26.12.2023, 17:50 ✶
Pierwsze ataki śmierciożerców
- Augustus & Vespera & Ulysses
Ama Magpie miała w swoim życiu sporo nieprzewidzianego pecha. Najpierw, pewnej grudniowej nocy, na jej drodze zmaterializował się (naprawdę się zmaterializował, jakby to była kwestia jakiejś magii!) trzymający śmierdzącego kapcia w pysku pies z dwoma ogonami, potem usłyszała trzask i zza rogu wypadł właściciel czworonoga. Między pierwszym a drugim wydarzeniem (dokładnie w trakcie tych najwyżej dziesięciu sekund) pośliznęła się na oblodzonym chodniku, siatka z zakupami wypadła jej z rąk a ona upadła i skręciła kostkę. Kolejne trzy godziny spędziła w szpitalu w towarzystwie próbującego ją rozbawić właściciela psa z dwoma ogonami. W taki oto sposób, po przeżyciu dwudziestu jeden lat we względnym spokoju, rozpoczął się dziwny romans Amy Magpie z jeszcze dziwniejszym Ciceronem Shafiqiem.
Była późna noc. Ulysses Rookwood nie doceniał romantyzmu czającego się w tej historii. Stał naprzeciwko niewielkiego domku Amy w mugolskiej części Londynu i patrzył beznamiętnie na rozwieszoną wokół drzwi świecącą girlandę. Była przymocowana trochę krzywo. Wieniec też wisiał krzywo. Ulysses zamknął oczy, próbując odegnać z głowy niechciany natłok myśli. A te były różne. Goniły dziwnymi szlakami i zahaczały o wiele tematów. Ot, na ten przykład: Czemu ludzie nie zadawali sobie nawet tyle trudu, by przymocować świąteczne dekoracje prosto? Czy ich nie drażnił ten brak symetrii? Czemu Ciceron nie usunął podwójnego ogona swojemu psidwakowi? Czemu nie zostawił mugolki zaraz po tym, jak zadbał o to, by trafiła do szpitala? Czemu wrócił do niej następnego dnia? Czemu wdał się w ten bezsensowny romans?
Zadanie, które otrzymał razem z Vesperą i Augustusem było dość proste: zróbcie porządek z Amą Magpie, pokażcie Czarodziejskiemu Światu, że śmierciożercy nie dopuszczą do istnienia takich związków. Czarodziej czystej krwi nie powinien spotykać się z mugolką. A Cicero miał w sobie tyle nieroztropności, że postanowił się nawet z nią zaręczyć. Przynajmniej takie chodziły plotki. W przyszłości pewnie chciał zabrudzić swoją czystą krew potomstwem z takim ścierwem.
Ulysses westchnął. Poprawił stojący kołnierz. Ubrany był całkiem zwyczajnie. Miał na sobie ciemny, długi, czarny płaszcz a pod nim nieśmiertelny garnitur. Z uwagi na pogodę, na to nieprzyjemne pomieszanie śniegu z deszczem, jego buty nie lśniły czystością (co go irytowało i jednocześnie sprawiało, że starał się za wszelką cenę o tym nie myśleć) a na głowie miał kaszkiet.
- Jedno z nas powinno zostać na czatach. Albo chociaż obserwować przez okno, czy Ciceron nie postanowi niespodziewanie odwiedzić kochanki – powiedział cicho. Myślami ciągle błądził wokół Amy, wokół jej ciemnej, hebanowej skóry, kręcących się czarnych jak smoła włosów i dużych, migdałowatych oczu. Irytowała go myśl, że weszła w drogę głupiemu czarodziejowi. I jak rozumiał hierarchię krwi, którą głosił ich ojciec, tak dalej uważał, że z tej dwójki to Shafiq zasługiwał na karę. – Myślę, że już czas poznać Amę Magpie.