22.12.2023, 20:29 ✶
Flynn oparł się o płot i zajrzał do wnętrza jej małego ogródeczka, w którym paradowała ubrana jak na dyskotekę. Wyglądała absurdalnie, ale to była akurat ich cecha wspólna - on też ubierał się skrajnie ekscentrycznie, świadomie dobierając stroje tak, żeby przyciągać uwagę i drażnić każdego, kto nie potrafił się bawić. Z tym że... Nora wyglądała, jakby miało jej być koszmarnie niewygodnie. On się w swoich ubraniach nie męczył - męczyły to się co najwyżej oczy konserwatystów.
- Dzięki. Pożyczyła mi ją siostra. - Parsknął, po czym zauważył, że ględzi o tej siostrze non-stop. Znali się dopiero drugi dzień, a on wtrącił coś o niej... piąty raz? - Podejrzanie często o niej przy tobie wspominam. - Nie, nie miał obsesji na punkcie żadnej ze swoich sióstr. Czuł opiekuńczość względem Elaine i Aryi, ale na tym kończyło się jego zainteresowanie płcią piękną wśród cyrkowców z Fantasmagorii. O braciach lepiej nie mówić, bo Nora miała do osób jego pokroju niesamowite szczęście, a może... pecha?
- Chciałaś się upewnić, że reaguję na „ej ty” czy „piekarz”? Jak coś to wciąż nie jestem piekarzem, ale tak, to ja.
To chyba był moment na to, żeby się przyznać do tego, kim właściwie był, czym się zajmował, ale... On naprawdę, naprawdę nie lubił i nie potrafił mówić o sobie. Kiedy takie informacje dało się wpleść w zdanie w naturalny sposób, to czasem coś napomknął, uszczknął odrobiny swojej historii. Lizzie jednak o to nie dopytywała, czyli tak naprawdę jej na tym nie zależało. To dobrze - natrętne pytania z serii gdzie pracujesz zawsze kojarzyły mu się z panienkami planującymi się ustatkować, a to odganiało go lepiej niż pieprznięcie miotłą przez łeb.
- Mam. Ale jak to pretekst do zagonienia mnie do pracy przy ogrodzie, to ostrzegam, że zjem ci połowę malin, ściągając je z krzaka, jestem nieopłacalnym pracownikiem.
Chociaż ten ogród to miała niewielki... Nie wiedział, dlaczego nie postawiła tu sobie szafki zniknięć prowadzącej do sadu w Dolinie. Pewnie było ją na coś takiego stać, skoro miała... cukiernię przy Pokątnej... To na pewno była jej cukiernia? Musiała kosztować pierdolony majątek - ona naprawdę była bogatsza od Bertiego Botta? Bott tutaj swojej restauracji nie miał...
- Dzięki. Pożyczyła mi ją siostra. - Parsknął, po czym zauważył, że ględzi o tej siostrze non-stop. Znali się dopiero drugi dzień, a on wtrącił coś o niej... piąty raz? - Podejrzanie często o niej przy tobie wspominam. - Nie, nie miał obsesji na punkcie żadnej ze swoich sióstr. Czuł opiekuńczość względem Elaine i Aryi, ale na tym kończyło się jego zainteresowanie płcią piękną wśród cyrkowców z Fantasmagorii. O braciach lepiej nie mówić, bo Nora miała do osób jego pokroju niesamowite szczęście, a może... pecha?
- Chciałaś się upewnić, że reaguję na „ej ty” czy „piekarz”? Jak coś to wciąż nie jestem piekarzem, ale tak, to ja.
To chyba był moment na to, żeby się przyznać do tego, kim właściwie był, czym się zajmował, ale... On naprawdę, naprawdę nie lubił i nie potrafił mówić o sobie. Kiedy takie informacje dało się wpleść w zdanie w naturalny sposób, to czasem coś napomknął, uszczknął odrobiny swojej historii. Lizzie jednak o to nie dopytywała, czyli tak naprawdę jej na tym nie zależało. To dobrze - natrętne pytania z serii gdzie pracujesz zawsze kojarzyły mu się z panienkami planującymi się ustatkować, a to odganiało go lepiej niż pieprznięcie miotłą przez łeb.
- Mam. Ale jak to pretekst do zagonienia mnie do pracy przy ogrodzie, to ostrzegam, że zjem ci połowę malin, ściągając je z krzaka, jestem nieopłacalnym pracownikiem.
Chociaż ten ogród to miała niewielki... Nie wiedział, dlaczego nie postawiła tu sobie szafki zniknięć prowadzącej do sadu w Dolinie. Pewnie było ją na coś takiego stać, skoro miała... cukiernię przy Pokątnej... To na pewno była jej cukiernia? Musiała kosztować pierdolony majątek - ona naprawdę była bogatsza od Bertiego Botta? Bott tutaj swojej restauracji nie miał...
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.