Uśmiech tlił się na jego ustach, gdy obserwował Paskudę i to jak wcinała ciastka zapijając kawą. Słuchał jej uważnie, ale skupiał się tylko na procesie wsuwania przez nią ciastek. Gdy zaproponowała mu ciastko wyciągnął dla siebie jedno i wcisnął sobie w usta. Chciałby dorwać tych niedobitków, ale nie miał zamiaru działać na własną rękę, bo wiedział, że Longbottom by go zjadła, więc miał zamiar po prostu znowu wciskać się tam, gdzie nie było jego miejsce.
– Paskudo, mam cię kurwa nakarmić? Nie mogę już na to patrzeć – prychnął i sięgnął do opakowania z ciastkami, aby wyjąć jedno i wcisnąć jej go do buzi. Matko święta. Jak ona mogła w ten sposób żyć. Sam nie lubił jeść w biegu, ale za słodyczami bardzo przepadał. Znał osoby, które nie tykały słodyczy, ale ciastka nigdy nie odmówił. Najlepsze były te czekoladowe i kruche, albo z takim dżemikiem w środku. – Podejrzewasz, gdzie mogliby się po…
Spojrzał w kierunku gościa, który zaszedł mu drogę i zaczął zadawać mu pytanie. Uniósł brew ku górze i spróbował go wyminąć totalnie ignorując jego obecność. Chciał kontynuować rozmowę z Brenną, ale dziennikarz nie odpuszczał.
– Abraham Lincoln, nie będę się wypowiadać na żaden temat – odpowiedział mu i złapał go delikatnie za ramiona i przesunął na bok, aby zszedł mu z drogi.