Ewidentnie nie była to typowe spotkanie na kawkę, wszak tej nawet nie było podanej przy stole. Do najprzyjemniejszych rozmów to ona nie należała, zwłaszcza kiedy należało zważać na słowa i starać się rozgryźć drugą osobę. Stanley był na ziemi, tutaj. Nie wybiegał z dala w przyszłość, bo nie miał pojęcia jak to się dla niego zakończy.
- Hmmm... Trzydziesty kwietnia oraz pierwszy maja... - powtórzył po Harper, skupiając pełnie swojej uwagi na jej własnej osobie - Nic nie przykuło mojej uwagi i nic nie wzbudziło moich podejrzeń. W końcu też... Nie patrzę cały czas czy ktoś coś przynosi, czy ktoś się nie kręci... Mamy swoje obowiązki do wykonania przecież - wyjaśnił bez zawahania - Obawiam się więc, że nie mogę w tej kwestii za dużo powiedzieć bo po prostu nie posiadam wystarczająco dużo informacji - dodał, kładąc dłonie na blacie, aby następnie stuknąć parokrotnie palcami - Bardzo chciałbym pomóc ale nie bardzo mam jak w zaistniałej sytuacji - stwierdził, opierając się plecami na krześle - Może mogę inaczej pomóc, niż tak? Istnieje taka możliwość? - zaproponował. W końcu mógł się przydać w innej kwestii, skoro tutaj "nie miał" żadnej wiedzy. Czy nie grali z Harper do jednej bramki? Czy nie chcieli ująć tego, który był odpowiedzialny za to wszystko co wydarzyło się na Beltane? Oczywiście, że chcieli - byli funkcjonariuszami, pilnowali bezpieczeństwa, służyli, chronili i pomagali społeczeństwu. Tak przynajmniej było kiedy przywdziewali swoje mundury, a kiedy je zdejmowali? No cóż... tutaj sprawa wyglądała całkowicie inaczej, niż można byłoby się spodziewać.
Borgin zdawał sobie sprawę, że to co powiedział nie było prawdą ale musiał się trzymać swojej narracji, którą przyjął na to spotkanie - najpierw próba kłamstwa, a dopiero później ewentualne powiedzenie prawdy, taka była kolejność rzeczy. Tylko czy to brzmiało wystarczająco przekonująco dla Moody? I czy to wystarczyło, aby był w stanie ujść stąd jako jeszcze wolny człowiek?
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972