Crow przesunął po nim spojrzeniem, analizując mowę ciała wskazującą na jedno - stres. I trochę go to rozbawiło, bo żeby się czuć tak spiętym po którymś już zapewne kieliszku wina, to się trzeba było postarać. W tym rozbawieniu wciąż znajdowała się jednak nutka współczucia, bo pamiętał go w tej rozsypce, na zaszczanej uliczce Nokturnu. Nie miał w sobie aż tak dużych jego pokładów, żeby się nad nim wtedy mocniej ulitować, pomóc, ale potrafił takie rzeczy współodczuwać. Ludzie jego pokroju nie mówili o tym wprost, ale cierpieli w podobny sposób - bliźniacze ataki psychozy, podczas których zdarzało mu się okaleczać samego siebie, zdarzały mu się o wiele częściej, niż lubił przyznawać przed samym sobą. Jeżeli Blacka krępowało tamto wspomnienie, jeżeli sądził, że Crow będzie się z niego teraz nabijał - mylił się. Ale musiał się o tym przekonać na własnej skórze.
Poprawił swoje usadowienie na fotelu i uśmiechnął się do niego dosyć bezczelnie - jakby nic sobie z tego stresu nie robił, jakby to wszystko, co się pomiędzy nimi wydarzyło nie miało żadnego znaczenia.
- Nie wstydź się pan, panie Black, też jestem pedałem. Dzisiaj wyjątkowo łasym na komplementy, bo miałem cholernie zły dzień.
Tak właśnie podsumował ten jego chuja warty wywód, jakoby nie był dla niego atrakcyjny. Crow się nieszczególnie ukrywał z tym jak go wcześniej badał tym wzrokiem. Przyszedł tutaj w jednym, konkretnym celu i do diabła - akurat tutaj nie czuł wcale potrzeby udawania, że chciał skończyć ten wieczór jakkolwiek inaczej niż w łóżku. Black może nie należał do kolesi konwencjonalnie atrakcyjnych, ale to jak się trząsł, budziło w nim słodką, nawet nieco dławiącą potrzebę dominacji - lubił facetów, których można było zdobyć gnieceniem ich bezpośredniością dającą im obietnice najlepszej nocy w życiu, jeżeli tylko odrzucą krępujące ich konwenanse, zbędne zasady dobrego wychowania. To naprawdę nie było aż takie skomplikowane - wystarczyło oddać mu się, zagryźć zęby kiedy umysł podpowiadał głupie słowa - jakoby miało to byś obarczone jakimś wstydem. Tam dalej znajdowała się już tylko uzależniająca satysfakcja.
- Wyglądasz na tak zestresowanego, jakbyś naprawdę niewielu osobom umilił życie w ostatnim czasie, ha... - Miał tutaj na myśli, że Perseus od dawna dobrze sobie nie poruchał i tych słów właśnie użyłby w innych okolicznościach, ale tym razem powiedział to grzeczniej - nie przez wzgląd na nagłe nabranie ogłady, wciąż był potwornym wieśniakiem, po prostu dobrze zgrało się to z ich poprzednimi wypowiedziami. Wbrew temu co o nim sądzono, nawet lubił bawić się słowem.
- Oboje przyszliśmy tu pewnie po oczywiste i obu nas spławił. Wpuszczasz pomiędzy nogi tylko dziwkarzy, czy niebezpiecznych kryminalistów też? Jak jestem z góry wykluczony, to nie zamierzam marnować tutaj czasu.
Usiadł na fotelu normalnie, chwycił za ten nalany mu kieliszek i uniósł go do góry, trochę jakby chciał wznieść jakiś toast, ale w rzeczywistości zadawał mu dodatkowe, nieme pytanie - szukał na nie odpowiedzi w spojrzeniu, w oddechu...
Poprawił swoje usadowienie na fotelu i uśmiechnął się do niego dosyć bezczelnie - jakby nic sobie z tego stresu nie robił, jakby to wszystko, co się pomiędzy nimi wydarzyło nie miało żadnego znaczenia.
- Nie wstydź się pan, panie Black, też jestem pedałem. Dzisiaj wyjątkowo łasym na komplementy, bo miałem cholernie zły dzień.
Tak właśnie podsumował ten jego chuja warty wywód, jakoby nie był dla niego atrakcyjny. Crow się nieszczególnie ukrywał z tym jak go wcześniej badał tym wzrokiem. Przyszedł tutaj w jednym, konkretnym celu i do diabła - akurat tutaj nie czuł wcale potrzeby udawania, że chciał skończyć ten wieczór jakkolwiek inaczej niż w łóżku. Black może nie należał do kolesi konwencjonalnie atrakcyjnych, ale to jak się trząsł, budziło w nim słodką, nawet nieco dławiącą potrzebę dominacji - lubił facetów, których można było zdobyć gnieceniem ich bezpośredniością dającą im obietnice najlepszej nocy w życiu, jeżeli tylko odrzucą krępujące ich konwenanse, zbędne zasady dobrego wychowania. To naprawdę nie było aż takie skomplikowane - wystarczyło oddać mu się, zagryźć zęby kiedy umysł podpowiadał głupie słowa - jakoby miało to byś obarczone jakimś wstydem. Tam dalej znajdowała się już tylko uzależniająca satysfakcja.
- Wyglądasz na tak zestresowanego, jakbyś naprawdę niewielu osobom umilił życie w ostatnim czasie, ha... - Miał tutaj na myśli, że Perseus od dawna dobrze sobie nie poruchał i tych słów właśnie użyłby w innych okolicznościach, ale tym razem powiedział to grzeczniej - nie przez wzgląd na nagłe nabranie ogłady, wciąż był potwornym wieśniakiem, po prostu dobrze zgrało się to z ich poprzednimi wypowiedziami. Wbrew temu co o nim sądzono, nawet lubił bawić się słowem.
- Oboje przyszliśmy tu pewnie po oczywiste i obu nas spławił. Wpuszczasz pomiędzy nogi tylko dziwkarzy, czy niebezpiecznych kryminalistów też? Jak jestem z góry wykluczony, to nie zamierzam marnować tutaj czasu.
Usiadł na fotelu normalnie, chwycił za ten nalany mu kieliszek i uniósł go do góry, trochę jakby chciał wznieść jakiś toast, ale w rzeczywistości zadawał mu dodatkowe, nieme pytanie - szukał na nie odpowiedzi w spojrzeniu, w oddechu...
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.