Nora próbowała. Jak zawsze starała się pocieszyć chociaż miłym słowem, chociaż wiedziała, że to może nie wystarczyć. Nie poddawała się jednak. Była tu po to, aby Cath poczuła się lepiej, chociaż przez chwilę. Musiała wiedzieć, że może na nich wszystkich liczyć, że będą tutaj czekać, że nikt o niej nie zapomni, że Jason nie zginął na marne. Uratował ją, udało jej się umknąć śmierci, czy tego chciała, czy nie. Musiała docenić swoje życie i żyć dla niego, za to, że się poświęcił. Figg wiedziała, że to nie będzie łatwe, ale musiała dać sobie czas, odetchnąć, a później wpadnie w rytm, na pewno tak będzie.
- To zjedz babeczkę, ale jedną, w pociągu. Gwarantuję, że prześpisz całą trasę i się zregenerujesz. - Sen był ważny, najlepiej taki bez koszmarów, miała więc nadzieję, że Barlow skorzysta z tego, co dla niej przygotowała.
- Nie zawsze pomoc jest w stanie nadejść o odpowiedniej porze, niestety. Szczególnie, że oni korzystają z coraz bardziej drastycznych środków. - Atakowali za dnia i nocy, w różnych miejscach, stawali się coraz mniej przewidywalni. Nie było to wcale takie łatwe.
- Gdybyś mu na to nie pozwoliła to pewnie znaleźlibyśmy dwa ciała Cath. - Powiedziała spokojnym, jednak nieco szorstkim tonem. Wiedziała, że to, co się wydarzyło to naprawdę okropna sytuacja, jednak Barlow powinna spojrzeć na to inaczej. Tak, łatwo się to mówiło Norce z jej pozycji.
- Na razie, ale będziesz mogła zrobić wiele. Nie obwiniaj się o to, że go z nami nie ma, przecież wiedział, jak wygląda sytuacja. Oni wszyscy ryzykują życia, aby nam pomóc. - Brenna, Erik, Patrick, Mavelle i cała reszta jej najbliższych znajdowała się w podobnej sytuacji. Wiele razy zastanawiała się jak to będzie i czy wszyscy wrócą do domu, ale robili to dla większego dobra, gdyby nie świadomość tego to pewnie zamknęłaby ich w swoim schowku i wypuściła dopiero wtedy, gdy wojna się skończy.
- Musisz mieć bardzo silny umysł. Na pocieszenie ci powiem, że ja nie potrafię ani rozpraszać magii, ani jej tworzyć, więc jesteś lepsza ode mnie. - Próbowała jakoś dodać jej otuchy, chociaż to, co mówiła było szczere. Norka także nie była wojowniczką, należała do tych osób, które kryły się w cieniu i pomagały zupełnie inaczej, ale jej to nie przeszkadzało, bo czuła, że i te działania mają sens.
- Nie trzeba walczyć na polu bitwy, aby się do czegoś przydać. - Tymi słowami próbowała chyba również pocieszyć i siebie, bo ona także wiele razy czuła się niepotrzebna.
- To ma sens, pieczętowanie brzmi na piekielnie skomplikowane, ale możesz mieć do tego dryg. - Podobało jej się to, że Catherine nie zamierzała się poddać, tylko chciała dać coś od siebie, żeby udało im się razem wygrać tę okropną walkę.
- Ministerstwo jest przereklamowane. - Dodała jeszcze, bo nigdy nie rozumiała dlaczego każdy tak bardzo chce tam pracować, czy ten prestiż naprawdę był taki ważny? Zdaniem Nory w antykwariacie można było spotkać dużo ciekawszych ludzi niż w gmachu ministerstwa.