25.12.2023, 11:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.12.2023, 11:53 przez Brenna Longbottom.)
rzuty
- Tu się nie da teleportować!!! - przypomniała Brenna na propozycję Victorii. Teleportacja byłaby faktycznie najlepszym wyjściem, ale kłusownicy otoczyli okolicę zaklęciami, które to uniemożliwiały, by chronić się przed niespodziewanymi gośćmi... dlatego się tutaj wspinały.
Istniała niby szansa, że działał tylko z jednej strony, ale tym razem miały pecha. Czar sięgał także okolic wejścia do tunelu, którym się tu dostały. Dało się teleportować w samej grocie i pod skarpę, ale już nie pod wejście do korytarza.
Czy zaczynała ją ogarniać pewna panika? Owszem. Nie była osobą, która nie wie, czym jest strach, a w obliczu smoka, rozwścieczonego tym, że odebrano mu młode, chyba nawet najodważniejszy poczułby, że po kręgosłupie przebiegają mu zimne dreszcze. Ale nie ruszyła się. Przecież nie było mowy, żeby zostawiła Victorię, bo tak, ta nie spłonie, ale już wizja jej pożeranej przez smoka była w głowie Brenny nadzwyczaj plastyczna.
Musiała coś zrobić.
W myśl zasady, że lepiej zapobiegać niż leczyć, a w tym wypadku lepiej zapobiec wejściu smoka do środka niż tłuc się ze smokiem, machnęła różdżką w stronę wejścia, sięgając po czar, z którym ostatnio eksperymentowała. Kamienie zaczęły nadbudowywać się jeden na drugim, zagradzając wejście do jaskini. Ledwo sekundę później po drugiej stronie rozległ się kolejny ryk, znacznie bliższy, a potem odgłos uderzenia, kiedy smocza matka z furią zaatakowała przeszkodę. Było raczej jasne, że nieważne, jak potężny był to czar – dawał im co najwyżej kilkanaście dodatkowych sekund przewagi.
- Tu się nie da teleportować!!! - przypomniała Brenna na propozycję Victorii. Teleportacja byłaby faktycznie najlepszym wyjściem, ale kłusownicy otoczyli okolicę zaklęciami, które to uniemożliwiały, by chronić się przed niespodziewanymi gośćmi... dlatego się tutaj wspinały.
Istniała niby szansa, że działał tylko z jednej strony, ale tym razem miały pecha. Czar sięgał także okolic wejścia do tunelu, którym się tu dostały. Dało się teleportować w samej grocie i pod skarpę, ale już nie pod wejście do korytarza.
Czy zaczynała ją ogarniać pewna panika? Owszem. Nie była osobą, która nie wie, czym jest strach, a w obliczu smoka, rozwścieczonego tym, że odebrano mu młode, chyba nawet najodważniejszy poczułby, że po kręgosłupie przebiegają mu zimne dreszcze. Ale nie ruszyła się. Przecież nie było mowy, żeby zostawiła Victorię, bo tak, ta nie spłonie, ale już wizja jej pożeranej przez smoka była w głowie Brenny nadzwyczaj plastyczna.
Musiała coś zrobić.
W myśl zasady, że lepiej zapobiegać niż leczyć, a w tym wypadku lepiej zapobiec wejściu smoka do środka niż tłuc się ze smokiem, machnęła różdżką w stronę wejścia, sięgając po czar, z którym ostatnio eksperymentowała. Kamienie zaczęły nadbudowywać się jeden na drugim, zagradzając wejście do jaskini. Ledwo sekundę później po drugiej stronie rozległ się kolejny ryk, znacznie bliższy, a potem odgłos uderzenia, kiedy smocza matka z furią zaatakowała przeszkodę. Było raczej jasne, że nieważne, jak potężny był to czar – dawał im co najwyżej kilkanaście dodatkowych sekund przewagi.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.