25.12.2023, 17:37 ✶
Oczywiście – on i porządek, jakżeby inaczej. A przynajmniej Bones najwyraźniej musiala wierzyć w swojego wujka, co pewnie świadczyło poniekąd o tym, jak złe musiała mieć zdanie o wszelkich innych kandydatach do ministerialnego stołka.
Co było też na swój sposób dość ironiczne, skoro na dobrą sprawę pracowała przecież w Ministerstwie Magii…
- W sumie nie taki głupi pomysł – przyznała po krótkiej chwili namysłu. Udawać, że jednak jest po tej drugiej stronie, nie przyciągać nieprzychylnych spojrzeń, nie dawać pożywki dla wszelkiej maści komentarzy i działań, skutecznie utrudniających życie. Znaleźć się gdzieś daleko, zniknąć… wtedy nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo za parę lat sama będzie pragnęła czegoś takiego, wskutek pewnego, wybitnie nieszczęsnego sabatu i wszystkiego, co się z tym wiązało.
Cóż, przyszłość kryła wiele zagadek i niespodzianek, nawet jeśli dysponowało się zdolnością pozwalającą przenikać zasłony losu.
- Osobiście też wątpię – przytaknęła. Może i był mugolakiem, może i mugolskie sprawy zapewne były mu znacznie bliższe niż czarodziejom, którzy zapatrzeni byli w to, co działo się w obrębie ich czarodziejskiego świata (no i halo, co to za głupota, ponad dwudziestu chłopa biegających po trawie i kopiących piłkę… jakby qudditch znacząco się od tego różnił, nie? Mniej osób, z dodatkiem miotły i piłek mających swoje własne życie, ale w ostatecznym rozrachunku…?) - I nawet nie dlatego, że miał nad głową gilotynę, jak to ładnie ująłeś, tylko… po co? Co miałby na tym zyskać, mogąc stracić tak naprawdę wszystko, gdyby tylko sprawa się rypnęła? Jakby… jako kto, kto nie jest czarodziejem od pokoleń, miał do udowodnienia znacznie więcej niż każdy inny Minister Magii – skwitowała, skupiając się ponownie na szkicu w notesie. Albo raczej „skupiając”; niby na niego patrzyła, a w praktyce jednocześnie zdawała się nie widzieć nakreślonych linii i tego, czego brakowało, żeby uznać rysunek za ukończony.
- Ukartowana? – parsknęła zaraz, kręcąc głową – Po co? Żeby nagle sparaliżować ministerstwo? Zirytować społeczeństwo? – zmarszczyła brwi. Nobby, Norbert… tak łatwo było zapomnieć, że Nobby to jedynie zdrobnienie, tak bardzo to określenie zlało się z osobą Leacha, jakby… jakby nigdy nie był kimś, a jedynie najzwyklejszym Nobbym, chłopakiem z sąsiedztwa. Tyle że żaden z niego pucołowaty chłopak, ganiający po drzewach.
- Nie wiem, dla mnie to nie ma sensu, chociaż... – obróciła długopis między palcami, zastukała nim lekko o podparcie fotela, ponownie przyglądając się Morpheusowi – Zasadnicze pytanie brzmi, kto by skorzystał, gdyby faktycznie to wszystko zostało ukartowane? – rzuciła z namysłem w głosie. No tak, brygadzistka, oczywiście że niemalże odruchowo zaczęła się zastanawiać, żeby nie powiedzieć wręcz: węszyć.
Co było też na swój sposób dość ironiczne, skoro na dobrą sprawę pracowała przecież w Ministerstwie Magii…
- W sumie nie taki głupi pomysł – przyznała po krótkiej chwili namysłu. Udawać, że jednak jest po tej drugiej stronie, nie przyciągać nieprzychylnych spojrzeń, nie dawać pożywki dla wszelkiej maści komentarzy i działań, skutecznie utrudniających życie. Znaleźć się gdzieś daleko, zniknąć… wtedy nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo za parę lat sama będzie pragnęła czegoś takiego, wskutek pewnego, wybitnie nieszczęsnego sabatu i wszystkiego, co się z tym wiązało.
Cóż, przyszłość kryła wiele zagadek i niespodzianek, nawet jeśli dysponowało się zdolnością pozwalającą przenikać zasłony losu.
- Osobiście też wątpię – przytaknęła. Może i był mugolakiem, może i mugolskie sprawy zapewne były mu znacznie bliższe niż czarodziejom, którzy zapatrzeni byli w to, co działo się w obrębie ich czarodziejskiego świata (no i halo, co to za głupota, ponad dwudziestu chłopa biegających po trawie i kopiących piłkę… jakby qudditch znacząco się od tego różnił, nie? Mniej osób, z dodatkiem miotły i piłek mających swoje własne życie, ale w ostatecznym rozrachunku…?) - I nawet nie dlatego, że miał nad głową gilotynę, jak to ładnie ująłeś, tylko… po co? Co miałby na tym zyskać, mogąc stracić tak naprawdę wszystko, gdyby tylko sprawa się rypnęła? Jakby… jako kto, kto nie jest czarodziejem od pokoleń, miał do udowodnienia znacznie więcej niż każdy inny Minister Magii – skwitowała, skupiając się ponownie na szkicu w notesie. Albo raczej „skupiając”; niby na niego patrzyła, a w praktyce jednocześnie zdawała się nie widzieć nakreślonych linii i tego, czego brakowało, żeby uznać rysunek za ukończony.
- Ukartowana? – parsknęła zaraz, kręcąc głową – Po co? Żeby nagle sparaliżować ministerstwo? Zirytować społeczeństwo? – zmarszczyła brwi. Nobby, Norbert… tak łatwo było zapomnieć, że Nobby to jedynie zdrobnienie, tak bardzo to określenie zlało się z osobą Leacha, jakby… jakby nigdy nie był kimś, a jedynie najzwyklejszym Nobbym, chłopakiem z sąsiedztwa. Tyle że żaden z niego pucołowaty chłopak, ganiający po drzewach.
- Nie wiem, dla mnie to nie ma sensu, chociaż... – obróciła długopis między palcami, zastukała nim lekko o podparcie fotela, ponownie przyglądając się Morpheusowi – Zasadnicze pytanie brzmi, kto by skorzystał, gdyby faktycznie to wszystko zostało ukartowane? – rzuciła z namysłem w głosie. No tak, brygadzistka, oczywiście że niemalże odruchowo zaczęła się zastanawiać, żeby nie powiedzieć wręcz: węszyć.