21.12.2023, 16:55 ✶
Nie akceptowała po prostu hasła: umrą.
Teraz żyli i nie wydawało się, że dzieje się z nimi coś złego. Sam specjalista mówił, że nawet jeżeli energia się wyczerpie, niekoniecznie oznacza to śmierci - mogło być też powrotem do normalności. I dopatrywał się szansy na odwrócenie całego procesu w Samhain.
Arcykapłanka jakoś wyrwała Atreusa z Limba.
A to wszystko oznaczało, że istniały możliwości. Trzeba było tylko je odkryć.
- Och...
Brenna zamrugała, wyraźnie skonsternowana ideą udawania śmierci w ramach mechanizmu obronnego. Jej wiedza przyrodnicza oscylowała mniej więcej na poziomie przeciętnego absolwenta Hogwartu - i nie obejmowała postępowania kozic w przypadku zagrożenia.
- Żeby je zjeść...? - zasugerowała niepewnie. - To znaczy, jeśli ktoś goni kozę, to chyba po to, żeby ją pożreć?
Ale może wchodziły tutaj w grę jakieś inne, tajemnicze interesy, których Brenna nie była w stanie ogarnąć. Zresztą, machnęła na to ręką stosunkowo szybko, bo w tej chwili miały na głowach jednak coś ważniejszego.
*
- Nie ma świeżych tropów - poinformowała Brenna z pewnym rozczarowaniem, odmieniając się z powrotem. W wilczej formie kierowała się przede wszystkim nosem, a ten podpowiadał jej dość jasno, że poza nią a Victorią w ostatnich dniach nie było tutaj ludzi.
Nie zaskakiwało to Brygadzistki, bo gdyby spodziewała się tutaj aktywnego obozu, nie przyszliby przecież tylko we troje. Było jasne, że w chwili, gdy tamci zaczęli podejrzewać, że schwytani sypną - od razu zaczęli się zwijać z tych bardziej oczywistych lokalizacji. Ale i tak poczuła odrobinę rozczarowania.
- Wciąż mnie dręczy myśl, co tutaj robili... to znaczy, to odludne miejsce, jasne, nikt ich tu nie dorwie, ale na co się czaili? - zastanowiła się Brenna, podchodząc do wejścia, które wcześniej zauważyła i Victoria. – I do licha, nawet niczego nie zgubili. Może jak sprawdzimy, dokąd prowadzi, to coś wyjaśni. Idziemy? – zapytała, odwracając się do Lestrange.
Ta znalazła coś… mniej więcej rozmiarów połowy jej dłoni, płaskiego, gładkiego, zielonego jak trawa. I bardzo twardego.
Prawdopodobnie zgubił to któryś z kłusowników.
Teraz żyli i nie wydawało się, że dzieje się z nimi coś złego. Sam specjalista mówił, że nawet jeżeli energia się wyczerpie, niekoniecznie oznacza to śmierci - mogło być też powrotem do normalności. I dopatrywał się szansy na odwrócenie całego procesu w Samhain.
Arcykapłanka jakoś wyrwała Atreusa z Limba.
A to wszystko oznaczało, że istniały możliwości. Trzeba było tylko je odkryć.
- Och...
Brenna zamrugała, wyraźnie skonsternowana ideą udawania śmierci w ramach mechanizmu obronnego. Jej wiedza przyrodnicza oscylowała mniej więcej na poziomie przeciętnego absolwenta Hogwartu - i nie obejmowała postępowania kozic w przypadku zagrożenia.
- Żeby je zjeść...? - zasugerowała niepewnie. - To znaczy, jeśli ktoś goni kozę, to chyba po to, żeby ją pożreć?
Ale może wchodziły tutaj w grę jakieś inne, tajemnicze interesy, których Brenna nie była w stanie ogarnąć. Zresztą, machnęła na to ręką stosunkowo szybko, bo w tej chwili miały na głowach jednak coś ważniejszego.
*
- Nie ma świeżych tropów - poinformowała Brenna z pewnym rozczarowaniem, odmieniając się z powrotem. W wilczej formie kierowała się przede wszystkim nosem, a ten podpowiadał jej dość jasno, że poza nią a Victorią w ostatnich dniach nie było tutaj ludzi.
Nie zaskakiwało to Brygadzistki, bo gdyby spodziewała się tutaj aktywnego obozu, nie przyszliby przecież tylko we troje. Było jasne, że w chwili, gdy tamci zaczęli podejrzewać, że schwytani sypną - od razu zaczęli się zwijać z tych bardziej oczywistych lokalizacji. Ale i tak poczuła odrobinę rozczarowania.
- Wciąż mnie dręczy myśl, co tutaj robili... to znaczy, to odludne miejsce, jasne, nikt ich tu nie dorwie, ale na co się czaili? - zastanowiła się Brenna, podchodząc do wejścia, które wcześniej zauważyła i Victoria. – I do licha, nawet niczego nie zgubili. Może jak sprawdzimy, dokąd prowadzi, to coś wyjaśni. Idziemy? – zapytała, odwracając się do Lestrange.
Ta znalazła coś… mniej więcej rozmiarów połowy jej dłoni, płaskiego, gładkiego, zielonego jak trawa. I bardzo twardego.
Prawdopodobnie zgubił to któryś z kłusowników.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.