24.12.2023, 19:17 ✶
Kiwnęła jedynie głową, z dość ponurą miną. Najwyraźniej trafiły na sporą i bardzo podejrzaną grupę. Jednorożce? Konszachty z czarnoksiężnikami, na odległość cuchnącymi czarną magią? I wreszcie smoki? Niby nieprawdopodobne, ale właśnie… takie „komponenty” były sporo warte.
– Trudno powiedzieć. Wiedziałam, że obóz raczej będzie pusty. Myślałam, że zwinęli się stąd przez nas, ale może nic do nich nie dotarły i odeszli, bo dostali, czego chcieli? A jeśli mieli całego smoka, jedna mała łuska mogła niewiele dla nich znaczyć… – powiedziała jeszcze Brenna, nim skoczyła w dół.
Najwyraźniej myśli Victorii biegły podobnym torem do tego, na jaki zabłądził umysł Brenny, bo zająknęła się właśnie dlatego: pomyślała, że kłusownicy mogli zabrać młode i zostawić dorosłą samicę, a potem umknąć. Oszczędzali sobie starcia z dorosłym smokiem, pisklęta zaś mogli podkarmić, poczekać aż podrosną – na tyle, by miały więcej krwi, większe serca, twardsze łuski, ale nie na tyle, aby stały się naprawdę niebezpieczne.
Ewentualnie zrezygnowali ze smoczycy, bo dotarły do nich informacje o tym, że ktoś dookoła nich węszy.
– Szlag. Wracamy – zgodziła się bez oporów. Zrezygnowała nawet z robienia kolejnych zdjęć do materiałów dowodowych, porwała jedynie fragment skorupki jajka. Tego też lepiej byłoby nie robić, ale nie ściągnie przecież ekipy do smoczej jaskini. Gdyby zresztą chociaż podejrzewała, że mogło chodzić o smoki, na pewno nie weszłyby tutaj we dwie! Brenna, wbrew pozorom, nie była przecież absolutnie pozbawiona instynktu samozachowawczego. Wbrew temu, co twierdził jej brat. Bo teraz uznała za świetny pomysł natychmiastowe wycofanie się.
Wyciągnęła różdżkę i pchnęła pośpiesznie jeden z pobliskich kamieni pod półkę skalną, z której dopiero co zeskoczyła, a potem z rozbiegu wskoczyła na niego.
– Podsadzę cię – zaproponowała, bo sama była wyższa i na upartego mogła wspiąć się z tego głazu na górę.
Mniej więcej sekundę po tym, jak to powiedziała… ich uszu dobiegł dźwięk trudny do pomylenia z jakimkolwiek innym. Nawet jeżeli nigdy wcześniej się go nie słyszało, dało się instynktownie zrozumieć, co nadciąga.
To był ryk smoka.
– Trudno powiedzieć. Wiedziałam, że obóz raczej będzie pusty. Myślałam, że zwinęli się stąd przez nas, ale może nic do nich nie dotarły i odeszli, bo dostali, czego chcieli? A jeśli mieli całego smoka, jedna mała łuska mogła niewiele dla nich znaczyć… – powiedziała jeszcze Brenna, nim skoczyła w dół.
Najwyraźniej myśli Victorii biegły podobnym torem do tego, na jaki zabłądził umysł Brenny, bo zająknęła się właśnie dlatego: pomyślała, że kłusownicy mogli zabrać młode i zostawić dorosłą samicę, a potem umknąć. Oszczędzali sobie starcia z dorosłym smokiem, pisklęta zaś mogli podkarmić, poczekać aż podrosną – na tyle, by miały więcej krwi, większe serca, twardsze łuski, ale nie na tyle, aby stały się naprawdę niebezpieczne.
Ewentualnie zrezygnowali ze smoczycy, bo dotarły do nich informacje o tym, że ktoś dookoła nich węszy.
– Szlag. Wracamy – zgodziła się bez oporów. Zrezygnowała nawet z robienia kolejnych zdjęć do materiałów dowodowych, porwała jedynie fragment skorupki jajka. Tego też lepiej byłoby nie robić, ale nie ściągnie przecież ekipy do smoczej jaskini. Gdyby zresztą chociaż podejrzewała, że mogło chodzić o smoki, na pewno nie weszłyby tutaj we dwie! Brenna, wbrew pozorom, nie była przecież absolutnie pozbawiona instynktu samozachowawczego. Wbrew temu, co twierdził jej brat. Bo teraz uznała za świetny pomysł natychmiastowe wycofanie się.
Wyciągnęła różdżkę i pchnęła pośpiesznie jeden z pobliskich kamieni pod półkę skalną, z której dopiero co zeskoczyła, a potem z rozbiegu wskoczyła na niego.
– Podsadzę cię – zaproponowała, bo sama była wyższa i na upartego mogła wspiąć się z tego głazu na górę.
Mniej więcej sekundę po tym, jak to powiedziała… ich uszu dobiegł dźwięk trudny do pomylenia z jakimkolwiek innym. Nawet jeżeli nigdy wcześniej się go nie słyszało, dało się instynktownie zrozumieć, co nadciąga.
To był ryk smoka.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.