Norka wpatrywała się w niego jak w obrazek. Wyglądał tak niewinnie. Gdyby tylko wiedziała, że ten chłopak miał znajomości wszędzie, od Nokturnu, przez Munga i Pokątną to by się mocno zdziwiła, bo nie wyglądał jej na takiego, co to się szlajał po tych okropnych miejscach. Dobrze mu z oczu patrzyło, miał w nich to coś, to, czego tak bardzo potrzebowała. Czuła, że to jest właśnie to, naiwna była jak zawsze, ale trzeba już jej to wybaczyć. Taka była panna Figg, oby jej ta naiwność kiedyś się nie odwróciła przeciwko niej i ufność.
Zamierzała dzielić się pracą po równo. Z Wendy, teraz z Leoleo i z sobą. Nie chciała zostawiać całkowicie stania za barem, bo sama lubiła zabawiać klientów. Można się było od nich wiele dowiedzieć, szczególnie jak wychylili zbyt dużo czystej, kiedy tak sobie siedzieli przy barze, a Norka miała dar, umiała z nimi rozmawiać, opiekować się każdym. Na pewno by jej tego brakowało. Zresztą czasem przydałoby się, aby dwie osoby pilnowały porządku, gdyż dużo osób polubiło to miejsce. Nie, żeby ją to dziwiło, bo było tu jak w domu. Ona była, jak mama tych wszystkich zagubionych dusz, każdemu by nieba uchyliła, co nie było do końca zdrowe, no, ale już trudno. Jeszcze się nie nikim nie zawiodła, nie sparzyła, to po co miałaby się ograniczać tak właściwie. Wierzyła, że Leo jej dorówna i we dwójkę będą zabawiać tych wszystkich zagubionych wędrowców.
Czyli trafiła. Byli braćmi, miała chęć go wypytać, gdzie on jest teraz i jak mu życie mija i trochę się obrazić, bo miał ją odwiedzić, obiecał jej, ale nie przyszedł. Pewnie wyprawa przyszła zbyt szybko, cóż poradzić, taki żywot magizoologów, musiała się z tym pogodzić. - Z tym najbardziej przystojnym troszkę bym się kłóciła. - Zaśmiała się nawet i lekko zarumieniła, bo nie spodziewała się po sobie takiej szczerości, no ale już błysnęła, nie było więc odwrotu. - W całą resztę wierzę. Skąd ta sympatia do mleka, to dosyć nietypowe... - Postanowiła zapytać, bo ją to dziwiło, powinien dogadać się z ekipą gadających kotów, która kręciła się po tym miejscu. - Zapomniałam dodać, to miejsce jest specyficzne, bo mamy tutaj gadające koty. Nie wiem, gdzie one wszystkie się podziały, ale są, trzy. - Kapitan Pazur, Lady i kociak Mabel. Kiedy był potrzebne to nagle okazywało się, że mają ciekawsze rzeczy do roboty.
- Muzyka zachęca do zabawy, jak się bawią, to więcej jedzą i piją, musi być muzyka, żeby była lepsza atmosfera. - Cieszyła się, że i on to rozumiał. Zdecydowanie coraz bardziej była pewna, że będzie tutaj pracował.
- Nie pobijesz mnie w szkodach, jestem najbardziej niezdarną osobą, jaką spotkałeś w swoim życiu. Nie zamierzam potrącać innym, kiedy sama tłukę połowę szkła, jakie mam dostępne. - To był jej spory mankament, jakby wisiało nad nią jakieś fatum. Dzień bez rozbicia szklanki był dniem straconym.
- Chętnie, ale bezalkoholowego, jest wcześnie. - Zaprosiła go za bar, żeby się rozgościł i zobaczył, jak to miejsce wygląda z drugiej strony.