23.12.2023, 03:56 ✶
Mógłby go mieć tu i teraz - Bletchley nie pozostawił w nim cienia wątpliwości, że miał taką możliwość i nieszczególnie by żałował, jeżeli tylko zechciałby pociągnąć to dalej. Normalnie byłby zachłanny, ale dzisiaj nie chciał - bo skoro był pewien swego, skoro wciąż grała mu w głowie ta sama, spokojna melodia pełna pożądania, nie musiał się wcale spieszyć - zamiast tego ofiarowano mu niebywale miłą okazję do oglądania Caina w stanie kompletnego ociemnienia jeszcze zanim ostatecznie się do niego dobrał. Nawet nie próbował udawać, że mu się to nie podoba - śledził go spojrzeniem uśmiechnięty w taki przyjemny, zaintrygowany sposób. Nie odpowiedział na pierwsze z zadanych mu pytań, jedynie zaśmiał się, stojąc w tym samym miejscu, z dłonią opartą o biodro, na którym jeszcze kilka sekund temu czuł gorący dotyk jego ręki. To był taki lekki chichot - jeden z tych, którego brzęczenie odbija się echem po całym ciele, a instynkt daje znać, że jego źródłem nie jest nic negatywnego - to był brudny śmiech świadczący o równie brudnej myśli. Bo Flynn nie chciał go tylko całować po szyi - on chciał ssać, gryźć, lizać, pluć i miażdżyć - chciał go całkowicie zdominować i reakcją, której oczekiwał w odpowiedzi było właśnie to - rozchylone usta, zaczerwienione wargi, spomiędzy których wydaje się co najwyżej ciche błaganie, przerywane serią niespójnych, sprośnych dźwięków.
Chłopak działał dobrze na kulejącą, pełną szarości wyobraźnię.
- Tak, Cain, te wysokie. Na to się mówi lampki? - Wybiórczość jego wiedzy mogła wydawać się momentami idiotyczna, ale była też czymś, do czego ktoś spędzający z nim tak dużo czasu musiał się już przyzwyczaić. - Brzmi bardziej na określenie czegoś wąskiego, pomyślałbym, że jest do szampana.
Niby kontynuował tę myśl, ale głos miał trochę nieobecny. Kiedy Bletchley odwrócił się w jego kierunku, zobaczył, jak Crow siedzi przy tym wskazanym stole, z nogami niedotykającymi podłogi - prawą stopą wspartą o krawędź krzesła i kolanem podciągniętym do góry i lewą nogą wyłożoną tak, jakby chciał na tym krześle usiąść po turecku, ale nie to było w tym ważne, tylko ta zmarkotniała mina, kiedy wpatrywał się w otwarte okno i myślał o czymś. O czymś, o czym pewnie nie będzie chciał mówić, chociaż te myśli miał tak głośne, że aż drażniły w uszy.
Znowu odpłynął gdzieś w bok - gdyby emocje opisywać muzyką, to w tych kilku sekundach ktoś zagrał na fortepianie szereg nietrafionych nut. Bo kiedy tylko Caina zabrakło obok, a naprzeciwko niego znajdowało się okno z tak znanym mu obrazem Londynu, momentalnie zanurzył się w melancholii, a ta zabrała go niżej, pod ten rozpalony od letniego słońca bruk, pod warstwy kabli, rur i ziemi, tam, gdzie w podziemnych korytarzach zasiadała Fontaine. Sięgały już tutaj, czy wbrew ostrzeżeniom, jakie im zostawił cztery lata temu wciąż kopali w dół, a nie wszerz? Nie wiedział i bał się sprawdzić, bo o ile powrót Caina nie okazał się aż tak dramatyczny, jakby mógł, to... niektóre osoby z jego przeszłości naprawdę powinny w niej pozostać. Lepiej działali jako wspomnienia.
Równie szybko co tam odpłynął, wrócił na powierzchnię. Wszystkim czego potrzebował był jego głos.
- Jak dobrze, już się bałem, że kupiłeś jakieś zawyżone cenowo Bordeaux. - To by była dopiero strata pieniędzy, bo nie chwaląc się oczywiście - Flynn był absolutnym specjalistą w wymiotowaniu po winach z wyższej półki, co stanowiło jeden z ostatnich punktów na liście sposobów na zaimponowanie komuś, kto ci się podobał. - Ale to twoje wciąż trzyma poziom, od jakiegoś czasu mugole pakują to i oranżadę w folię.
Odchylił głowę do tyłu, spoglądając na niego z dołu. Jeżeli Bletchley usiadł na krześle obok, Flynn od razu objął go ramieniem, układając rękę wzdłuż oparcia. Jeżeli gdzieś dalej - nerwowo zastukał palcami w swoje udo, ale nie skomentował tego w żaden sposób, po prostu obserwował go z uwagą. Niezależnie od wszystkiego, opróżnił kieszenie, wyciągając z nich paczkę papierosów, którą położył na blacie. Nie zapalił jeszcze, ale musiał o tym myśleć, skoro po nią sięgnął, bo normalnie nie zwróciłby uwagi na to, że coś go w takiej pozycji uwierało w nogę.
Chłopak działał dobrze na kulejącą, pełną szarości wyobraźnię.
- Tak, Cain, te wysokie. Na to się mówi lampki? - Wybiórczość jego wiedzy mogła wydawać się momentami idiotyczna, ale była też czymś, do czego ktoś spędzający z nim tak dużo czasu musiał się już przyzwyczaić. - Brzmi bardziej na określenie czegoś wąskiego, pomyślałbym, że jest do szampana.
Niby kontynuował tę myśl, ale głos miał trochę nieobecny. Kiedy Bletchley odwrócił się w jego kierunku, zobaczył, jak Crow siedzi przy tym wskazanym stole, z nogami niedotykającymi podłogi - prawą stopą wspartą o krawędź krzesła i kolanem podciągniętym do góry i lewą nogą wyłożoną tak, jakby chciał na tym krześle usiąść po turecku, ale nie to było w tym ważne, tylko ta zmarkotniała mina, kiedy wpatrywał się w otwarte okno i myślał o czymś. O czymś, o czym pewnie nie będzie chciał mówić, chociaż te myśli miał tak głośne, że aż drażniły w uszy.
Znowu odpłynął gdzieś w bok - gdyby emocje opisywać muzyką, to w tych kilku sekundach ktoś zagrał na fortepianie szereg nietrafionych nut. Bo kiedy tylko Caina zabrakło obok, a naprzeciwko niego znajdowało się okno z tak znanym mu obrazem Londynu, momentalnie zanurzył się w melancholii, a ta zabrała go niżej, pod ten rozpalony od letniego słońca bruk, pod warstwy kabli, rur i ziemi, tam, gdzie w podziemnych korytarzach zasiadała Fontaine. Sięgały już tutaj, czy wbrew ostrzeżeniom, jakie im zostawił cztery lata temu wciąż kopali w dół, a nie wszerz? Nie wiedział i bał się sprawdzić, bo o ile powrót Caina nie okazał się aż tak dramatyczny, jakby mógł, to... niektóre osoby z jego przeszłości naprawdę powinny w niej pozostać. Lepiej działali jako wspomnienia.
Równie szybko co tam odpłynął, wrócił na powierzchnię. Wszystkim czego potrzebował był jego głos.
- Jak dobrze, już się bałem, że kupiłeś jakieś zawyżone cenowo Bordeaux. - To by była dopiero strata pieniędzy, bo nie chwaląc się oczywiście - Flynn był absolutnym specjalistą w wymiotowaniu po winach z wyższej półki, co stanowiło jeden z ostatnich punktów na liście sposobów na zaimponowanie komuś, kto ci się podobał. - Ale to twoje wciąż trzyma poziom, od jakiegoś czasu mugole pakują to i oranżadę w folię.
Odchylił głowę do tyłu, spoglądając na niego z dołu. Jeżeli Bletchley usiadł na krześle obok, Flynn od razu objął go ramieniem, układając rękę wzdłuż oparcia. Jeżeli gdzieś dalej - nerwowo zastukał palcami w swoje udo, ale nie skomentował tego w żaden sposób, po prostu obserwował go z uwagą. Niezależnie od wszystkiego, opróżnił kieszenie, wyciągając z nich paczkę papierosów, którą położył na blacie. Nie zapalił jeszcze, ale musiał o tym myśleć, skoro po nią sięgnął, bo normalnie nie zwróciłby uwagi na to, że coś go w takiej pozycji uwierało w nogę.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.