22.12.2023, 16:03 ✶
Nigdy nie wypowiedziała na głos tego, jakie uczucia żywi względem Loretty. Sądziła, że samoistnie znikną jeśli nie nada im imienia. One tymczasem, na przekór Severine, z roku na rok przybierały na sile, stawały się coraz bardziej męczące, duszące, dławiące. Były też przebiegłe; zazdrość na przykład świetnie maskowała się jako gniew względem wszystkich partnerów malarki. Smutek z kolei lubił ubierać się w szaty pretensji względem świata.
Nigdy nie wypowiedziała tego na głos, ale też nigdy się z tym nie kryła; nie przed Louvainem. Nie trzeba było niesamowitej percepcji, by zauważyć, jak oczy Crouchówny wypełniają się blaskiem za każdym razem, gdy patrzy na Lorettę. Czułość i swego rodzaju uwielbienie z jakim ją dotykała. Wyrozumienie, z którym przyjmowała wszystko, co miała jej do powiedzenia. Podziw, jakim ją darzyła. Wsparcie, którym dla niej była, chociaż sama czuła, że jej świat się sypie.
Była w niej zakochana odkąd pamiętała. I bardzo bolało ją to, że Loretta w ten sposób pozwala się niszczyć.
— Yaxley ją zdradzał. Tak przynajmniej mówiło się w palestrze. Powiedziałam jej o tym, uwierzyła bez dowodów. Chyba sama miała pewne przypuszczenia — westchnęła ciężko, sięgając po zdobioną fajkę do opium. Była z prawdziwej kości słoniowej, czy jakiegoś taniego substytutu? Nie miało to żadnego znaczenia, ale dywagacje tego typu pozwalały myślom na chwilową ucieczkę od tematów bolesnych i niezwykle przykrych. — Nie wiem jak będzie tym razem, wydaje się... tak dawno nie widziałam jej tak ślepo w kogoś zapatrzonej. Możemy spróbować coś zaaranżować. Znasz połowę dziwek w Londynie — powiedziała to bez żadnej zawoalowanej złośliwości, czy wyrzutu; jakby miała przed sobą dokument i stwierdzała suchy fakt — Zapłać którejś za to, żeby wskoczyła mu do łóżka.
Plan tak dziecinnie prosty, że wszystko mogło pójść nie tak, począwszy od tego, że dziewczynie nie uda się uwieść Alexandra i kończąc na ryzyku, że Loretta dowie się o całej intrydze i wówczas nabije na pal cztery głowy: Mucibera, tej dziewczyny, Louvaina i Severine. A jeśli nawet jakimś cudem daruje im życie, to prawdopodobnie już nigdy więcej im nie zaufa. A potem zniszczy swoje życie i karierę dla ślepej wiary w to, że ktoś, kto nie zna łagodności, nagle znajdzie jej dla Loretty całe pokłady, a jej uczucia są w stanie skruszyć nawet najtwardsze serce.
Ale życie nie było tak piękne i wzniosłe jak sztuka, którą tworzyła.
— Lou, zanim się naćpasz, muszę powiedzieć ci coś ważnego... Ważniejszego niż Loretta, twoja duma i pierdolony Mulciber. — usiadła prosto, nie wiedząc co powinna zrobić z dłońmi, więc obracała w nich tę nieszczęsną fajkę — Pamiętasz jak prawie półtora roku temu nas poniosło?
Nigdy nie wypowiedziała tego na głos, ale też nigdy się z tym nie kryła; nie przed Louvainem. Nie trzeba było niesamowitej percepcji, by zauważyć, jak oczy Crouchówny wypełniają się blaskiem za każdym razem, gdy patrzy na Lorettę. Czułość i swego rodzaju uwielbienie z jakim ją dotykała. Wyrozumienie, z którym przyjmowała wszystko, co miała jej do powiedzenia. Podziw, jakim ją darzyła. Wsparcie, którym dla niej była, chociaż sama czuła, że jej świat się sypie.
Była w niej zakochana odkąd pamiętała. I bardzo bolało ją to, że Loretta w ten sposób pozwala się niszczyć.
— Yaxley ją zdradzał. Tak przynajmniej mówiło się w palestrze. Powiedziałam jej o tym, uwierzyła bez dowodów. Chyba sama miała pewne przypuszczenia — westchnęła ciężko, sięgając po zdobioną fajkę do opium. Była z prawdziwej kości słoniowej, czy jakiegoś taniego substytutu? Nie miało to żadnego znaczenia, ale dywagacje tego typu pozwalały myślom na chwilową ucieczkę od tematów bolesnych i niezwykle przykrych. — Nie wiem jak będzie tym razem, wydaje się... tak dawno nie widziałam jej tak ślepo w kogoś zapatrzonej. Możemy spróbować coś zaaranżować. Znasz połowę dziwek w Londynie — powiedziała to bez żadnej zawoalowanej złośliwości, czy wyrzutu; jakby miała przed sobą dokument i stwierdzała suchy fakt — Zapłać którejś za to, żeby wskoczyła mu do łóżka.
Plan tak dziecinnie prosty, że wszystko mogło pójść nie tak, począwszy od tego, że dziewczynie nie uda się uwieść Alexandra i kończąc na ryzyku, że Loretta dowie się o całej intrydze i wówczas nabije na pal cztery głowy: Mucibera, tej dziewczyny, Louvaina i Severine. A jeśli nawet jakimś cudem daruje im życie, to prawdopodobnie już nigdy więcej im nie zaufa. A potem zniszczy swoje życie i karierę dla ślepej wiary w to, że ktoś, kto nie zna łagodności, nagle znajdzie jej dla Loretty całe pokłady, a jej uczucia są w stanie skruszyć nawet najtwardsze serce.
Ale życie nie było tak piękne i wzniosłe jak sztuka, którą tworzyła.
— Lou, zanim się naćpasz, muszę powiedzieć ci coś ważnego... Ważniejszego niż Loretta, twoja duma i pierdolony Mulciber. — usiadła prosto, nie wiedząc co powinna zrobić z dłońmi, więc obracała w nich tę nieszczęsną fajkę — Pamiętasz jak prawie półtora roku temu nas poniosło?