— Naprawdę? — Zamrugał parokrotnie, jakby nie był pewny, czy Morpheus nie próbuje go wkręcić. — Fascynujące. — Uśmiechał się coraz szerzej z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem. — Gdy w pełni dojrzeją, odwdzięczą się za tę atencję z twojej strony.
Nie domyślił się, że wuj po prostu medytował w ogrodzie. Niektórzy wierzyli, że rozmowy z kwiatami pomagają im lepiej rosnąć. Może Morfeusz też wyznawał tę zasadę? Z kuchnią to chyba też tak działa, zamyślił się na moment. Gdyby spytał Nory Figg, czy ta zasada mogłaby też odnosić się do wypieków, podejrzewał, że mógłby otrzymać odpowiedź twierdzącą. W czasach szkolnych zdarzyło mu się parę razy widzieć, jak puchonka zastraszała muffiny i ciasta w piekarniku, co by nie skończyły jako zakalce.
— Wiesz... Nie mają zbyt dużego wyboru. Kogo mają rozpieszczać jak nie nas? Franka przez większość roku nawet nie ma w posiadłości. — Niektórzy mogliby się spierać, czy Godryk faktycznie tak im dogadzał. Dziadek był bardzo... konkretnym mężczyzną, ciało mogli powoli słabnąć, jednak jego umysł? Były osoby, którym Erik naprawdę nie chciał nadepnąć na odcisk i Godryk był jedną z nich. — Pomyśl o tym z tej strony: póki uwaga skupia się na nas, jesteś poza radarem. Brenna by zazdrościła. — Zaśmiał się krótko. — Azkaban, co?
Widziałem gorsze więzienia, pomyślał, zerkając na fasadę domu. „Warownia” Longbottomów. Prawdę powiedziawszy, Erik wyobrażał sobie tego typu budynki jako średniowieczne zameczki z kamienia z mostem zwodzonym, który stanowił jedyną drogę do środka przez otaczającą konstrukcję fosę. A tutaj? Wiejska posiadłość, trochę poszerzona i powiększona w paru miejscach przy pomocy sprytnych zaklęć, ale twierdzą to ona nie była. Przynajmniej nie z wyglądu. Co innego, jeśli mowa była o zabezpieczeniach.
— Wiesz, zawsze możemy się wybrać na wspólny trening — skomentował, celowo podpuszczając Morfeusza. Instynktownie napiął też mięśnie, co by wydawały się twardsze i większe. — Zaczniemy od spaceru z psami, bieg przez Dolinę, może przypłynięcie rzeki, a skończymy to lotem na miotle albo starciem szermierskim. Co ty na to?
Z Brenną nie mógłby sobie tak zażartować. Brała takie propozycje zdecydowanie zbyt poważnie i w ciągu pięciu minut była gotowa wyruszyć w drogę, usprawiedliwiając się, że przecież Erik sam tego chciał. Może Morfeusz nie nasiąkł jeszcze nawykami swojej bratanicy?
— Większość dnia spędzam w Ministerstwie Magii, a jak już z niego wychodzę, to w pełny umundurowaniu — żachnął się Erik, pozwalając sobie na ten drobny upust frustracji. — Mam wrażenie, że z każdym kolejnym dniem mamy więcej roboty papierkowej niż faktycznej pracy. Jedno wezwanie do zakłócania porządku na rogu Pokątnej i Nokturnu, a dokumentacji tyle, jakbyśmy mieli kogoś przyskrzynić za regularne rzucanie klątw na sąsiadów.
Pokręcił głową, sięgając ochoczo po papierosa. W tych czasach nie potrzebował zbytniej zachęty do tego, aby palić. Trzymał się chwiejnie nadziei, że te drobne chwile przyjemności nie przemienią się zbyt szybko w pełnoprawny nałóg. Jeszcze zostanę pierwszym wilkołakiem, który nie potrafi się rozpędzić, bo zaraz dostaje zadyszki, pomyślał z przekąsem, podpalając fajkę i wciągnął dym do płuc z pieszczotliwym wdechem.
— Nawet urlop w zeszłym miesiącu zbytnio nie pomógł — kontynuował, skupiając się na kwestii braku opalenizny. — Zamiast dawać się namawiać na wypady wędkarskie, mogłem uciec do jakiegoś kurortu.
W łowieniu ryb nie było nic złego, jednak lokum, w którym spędził te kilka dni, pozostawiało wiele do życzenia. Poza tym w ubiegłym miesiącu Erik po prostu nie miał szczęścia. Wypad w góry? Walka z trollem. Wyjazd na wieś? Jazda traktorem skończyła się wypadkiem. „Przygodowa” wycieczka na nawiedzony statek? Upadek z sześciu metrów, złamany nos, ręka w temblaku. Dzięki Merlinowa za cuda współczesnej magimedycyny. Na czole chłopaka pojawiła się zmarszczka, gdy zauważył, jak intensywnie wpatruje się w niego Morfeusz.
— Zgaduję, że może być lepiej? — Uniósł pytająco brew, narastająca w nim niepewność zdawała się tylko podsycać te najczarniejsze myśli. — Powinienem się martwić, czy jednak dotrwam do tegorocznego Lammas?
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
Jasnowidzenie Morfeusza