Geraldine jakoś nigdy specjalnie nie interesowała się w wte bardziej istotne sprawy rodzinne. Nie wymagano od niej tego. Robiła to, co potrafiła najlepiej. Jakoś tak wyszło, że zaangażowała się głównie w ten najbardziej podstawowy aspekt - czyli polowanie na zwierzęta. To jej wychodziło najlepiej. Nie należała do osób, które interesowały się polityką i wyższym dobrem. W przeciwieństwie do swojego brata. Może też dlatego nie do końca rozumiała to, że zajął się sprawami rodzinnymi w ministerstwie. Nie miała też zielonego pojęcia, jak wygląda kariera jej brata. Nie interesowało jej to jakoś szczególnie.
- Wiem, że bywało gorzej, jednak nie oznacza to, że powinieneś to ignorować.- Powinien zacząć o siebie dbać. Niby była to pierdoła, jednak po co się męczyć? Na całe szczęście Theon zajął się ręką, inaczej to ona musiałaby się w to zaangażować, a nie chciała mu się jakoś specjalnie narzucać. Mimo wszystko była tu gościem, to on był u siebie. Nie miała prawa czegokolwiek od niego tu wymagać.
Zauważyła, że nie spieszy się z odpowiedzią na pytanie, które mu zadała. To właściwie utwierdziło ją w tym, jaką drogą zamierza podążać. Nie do końca była z tego zadowolona. Wolałaby, żeby był bezpieczny, nie wychylał się. Jednak oni chyba nie do końca potrafili. Każde z nich nie miało oporu przed tym, żeby wspierać sprawy, które uważali za istotne. Tylko też, że patrzyli na świat w różny sposób, przez co na pewno spotkają się po dwóch stronach barykady.
- Nie wykluczam tego bracie.- Nie zamierzała udawać, że jest inaczej. - Odczep się od Thesa, ile razy mam Ci to powtarzać.- Nadal strasznie ją irytowały te ciągłe uszczypliwości. Nie zamierzała na nie pozwalać, choć było to trochę jak uderzanie głową w mur. Nikt z jej bliskich nie potrafił zrozumieć tej więzi, jaka połączyła ją z Fletcherem. - Mam swój rozum, nie sądziłam, że będę musiała Ci o tym przypominać.- Upiła łyk alkoholu ze szklanki.
-Moje sumienie zadecyduje o tym, jaką stronę wybiorę. W przeciwieństwie do Ciebie je posiadam.- Jednym haustem wypiła trunek ze szklanki. Nie zamierzała tutaj dłużej zostać. Wiedziała, że nic nie zdziała. Najwyraźniej jej brat już zadecydował. Szkoda tylko, że wybrał nie tę stronę którą powinien, pomimo tego, że się tego spodziewała czuła rozczarowanie. Nie chciała, żeby cokolwiek mu się stało, a miała świadomość, że poplecznicy Czarnego Pana będą ścigani. - Nic tu po mnie. Żegnaj.- Wstała z krzesła i się teleportowała.