drżenia dłoni. Bo nie tylko Aydaya ich przyłapała w dość intymnej chwili, ale zapewne słyszała te ostre słowa, którymi Olivia raczyła Laurenta. Ona nie wiedziała, jaka jest jego matka, jaki ma stosunek do syna - podejrzewała więc, że nie do końca byłaby zadowolona ze słów, które wypłynęły z jej ust. Bo która matka chce patrzeć na to, jak dziewczyna z gminu wyrzuca z siebie brutalne słowa prawdy na temat stałości uczuć własnego syna?
- Olivia Quirke, bardzo mi miło - posłała kobiecie lekki uśmiech. Onieśmielony, zawstydzony. Bo Aydaya była z zewnątrz tym, kim chciałaby być chyba każda kobieta. Prewett mogła słyszeć o Quirkach tyle, co nic. Czystej krwi, niezamożni. Rodzina mała, bez wielu krewnych i skomplikowanych linii rodowych. Nowa, raczkująca, być może gdzieś bardzo daleko spokrewniona z największymi rodami, ale tego to nawet sami Quirkowie nie wiedzieli. Ojciec w Ministerstwie, zajmuje się Magicznymi Stworzeniami - to pierwszy punkt styku między tą rodziną a Laurentem. Olivia... Najmłodsza córka, pracująca w sklepie matki, zajmująca się eliksirami. Nic, absolutnie nic ciekawego. Zero skandali, zero wystawnych balów, zero dramatycznych rozstań. Byli nikim w porównaniu do Prewettów, Longbottomów, Lestrange'ów czy Blacków.
Na wszystkich bogów mugolskich i magicznych, buddyjskich, chrześcijańskich i pogańskich - oby Aydaya nie słyszała tego, co mówiła Olivia. Quirke nie do końca dyskretnie otarła chustką, którą podał jej wcześniej Prewett, kąciki oczu i nos. I tak się wyda, że płakała, ale przecież to nic, prawda? Trzeba tylko było wymyślić jakieś zgrabne kłamstwo, żeby nie wydało się, że mieli romans. Bo na pewno kobieta by tego nie pochwaliła. Olivia nie była w tej lidze, była kilka poziomów niżej. Sęk w tym, że Quirke nie potrafiła kłamać. Jak sama wcześniej zauważyła, nie potrafiła też poruszać się między półprawdami, nie potrafiła ważyć słów tak, by zostawić niektóre tematy w sferze niedopowiedzeń. Wiedząc to, zerknęła nieco wystraszonym wzrokiem na Laurenta. Pomóż.
- Nic się nie stało, i tak miałam wychodzić, nie przeszkodziła pani w niczym - kolejny nerwowy uśmiech, rumieniec na policzkach, nerwowe gniecenie chustki. Kłamała, Aydaya przeszkodziła, chociaż na samym końcu - z dwojga złego lepiej na końcu niż w trakcie. Chociaż czy wyjście teraz nie będzie niegrzeczne? A może zostanie tutaj w tej chwili będzie niegrzeczne? Och, kurwa, nie wiedziała jak się zachować. Iść, zostać, palnąć komplement, bo przecież kobieta była tak śliczna jak promyk słońca, przebijający się przez gęste listowie w ciemnym lesie?