25.12.2023, 23:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.12.2023, 12:40 przez Brenna Longbottom.)
Brenna byłaby szalenie zdziwiona, gdyby poznała zdanie Stanleya Borgina na swój temat. Nie dlatego, że jej nie lubił - w końcu na pewno było sporo osób, które miały dość jej gadania, dość jej bieganiny, dość luźnego podejścia, jakie prezentowała poza momentami, gdy kogoś przesłuchiwała lub rozmawiała o sprawach biznesowych z obcymi - ale dlatego, że zakładał, że mogłaby mu wybić zęby.
To znaczy, bardzo chętnie by to zrobiła.
Ale przecież niekoniecznie dałaby radę, a poza tym mogłaby przysiąc, że większości ludzi jawiła się raczej albo jako nieszkodliwy pajac, wkurzający pajac lub sympatyczna dziewczyna z sąsiedztwa, nie ktoś groźny.
Cisnęło się jej na usta, że gdyby podejrzany wlazł w te tentakule, to zostawiłby tu po sobie resztki własnego ciała. Nie powiedziała tego jednak, bo nie była jego przełożoną, on nie był jej kolegą i bo musiała - zachowywać - się - uprzejmie.
- Nie ugryzła cię? - zapytała więc tylko, przyglądając się poruszającym się pędom.
Nie to, że byłoby jej przykro, gdyby taka tentakula faktycznie go użarła. Niestety, gdyby Stanley tutaj umarł, musiałaby potem gęsto się tłumaczyć.
...chyba że na ręku miał mroczny znak. Och, gdyby była stu procentowo pewna, że tak jest, to sama wepchnęłaby go w te roślinki, ale niestety, nie miała takiej pewności...
- To wilcza jagoda - powiedziała niemal łagodnie, widząc, koło czego zatrzymał się Stanley. Rozpoznała roślinę głównie dlatego, że omal kiedyś nie najadła się tych jagód, ale na szczęście powstrzymał ją wujek Morpheus. Obok rosły jakieś jeszcze roślinki, w których ktoś bardziej obeznany niż Brenna rozpoznałby trujące zielska, a jeszcze dalej kąsającą kapustę - ale tej Longbottom nie potrafiła rozpoznać. Tabliczek zapewne nie było, bo jedyną osobą tu bywającą, był właściciel tego miejsca... - Wytyczyli jego prawdopodobną drogę, raczej nie przebiegł ścieżką tutaj.
...prawdopodobnie dlatego, że nie chciał wbiec w trujące tentakule.
Niemożliwe, żeby na to nie wpadł, prawda?
Brenna zrozumiała, że Stanley robił jej zwyczajnie na złość. Robił wszystko, aby pominąć te cholerne storczyki i ich nie sprawdzić. Musiało chodzić o to. Chciał ją rozzłościć albo przedłużyć całe postępowanie. Nie pozwoliła sobie jednak na okazanie irytacji z tego powodu. Mogłaby go w teorii ochrzanić albo wspomnieć o tym w raporcie, miała w końcu uprawniony powód, utrudniał śledztwo, ale przecież miała być Miła dla Stanleya Borgina. A reagowanie na tę ewidentną zaczepkę tylko go zachęci.
Tacy ludzie jak on w końcu byli urodzonymi draniami.
– Cóż, na razie wiemy tylko, którędy biegł, oceniając po stratowanych roślinkach. Nie mamy nic podejrzanego poza, oczywiście, ciałem. To jest bardzo podejrzane. I wiemy, że z kimś się spotkał – oświadczyła, odwracając się i sama ruszając w stronę tych nieszczęsnych, zadeptanych storczyków, które znajdowały się ledwo dwa metry na lewo, przy drugiej ścieżce. Zostawiając Borgina pomiędzy tentakulami, wilczą jagodą i kąsającą, chińską kapustą.
@Stanley Andrew Borgin
To znaczy, bardzo chętnie by to zrobiła.
Ale przecież niekoniecznie dałaby radę, a poza tym mogłaby przysiąc, że większości ludzi jawiła się raczej albo jako nieszkodliwy pajac, wkurzający pajac lub sympatyczna dziewczyna z sąsiedztwa, nie ktoś groźny.
Cisnęło się jej na usta, że gdyby podejrzany wlazł w te tentakule, to zostawiłby tu po sobie resztki własnego ciała. Nie powiedziała tego jednak, bo nie była jego przełożoną, on nie był jej kolegą i bo musiała - zachowywać - się - uprzejmie.
- Nie ugryzła cię? - zapytała więc tylko, przyglądając się poruszającym się pędom.
Nie to, że byłoby jej przykro, gdyby taka tentakula faktycznie go użarła. Niestety, gdyby Stanley tutaj umarł, musiałaby potem gęsto się tłumaczyć.
...chyba że na ręku miał mroczny znak. Och, gdyby była stu procentowo pewna, że tak jest, to sama wepchnęłaby go w te roślinki, ale niestety, nie miała takiej pewności...
- To wilcza jagoda - powiedziała niemal łagodnie, widząc, koło czego zatrzymał się Stanley. Rozpoznała roślinę głównie dlatego, że omal kiedyś nie najadła się tych jagód, ale na szczęście powstrzymał ją wujek Morpheus. Obok rosły jakieś jeszcze roślinki, w których ktoś bardziej obeznany niż Brenna rozpoznałby trujące zielska, a jeszcze dalej kąsającą kapustę - ale tej Longbottom nie potrafiła rozpoznać. Tabliczek zapewne nie było, bo jedyną osobą tu bywającą, był właściciel tego miejsca... - Wytyczyli jego prawdopodobną drogę, raczej nie przebiegł ścieżką tutaj.
...prawdopodobnie dlatego, że nie chciał wbiec w trujące tentakule.
Niemożliwe, żeby na to nie wpadł, prawda?
Brenna zrozumiała, że Stanley robił jej zwyczajnie na złość. Robił wszystko, aby pominąć te cholerne storczyki i ich nie sprawdzić. Musiało chodzić o to. Chciał ją rozzłościć albo przedłużyć całe postępowanie. Nie pozwoliła sobie jednak na okazanie irytacji z tego powodu. Mogłaby go w teorii ochrzanić albo wspomnieć o tym w raporcie, miała w końcu uprawniony powód, utrudniał śledztwo, ale przecież miała być Miła dla Stanleya Borgina. A reagowanie na tę ewidentną zaczepkę tylko go zachęci.
Tacy ludzie jak on w końcu byli urodzonymi draniami.
– Cóż, na razie wiemy tylko, którędy biegł, oceniając po stratowanych roślinkach. Nie mamy nic podejrzanego poza, oczywiście, ciałem. To jest bardzo podejrzane. I wiemy, że z kimś się spotkał – oświadczyła, odwracając się i sama ruszając w stronę tych nieszczęsnych, zadeptanych storczyków, które znajdowały się ledwo dwa metry na lewo, przy drugiej ścieżce. Zostawiając Borgina pomiędzy tentakulami, wilczą jagodą i kąsającą, chińską kapustą.
@Stanley Andrew Borgin
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.