20.11.2022, 22:04 ✶
Ogłoszenie końca licytacji (i wygranej kolacji) oraz zapowiedzenie koncertu Faye
- Nie, skąd, kochanie, nie zrobiłaś nic złego - zapewniła Brenna pośpiesznie Norę, posyłając przy okazji przepraszający uśmiech Theseusowi. - Złapię was potem, teraz powinnam wrócić na scenę...
Jak dobrze, że nie wiedziała, jak blisko Nora była zalicytowania dziesięciu tysięcy. Mogłaby naprawdę dostać zawału. Bo rodzina Brenny była bogata. Ona sama nie była nawet pewna, ile pieniędzy jest w jej skrytce bankowej - zapewne sporo, bo rodzice regularnie wpłacali tam pewne kwoty odkąd się urodziła do mniej więcej dwudziestych urodzin, by zabezpieczyć jej przyszłość, a mieszkając w rodowej posiadłości, wydawała głównie na pączki, książki i prezenty dla Mabel, co miesiąc więc około połowa pensji pozostawała w Gringocie.
Brenna jednak obracała się w towarzystwie ludzi o raczej normalnych dochodach, co sprawiało, że patrzyła na pieniądze trochę inaczej niż wielu bogaczy.
Mianowicie rosnące kwoty zaczęły ją trochę przerażać w momencie, gdy przekroczyły pięć tysięcy galeonów.
Dodajmy do tego fakt, że to ona miała je potem rozliczyć. A wynikało jej niezbicie, że przekroczyli już całe zapotrzebowanie, zgłoszone jej nie tylko na najbliższy rok, ale też kolejne dwa lata.
Chciała upewnić się, że żaden dzieciak nie zostanie bez porządnej szaty i podręczników, każdy piesek będzie miał własny kocyk i pełną miseczkę, a każdy absolwent dość pieniędzy, żeby ukończyć jakiś kurs.
Nie planowała kupować całego Hogwartu! Z Dumbledorem w pakiecie, w dodatku! A kto wie, czy w pewnym momencie do tego nie dojdą?
Nie wspominając już o tym, że potem krewni któregoś z licytujących mogli się wściec i zacząć robić dym. Że mój syn/córka/kuzynka/siostra/niepotrzebne skreślić spił się, a wy na to pozwoliliście, wstrętni, chciwi Longbottomowie! Zwłaszcza, że chyba to przerodziło się nie w batalię o kolację czy chęć wsparcia fundacji, a wzajemną wojnę podjazdową w rodzinie. Ewentualnie obudził się w nich duch rywalizacji albo żartów, patrząc pod tym, że większość licytujących była spokrewniona albo powiązana przez małżeństwo. Większość w pewnym momencie odpuściła, ale panna Prewett i pan Malfoy wyraźnie byli zdeterminowani i nie planowali się poddawać...
- Bardzo dziękujemy naszym gościom za taką hojność - powiedziała więc, wracając na scenę. Mówiła to spokojnie, nawet jeżeli szaleństwo gościło w jej głowie. - Obawiam się jednak, że jeśli będziemy licytować dalej, przyjdzie mi otwierać nową szkołę, a wolałabym nie konkurować z Hogwartem - zażartowała. - Obecna kwota pokryje wszelkie zgłoszone nam zapotrzebowanie i to nie tylko na ten, ale też kolejny rok. Dlatego proponuję odrobinę hazardu...
Uniosła różdżkę, wyczarowując dwie kartki z imionami i nazwiskami licytujących.
- ...i zdanie się na los, by zobaczyć, kto wygrywa kolację - dokończyła, uśmiechając się, a potem sprawiając, że kartki wskoczyły do naczynia. - Co wy na to?
Milczała przez chwilę, modląc się w duchu, aby nikt nie postanowił jednak się upierać, że on koniecznie chce dać sto tysięcy galeonów. Jeżeli jednak ktoś zdecydował się wycofać, bo rozwiązanie mu nie odpowiadało, oczywiście nie protestowała i usunęła kartkę.
A potem wyciągnęła jedną z nich...
1. Seraphina Prewett
2. Elliot Malfoy*
Nazwisko wygranego ogłosiła na głos, z gratulacjami oczywiście.
- Dziękujemy wszystkim, którzy zechcieli wesprzeć fundację. Już wkrótce rozpoczniemy tańce, to więc ostatnia okazja do poproszenia o jego zarezerwowanie upatrzonej damy, a tymczasem... wystąpi dla was słynna śpiewaczka, Faye Longbottom! - oświadczyła Brenna, po czym zeszła ze sceny, by zrobić miejsce dla żony swojego kuzyna oraz trzech osób, które miały najpierw przygrywać jej, a potem grać do tańca. Faye była śpiewaczką znaną w całej Anglii, a także poza granicami kraju, więc był to występ godny uwagi.
* uzgodnione z graczami, że te dwie osoby nie rezygnują, stąd one znajdują się w puli.
Rzut 1d2 - 2
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.