21.12.2023, 15:25 ✶
Catherine uśmiechnęła się, nieco krzywo. Nie była jeszcze w nastroju do tego, aby pocieszały ją takie rzeczy, jak to, że wszyscy żyją pod tym samym niebem. I aż za dobrze wiedziała, że szukanie sposobu może wiele kosztować - w końcu zwolennicy Voldemorta zdołali błyskawicznie wyśledzić ją u Jonathana.
Wątpiła, by odpuścili. Była pewna, że będą chcieli zrobić z niej przykład.
Nowa twarz, nowe imię, nowy kraj, pieniądze w sakiewce, zerwanie kontaktu z każdym, kto był blisko z Catherine Barlow - to była jedyna metoda na zapewnienie jej bezpieczeństwa.
Starała się.
Po prostu w pewnych sytuacjach ciężko było przyjąć pocieszenie.
- Część podróży mamy odbyć pociągiem, więc wtedy mogę i spać - przyznała Catherine. - Bren twierdzi, że każdy, kto poprosi o pomoc, zawsze ją otrzyma. Szkoda tylko, że dla niektórych jest na nią za późno - westchnęła, a jej uśmiech zgasł, kiedy Nora wspomniała, że szkoda, że Meadowesowi się nie udało. Pokręciła powoli głową.
- To nie tak, że mu się nie udało. Został z tyłu, żeby mnie chronić. Nigdy nie powinnam mu na to pozwolić - wyszeptała. Było jasne, że obwiniała się o jego śmierć - i że znała go, bo przecież parę tygodni spędzili razem, tylko we dwoje. Takie rzeczy zbliżały ludzi, nawet jeżeli tylko tymczasowo. Catherine wiedziała, że na tym polegała jego praca, ale to wcale nie czyniło wszystkiego prostszego. - Ja na razie nie mogę zrobić nic, a on był tutaj potrzeby - powiedziała, z odrobiną złości w głosie. Och, doskonale wiedziała, że dzięki niej Mulciber pójdzie siedzieć. Ale co to teraz zmieniało?
– Nie nadaję się na wojownika, ale jestem dobra w magii rozpraszającej – mruknęła, odwracając wzrok od Nory i spoglądając ku oknu. – Dlatego nie dał rady… mnie zahipnotyzować skutecznie – dodała, z pewnymi oporami i wzdrygnęła się mimowolnie. Julius tak przecież mordował swoje ofiary: znajdował te o słabych umysłach i zaszczepiał im pragnienie dokonania samobójstwa.
Nie przewidział, że drobniutka, delikatna Barlow w istocie ma umysł ze stali.
– Spróbuję podszkolić się w oklumencji. Może też w pieczętowaniu, znam podstawy. Cokolwiek, co może się przydać. Dotąd po prostu pracowałam w antykwariacie – powiedziała, a z jej ust wydobyło się westchnienie. Zresztą właśnie w antykwariacie zbierała informacje, bo leżący na skraju Nokturna i Horyzontalnej przybytek przyciągał różną klientelę, a jej szef miał szerokie kontakty. - Nie dostałam się do Ministerstwa. Trochę za mało umiejętności i trochę za mało znajomości. Cóż, teraz mam czas i motywację, by postarać się z tym pierwszym bardziej...
Wątpiła, by odpuścili. Była pewna, że będą chcieli zrobić z niej przykład.
Nowa twarz, nowe imię, nowy kraj, pieniądze w sakiewce, zerwanie kontaktu z każdym, kto był blisko z Catherine Barlow - to była jedyna metoda na zapewnienie jej bezpieczeństwa.
Starała się.
Po prostu w pewnych sytuacjach ciężko było przyjąć pocieszenie.
- Część podróży mamy odbyć pociągiem, więc wtedy mogę i spać - przyznała Catherine. - Bren twierdzi, że każdy, kto poprosi o pomoc, zawsze ją otrzyma. Szkoda tylko, że dla niektórych jest na nią za późno - westchnęła, a jej uśmiech zgasł, kiedy Nora wspomniała, że szkoda, że Meadowesowi się nie udało. Pokręciła powoli głową.
- To nie tak, że mu się nie udało. Został z tyłu, żeby mnie chronić. Nigdy nie powinnam mu na to pozwolić - wyszeptała. Było jasne, że obwiniała się o jego śmierć - i że znała go, bo przecież parę tygodni spędzili razem, tylko we dwoje. Takie rzeczy zbliżały ludzi, nawet jeżeli tylko tymczasowo. Catherine wiedziała, że na tym polegała jego praca, ale to wcale nie czyniło wszystkiego prostszego. - Ja na razie nie mogę zrobić nic, a on był tutaj potrzeby - powiedziała, z odrobiną złości w głosie. Och, doskonale wiedziała, że dzięki niej Mulciber pójdzie siedzieć. Ale co to teraz zmieniało?
– Nie nadaję się na wojownika, ale jestem dobra w magii rozpraszającej – mruknęła, odwracając wzrok od Nory i spoglądając ku oknu. – Dlatego nie dał rady… mnie zahipnotyzować skutecznie – dodała, z pewnymi oporami i wzdrygnęła się mimowolnie. Julius tak przecież mordował swoje ofiary: znajdował te o słabych umysłach i zaszczepiał im pragnienie dokonania samobójstwa.
Nie przewidział, że drobniutka, delikatna Barlow w istocie ma umysł ze stali.
– Spróbuję podszkolić się w oklumencji. Może też w pieczętowaniu, znam podstawy. Cokolwiek, co może się przydać. Dotąd po prostu pracowałam w antykwariacie – powiedziała, a z jej ust wydobyło się westchnienie. Zresztą właśnie w antykwariacie zbierała informacje, bo leżący na skraju Nokturna i Horyzontalnej przybytek przyciągał różną klientelę, a jej szef miał szerokie kontakty. - Nie dostałam się do Ministerstwa. Trochę za mało umiejętności i trochę za mało znajomości. Cóż, teraz mam czas i motywację, by postarać się z tym pierwszym bardziej...