25.12.2023, 17:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.12.2023, 17:36 przez Mavelle Bones.)
- Ja jeżdżę jak szaleniec? Ja? Tyle lat jeżdżę i ani razu wypadku nie miałem, dopóki się nie napatoczyłem na was! – zacietrzewił się, gestami dość dobitnie pokazując, jakich „was” miał na myśli. Znaczy się, nie wyglądało, żeby miał zamiar wziąć na siebie choć odrobinę winy. Choć może powinien, biorąc pod uwagę, ze istniały całkiem spore rzesze świadków, którzy mogli potwierdzić, jak wariacko potrafił jeździć Vesper.
Naprawdę, cud, że jak do tej pory jeszcze się nie rozbił. A chyba jeszcze większy cud, że w Błędnym nie znajdował się żaden pasażer! Delikatnie mówiąc, zapewne nie odbyłoby się wtedy bez większego sprzątania i wzywania kolejnych służb. Bardzo delikatnie mówiąc. Tak że chyba sami bogowie musieli maczać w tym palce.
Postawienie autobusu na „nogi” nie było takim znowu prostym zadaniem, biorąc pod wagę, że małe to-to nie było i lekkie tym bardziej nie. Ale „odrobina” wysiłku, pracy zespołowej i… koniec końców, udało się Błędnego postawić! Tylko jeszcze kwestia tej przedniej szyby i cyk, można szaleć, jak wcześniej, po drogach. I wpadać na innych podróżników.
Czujne spojrzenie Bones spoczęło na wszystkich, z którymi przyszło jej rozmawiać; nie omieszkała też ponownie zerknąć na otoczenie. To na wehikuł Vespera, to na pojazd cyrkowców. No tak, oczywiście, jeden będzie zwalał winę na drugiego, czego dowodem były zeznania stojące w sprzeczności. Bo przecież…
- Ta, tylko po prostu jechaliście, raczej WJECHALIŚCIE mi prosto pod koła! Ne mówiąc już o tym, że znacznie przekroczyliście prędkość! – kolejny dość żywiołowy protest, który bynajmniej nie przybliżał do rozstrzygnięcia sprawy, ani o krok.
Wyciągnęła notes z nieprzeniknionym wyrazem twarzy, po czym dość niespodziewanie się uśmiechnęła.
- Panie… Milo, tak? Rozumiem, że uważa pan to za stratę czasu, ale obawiam się, że to jednak nie jest coś, na co mogę przymknąć oko i pozostawić to wszystko wam – stwierdziła, a w jej głosie przebrzmiały jednak ostrzegawcze nuty. Czy lubiła cyrk? Hm, kto cyrku nie lubił, jak się tak zastanowić? Ale jednak tu wchodziła próba przekupstwa i… nie, coś takiego jednak nie sprawiało, że chciało się odpuścić, wręcz przeciwnie – drążyć jeszcze bardziej.
Bo to oznaczało, że coś się ukrywa… z drugiej strony, wartość tej łapówki była na tyle niska, że w zasadzie traktowanie tej oferty jako przekupstwa brzmiało wręcz śmiesznie.
- Co się stało waszemu kierowcy? – spytała już łagodniej, niemalże troskliwie. Generalnie ta wzmianka mocno świadczyła o tym, iż zdecydowanie nie mogła się zawinąć ot tak, już pomijając, że samo przekraczanie prędkości w świetle prawa nie było znowu takie mile widziane – Chciałabym z nim porozmawiać. I dokładniej się przyjrzeć waszym pojazdom – stwierdziła, z wyraźnym zamiarem skierowania się w stronę… hm, wyglądało na to, że wehikułu Bellów. Ot, obejrzeć pojazd, zerknąć do kabiny, popatrzeć na to, co było widać (lub nie) na drodze za nim…
… chyba że ktoś tu postanowi jednak zatrzymać ją w miejscu?
- Swoją drogą, pańska wersja, panie Owen? Coś więcej niż „wjechali pod koła”? – zagadnęła kierowcę Błędnego.
Naprawdę, cud, że jak do tej pory jeszcze się nie rozbił. A chyba jeszcze większy cud, że w Błędnym nie znajdował się żaden pasażer! Delikatnie mówiąc, zapewne nie odbyłoby się wtedy bez większego sprzątania i wzywania kolejnych służb. Bardzo delikatnie mówiąc. Tak że chyba sami bogowie musieli maczać w tym palce.
Postawienie autobusu na „nogi” nie było takim znowu prostym zadaniem, biorąc pod wagę, że małe to-to nie było i lekkie tym bardziej nie. Ale „odrobina” wysiłku, pracy zespołowej i… koniec końców, udało się Błędnego postawić! Tylko jeszcze kwestia tej przedniej szyby i cyk, można szaleć, jak wcześniej, po drogach. I wpadać na innych podróżników.
Czujne spojrzenie Bones spoczęło na wszystkich, z którymi przyszło jej rozmawiać; nie omieszkała też ponownie zerknąć na otoczenie. To na wehikuł Vespera, to na pojazd cyrkowców. No tak, oczywiście, jeden będzie zwalał winę na drugiego, czego dowodem były zeznania stojące w sprzeczności. Bo przecież…
- Ta, tylko po prostu jechaliście, raczej WJECHALIŚCIE mi prosto pod koła! Ne mówiąc już o tym, że znacznie przekroczyliście prędkość! – kolejny dość żywiołowy protest, który bynajmniej nie przybliżał do rozstrzygnięcia sprawy, ani o krok.
Wyciągnęła notes z nieprzeniknionym wyrazem twarzy, po czym dość niespodziewanie się uśmiechnęła.
- Panie… Milo, tak? Rozumiem, że uważa pan to za stratę czasu, ale obawiam się, że to jednak nie jest coś, na co mogę przymknąć oko i pozostawić to wszystko wam – stwierdziła, a w jej głosie przebrzmiały jednak ostrzegawcze nuty. Czy lubiła cyrk? Hm, kto cyrku nie lubił, jak się tak zastanowić? Ale jednak tu wchodziła próba przekupstwa i… nie, coś takiego jednak nie sprawiało, że chciało się odpuścić, wręcz przeciwnie – drążyć jeszcze bardziej.
Bo to oznaczało, że coś się ukrywa… z drugiej strony, wartość tej łapówki była na tyle niska, że w zasadzie traktowanie tej oferty jako przekupstwa brzmiało wręcz śmiesznie.
- Co się stało waszemu kierowcy? – spytała już łagodniej, niemalże troskliwie. Generalnie ta wzmianka mocno świadczyła o tym, iż zdecydowanie nie mogła się zawinąć ot tak, już pomijając, że samo przekraczanie prędkości w świetle prawa nie było znowu takie mile widziane – Chciałabym z nim porozmawiać. I dokładniej się przyjrzeć waszym pojazdom – stwierdziła, z wyraźnym zamiarem skierowania się w stronę… hm, wyglądało na to, że wehikułu Bellów. Ot, obejrzeć pojazd, zerknąć do kabiny, popatrzeć na to, co było widać (lub nie) na drodze za nim…
… chyba że ktoś tu postanowi jednak zatrzymać ją w miejscu?
- Swoją drogą, pańska wersja, panie Owen? Coś więcej niż „wjechali pod koła”? – zagadnęła kierowcę Błędnego.