22.12.2023, 21:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.12.2023, 18:01 przez Patrick Steward.)
Patrick skierował wzrok na karteczkę z wróżbą, którą otrzymał. Prawdą jest to, co sprawdza się w działaniu. Steward uśmiechnął się półgębkiem. Cóż, od lat, trochę naturalnie kierował się tą maksymą w życiu. Nawet jeśli nie do końca było to po nim widać.
Napił się whisky, obserwując Erika z zamyśleniem. Korciło go, by zapytać co właściwie wydarzyło się na statku, ale z drugiej strony, czy nie lepiej byłoby przykre wspomnienia pozostawić daleko za sobą a skupić się na czymś przyjemniejszym? W końcu przyszli na urodziny Nory.
- Moja babcia zawsze powtarza, że jakby człowiek wiedział, że upadnie to by usiadł – rzucił w końcu, tym razem uśmiechając się nieco szrzej. Być może Steward nie był najlepszą osobą do wydawania osądów na temat tego, jak Erik się spisał na statku (w końcu ani go tam nie było, ani nawet za wiele o wydarzeniach, które się tam rozegrały, nie wiedział a opierał się jedynie na własnych obserwacjach), ale nie usłyszał by ktoś z tych, którzy tam poszli zginął a Longbottoma znał na tyle, by wiedzieć, że ten był dobrym człowiekiem i starał się postępować właściwie.
Może to rzeczywiście była kwestia wianka, który nałożył, a może pomyślnych wróżb, ale poczuł przypływ dodatkowej sympatii do wszystkich tu zgromadzonych. Nawet go rozbawiła wizja zamienionego w kota Erika. Czy to były jakieś nieudane zabawy z eliksirem wielosokowym czy też ten bawił się w jakieś przebieranki z Norą? Stewardowi zawsze wydawało się, że ta dwójka się przyjaźni – o tym też świadczyły łączące ich nici, ale… ale może coś powoli ulegało zmianie? Ewentualnie opili się kiedyś jakiegoś eliksiru i tak to się potoczyło?
- Nie jestem aż tak stary, by nazywać mnie panem – zaoponował z rozbawieniem na słowa Laurenta. Zmarszczył brwi, zastanawiając się, czy ten był tylko fascynatem, wiedzionym zaciekawieniem, czy też rzeczywiście coś innego, może natura, może dodatkowe informacje, ściągnęło go na statek.
Odprowadził Prewetta wzrokiem, gdy ten podchodził do panny Figg. Wsunął do ust ciastko z kwiatkiem, znowu nie zdając sobie sprawy, że jego magia zaczęła na niego oddziaływać. Poczuł przypływ chęci do zabawy. Zaczął uderzać palcami o udo, jakby wygrywał jakąś melodię.
- Hm. Obawiam się, że wtedy bardziej pasowałbyś do tańców przy dzisiejszych ogniskach na Lithcie niż tutaj – zażartował, nawiązując do wizji Erika w sukience. Do żartów z upijaniem go już się nie odnosił. Zdaniem Patricka Longbottom był na tyle zmęczony, że kilka szklaneczek whisky mogło go uśpić. – Nora dzisiaj ślicznie wygląda – dodał ciszej.
Palcami znowu zabębnił o udo. Popatrzył z zainteresowaniem na podchodzącą do nich Avelinę.
Napił się whisky, obserwując Erika z zamyśleniem. Korciło go, by zapytać co właściwie wydarzyło się na statku, ale z drugiej strony, czy nie lepiej byłoby przykre wspomnienia pozostawić daleko za sobą a skupić się na czymś przyjemniejszym? W końcu przyszli na urodziny Nory.
- Moja babcia zawsze powtarza, że jakby człowiek wiedział, że upadnie to by usiadł – rzucił w końcu, tym razem uśmiechając się nieco szrzej. Być może Steward nie był najlepszą osobą do wydawania osądów na temat tego, jak Erik się spisał na statku (w końcu ani go tam nie było, ani nawet za wiele o wydarzeniach, które się tam rozegrały, nie wiedział a opierał się jedynie na własnych obserwacjach), ale nie usłyszał by ktoś z tych, którzy tam poszli zginął a Longbottoma znał na tyle, by wiedzieć, że ten był dobrym człowiekiem i starał się postępować właściwie.
Może to rzeczywiście była kwestia wianka, który nałożył, a może pomyślnych wróżb, ale poczuł przypływ dodatkowej sympatii do wszystkich tu zgromadzonych. Nawet go rozbawiła wizja zamienionego w kota Erika. Czy to były jakieś nieudane zabawy z eliksirem wielosokowym czy też ten bawił się w jakieś przebieranki z Norą? Stewardowi zawsze wydawało się, że ta dwójka się przyjaźni – o tym też świadczyły łączące ich nici, ale… ale może coś powoli ulegało zmianie? Ewentualnie opili się kiedyś jakiegoś eliksiru i tak to się potoczyło?
- Nie jestem aż tak stary, by nazywać mnie panem – zaoponował z rozbawieniem na słowa Laurenta. Zmarszczył brwi, zastanawiając się, czy ten był tylko fascynatem, wiedzionym zaciekawieniem, czy też rzeczywiście coś innego, może natura, może dodatkowe informacje, ściągnęło go na statek.
Odprowadził Prewetta wzrokiem, gdy ten podchodził do panny Figg. Wsunął do ust ciastko z kwiatkiem, znowu nie zdając sobie sprawy, że jego magia zaczęła na niego oddziaływać. Poczuł przypływ chęci do zabawy. Zaczął uderzać palcami o udo, jakby wygrywał jakąś melodię.
- Hm. Obawiam się, że wtedy bardziej pasowałbyś do tańców przy dzisiejszych ogniskach na Lithcie niż tutaj – zażartował, nawiązując do wizji Erika w sukience. Do żartów z upijaniem go już się nie odnosił. Zdaniem Patricka Longbottom był na tyle zmęczony, że kilka szklaneczek whisky mogło go uśpić. – Nora dzisiaj ślicznie wygląda – dodał ciszej.
Palcami znowu zabębnił o udo. Popatrzył z zainteresowaniem na podchodzącą do nich Avelinę.