22.12.2023, 03:03 ✶
Nastał czas ciemności.
Takimi słowami podsumowano wydarzenia, do których doszło w wyniku, jak to określił Prorok Codzienny: wybuchu rebelii. Kiedy Umbriel próbował wydobyć ze swojej głowy cokolwiek, co mogłoby wskazać na to, że Pinns przynajmniej starał się do tego zmierzać, nie wiedział nawet gdzie zacząć. Coś tam niby odgrzebał - Pinns wypowiedział to między wierszami, głos miał jak szept, cichy i przyciszony, przez co Umbriel nie był do końca pewny, czy rzeczywiście coś usłyszał, czy tylko dopowiedział sobie resztę. Niestety po tylu dniach, nawet pamiętając ruch jego warg, nie potrafił żadnych pasujących słów do końca w tym wspomnieniu umiejscowić - odbijały się echem, ale gdzieś daleko, jakby poza granicami, jakie były dla niego tego poranka osiągalne. Musiał przyznać sam przed sobą, że nie pamiętał dokładnie, o co mu chodziło, ale skojarzył to zdanie właśnie - nastanie czas ciemności - cóż to kurwa miało wtedy znaczyć? Wtedy nie miał pojęcia. Niektóre rzeczy nabierały sensu dopiero w momencie, kiedy siedziałeś ze wzrokiem zawieszonym na tym kawałku makulatury, a twoja żona zgadzała się z tobą bez pochylenia się nad treścią dłużej niż kilka sekund poświęconych uważnej, ale niewystarczającej lekturze olbrzymiego nagłówka.
- Zgadzasz się ze mną, chociaż tego nie przeczytałaś.
To nie było pytanie. Stwierdził fakt. Jego głos był trochę oschły, ale to nie był karcący ton, nie opływał też niechęcią. Umbriel generalnie dostrzegał naprawdę niewiele powodów ku temu, żeby się na swoją żonę gniewać - jej zachowanie wprawiało go co najwyżej w uczucie głębokiej konsternacji, bo jeżeli ona krążyła myślami gdzieś poza tym pokojem, to i jego niewiele tutaj trzymało, może poza tak przyziemnymi sprawami jak to, że nawet czując się kimś ponad tym, wciąż pozostawał jedynie człowiekiem.
Nie zamierzał dać jej błądzić po omacku.
- Piszą, że - zaczął, nie odrywając wzroku od kartki - czarnoksiężnik nazywający się Voldemortem wypowiedział wojnę czarodziejom brudnej - zabrzmiało to w jego ustach zadziwiająco miękko - krwi i mugolom. Ogłosił się wczoraj ojcem rebelii, chcąc zaprowadzić nowy porządek. Prorok podał listę pierwszych ofiar śmiertelnych. Zadziwiające, że nie ma na niej Leach'a. - Sytuacja ewidentnie nie zmroziła krwi w jego żyłach, jego twarz wyrażała co najwyżej zaciekawienie, może nawet rozbawienie koncepcją, jakoby gdzieś tam w Londynie, kiedy oni spokojnie spali, zadział się tak wielki przewrót. Litery mające streścić to wszystko uginały się od ciężaru idącego za tym dramatu, a jednak - dzisiaj znów wzeszło słońce. Umbriel lubił zauważać tego typu rzeczy.
- Nie wiem, czego mam się po tym spodziewać. - Przyznał. - Po prostu rozważam to, że Pinns naprawdę wrobił mnie w granie koncertu z okazji takiego triumfu.
Wyjrzał zza tego pliku kartek i zawiesił na niej spojrzenie. Nie odpowiedział na zadane przez Lavinię pytanie, bo jeszcze nie wiedział, co o tym myśleć - odgonił je chwilowo wzruszeniem ramion. Ciężko było nie zauważyć, że sytuacja wydawała się absurdalna, może nawet nierzeczywista - jedynym świadectwem tychże czynów był przecież pojedynczy artykuł.
Takimi słowami podsumowano wydarzenia, do których doszło w wyniku, jak to określił Prorok Codzienny: wybuchu rebelii. Kiedy Umbriel próbował wydobyć ze swojej głowy cokolwiek, co mogłoby wskazać na to, że Pinns przynajmniej starał się do tego zmierzać, nie wiedział nawet gdzie zacząć. Coś tam niby odgrzebał - Pinns wypowiedział to między wierszami, głos miał jak szept, cichy i przyciszony, przez co Umbriel nie był do końca pewny, czy rzeczywiście coś usłyszał, czy tylko dopowiedział sobie resztę. Niestety po tylu dniach, nawet pamiętając ruch jego warg, nie potrafił żadnych pasujących słów do końca w tym wspomnieniu umiejscowić - odbijały się echem, ale gdzieś daleko, jakby poza granicami, jakie były dla niego tego poranka osiągalne. Musiał przyznać sam przed sobą, że nie pamiętał dokładnie, o co mu chodziło, ale skojarzył to zdanie właśnie - nastanie czas ciemności - cóż to kurwa miało wtedy znaczyć? Wtedy nie miał pojęcia. Niektóre rzeczy nabierały sensu dopiero w momencie, kiedy siedziałeś ze wzrokiem zawieszonym na tym kawałku makulatury, a twoja żona zgadzała się z tobą bez pochylenia się nad treścią dłużej niż kilka sekund poświęconych uważnej, ale niewystarczającej lekturze olbrzymiego nagłówka.
- Zgadzasz się ze mną, chociaż tego nie przeczytałaś.
To nie było pytanie. Stwierdził fakt. Jego głos był trochę oschły, ale to nie był karcący ton, nie opływał też niechęcią. Umbriel generalnie dostrzegał naprawdę niewiele powodów ku temu, żeby się na swoją żonę gniewać - jej zachowanie wprawiało go co najwyżej w uczucie głębokiej konsternacji, bo jeżeli ona krążyła myślami gdzieś poza tym pokojem, to i jego niewiele tutaj trzymało, może poza tak przyziemnymi sprawami jak to, że nawet czując się kimś ponad tym, wciąż pozostawał jedynie człowiekiem.
Nie zamierzał dać jej błądzić po omacku.
- Piszą, że - zaczął, nie odrywając wzroku od kartki - czarnoksiężnik nazywający się Voldemortem wypowiedział wojnę czarodziejom brudnej - zabrzmiało to w jego ustach zadziwiająco miękko - krwi i mugolom. Ogłosił się wczoraj ojcem rebelii, chcąc zaprowadzić nowy porządek. Prorok podał listę pierwszych ofiar śmiertelnych. Zadziwiające, że nie ma na niej Leach'a. - Sytuacja ewidentnie nie zmroziła krwi w jego żyłach, jego twarz wyrażała co najwyżej zaciekawienie, może nawet rozbawienie koncepcją, jakoby gdzieś tam w Londynie, kiedy oni spokojnie spali, zadział się tak wielki przewrót. Litery mające streścić to wszystko uginały się od ciężaru idącego za tym dramatu, a jednak - dzisiaj znów wzeszło słońce. Umbriel lubił zauważać tego typu rzeczy.
- Nie wiem, czego mam się po tym spodziewać. - Przyznał. - Po prostu rozważam to, że Pinns naprawdę wrobił mnie w granie koncertu z okazji takiego triumfu.
Wyjrzał zza tego pliku kartek i zawiesił na niej spojrzenie. Nie odpowiedział na zadane przez Lavinię pytanie, bo jeszcze nie wiedział, co o tym myśleć - odgonił je chwilowo wzruszeniem ramion. Ciężko było nie zauważyć, że sytuacja wydawała się absurdalna, może nawet nierzeczywista - jedynym świadectwem tychże czynów był przecież pojedynczy artykuł.
they should be
t e r r i f i e d
of me
t e r r i f i e d
of me