Czyli nie mieli za łatwo. Nawet jeżeli Robert miałby zacząć pod czujnym okiem własnego oka, według jego słów, nie wskazywało to na żadną taryfę ulgową, a wręcz dodatkowe utrudnienie. Nie brzmiało to jak nic dobrego, ani rzecz, którą ktokolwiek chciałby przeżyć.
- Rozumiem - kiwnął lekko głową. Nie chciał drążyć, nie chciał dopytywać. Gdyby chciał o tym powiedzieć to przecież by powiedział, czyż nie? Nie było też co się dziwić - Ministerstwo może i dawało stabilną pracę oraz jakieś możliwości awansu ale czy to było coś co mogło zadowolić wszystkich? Na pewno nie.
Po pierwszych słowach Roberta odnośnie bycia samotnym rodzicem, Stanley zdziwił się. Wiedział jaki to trud? A więc też wychowywał sam dziecko? - Współczuję - odparł. W końcu to musiała być dla niego wielka strata, czyż nie? Stracić swoją drugą połówkę, osobę, którą się kochało i łączyło coś więcej - ślub. To już nie były przecież żarty, a poważne sprawy, tym bardziej dziecko - Mam nadzieję, że nie było, aż tak ciężko z córką... jak mogłoby być z synem - dodał. Z tego co mu się wydawało i jak rozmawiał ze swoimi koleżanki czy nawet damskimi reprezentantkami rodziny, wychowywanie córki było prostsze - brak bójek, brak większych kłopotów, dobre wyniki naukowe... No czego człowiek mógł chcieć więcej?
To akurat było całkiem logiczne i proste. Mógł od razu o tym wspomnieć ale wolał się upewnić i powiedzieć o tym, o czym jego rozmówca chciał słuchać, niż po prostu gadać dla samego faktu gadania. Borgin był gotów, aby odpowiedzieć o tym o czym wspomniał Robert ale się zdziwił. I to wręcz bardzo - Nicholas Travers? Ten Nicholas? - uniósł zdziwione brwi - No ładnie, ładnie... - przejechał dłonią po twarzy - To odpowiedź na te pytania... była na wyciągnięcie dłoni? Bliżej, niż się mogłem tego spodziewać? - zapytał Roberta retorycznie - Nicholas to mój krewniak. Daleki... ale nadal krewniak. Nie widujemy się jakoś często ale mamy jakiś kontakt, większy czy mniejszy - westchnął, biorąc łyka alkoholu. Stanley nie mógł też winić Traversa o to wszystko. Nie miał on przecież pojęcia, że ten poszukuje swojego ojca. Wszystkie elementy układanki ukazywały, że łączy ich więcej, niż by się mogli spodziewać.
- Ale wróćmy do odpowiedzi na zadane pytania... Zainteresowania? Hmm... - zastanowił się przez moment - Na pewno w dużym stopniu Quidditch pod względem kibicowania, wszak nie bardzo potrafię latać na miotle, więc nie pozostało mi nic innego jak zostanie po prostu kibicem. Wybór oczywiście prosty i oczywisty, Zjednoczeni z Puddlemere. Głównie za sprawą Notta, ich szukającego, as jakich mało - wytłumaczył - A po za tym to obrona przed czarną magią. Jakoś tak złapała mnie zajawka w szkole i kontynuuję to do dzisiaj. Trochę... - zawahał się przez moment - Sztuką? Muzyką? Trochę tak - wziął łyk trunku - A plany... tu trochę trudniej. Zbieram się powoli, aby podejść do egzaminu Aurorskiego bo całe szkolenie mam za sobą i tylko końcowe testy mi pozostały. Mój kolega po fachu, niejako mentor z Biura Aurorów, Chester już mi nie raz wspominał, ani nie dwa, że powinienem to skończyć ale tak jakoś nie mam na razie czasu ani chęci aby to zrobić. Może się trochę zasiedziałem w tym BUMie? Pewnie tak ale to też dlatego, że dopiero się rozgrzewam po powrocie do Ministerstwa - przyznał - Z planów na najbliższy czas to głównie tyle. Nic jakoś szczególnie nie planuję w przyszłość, bo potem nie wychodzi albo los rzuca kłody pod nogi i tak to jest właśnie - skwitował. Na całe szczęście nie musiał odpowiadać na trzecie pytanie, więc skorzystał z prawa, które zostało mu przedstawione. Do wszystkiego dojdą małymi krokami, więc prędzej czy później, Robert i tak się dowie. To tak zawsze działało.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972