26.12.2023, 22:01 ✶
Odetchnęła z ulgą, gdy Avelina zapewniła, że stara się trzymać od Augustusa z daleka. Cieszyło ją to, bo naprawdę uważała, że to absolutnie nie jest mężczyzna dla przyjaciółki. Nie tylko dlatego, że miał żonę i dzieci - ale głównie dlatego, że był... No, sobą. Składał jej niemoralne propozycje, próbował wymusić zostanie kochanką. Tylko zły człowiek robi coś takiego.
- Nie mam problemów sercowych! Po prostu to wszystko jest cholernie skomplikowane i boję się, że się wygłupię - mruknęła, odruchowo unosząc dłoń do włosów. Przeczesała rude pukle z cichym westchnięciem. - Możliwe, że go kojarzysz, pracuje w Esach i Floresach. Ma na imię Tristan, a poznałam go, jak wpadłam tam i zaczęłam go błagać, by załatwił mi książki dla mojej matki. Te, z zakupem których zwlekałam tydzień, bo zapomniałam. Trochę niezręcznie wtedy wyszło, mam wrażenie, że miał ochotę się przede mną schować.
Zaśmiała się cicho, tylko z lekka odczuwając żenadę na myśl o ich pierwszym spotkaniu. Wygłupiła się, ale w jej przypadku to nie była żadna nowość.
- Nie lubię, gdy masz rację. Ale tak, już raz się tak męczyłam i nie chcę powtórki - drgnęła, gdy przypomniała sobie dość... intensywne rozstanie z Laurentem. Wtedy też postanowiła postawić wszystko ja jedną kartę. I się bardzo kiepsko skończyło - chociaż czy na pewno? W sumie Prewett wyleczył ją trochę z zakochiwania się w nieodpowiednich facetach. CHYBA. Bo przecież mogła ulokować teraz swoje uczucia u osoby, która myśli o niej po prostu jak o przyjaciółce.
Widząc na swojej drodze ducha, uniosła brwi.
- A ty co tu robisz? - zapytała odruchowo, chociaż chyba nie spodziewała się odpowiedzi. A potem nagle okropnie rozbolała ją głowa, a świat przed oczami jej zawirował. Nagle znowu była w Hogwarcie. Z ciekawością rozejrzała się po murach szkoły, gdy dostrzegła Avelinę, tylko dużo młodszą. Z niedowierzaniem przeniosła wzrok z dorosłej Aveliny na tę młodszą, gdy nagle do łazienki wparował Rookwood. Obserwowała tę wymianę zdań ze stoickim wręcz spokojem, a gdy wróciły do rzeczywistości, prychnęła.
- Och, wow, był dupkiem od zawsze, nie przyszło mu to z wiekiem, cóż za zaskoczenie, doprawdy. Szkoda że mu nie dałaś w pysk albo nie wyszorowałaś jęzora mydłem za tę szlamę - wcale nie była zaskoczona. Spojrzała ostro na zjawę. Nienawidziła tego przezwiska - było obraźliwe, nieprawdziwe i dostawała furii, gdy ktoś się wyrażał w ten sposób o kimkolwiek. Jeśli wcześniej nie lubiła Augustusa, teraz go wręcz nienawidziła. - Mała, spierdalaj, bo jak znowu namieszasz mojej przyjaciółce w głowie...
To w sumie co? Jak się biło duchy? Nie miała pojęcia, ale chciała chociaż zjawę przestraszyć i zrobiła w jej stronę kilka kroków.
- Nie mam problemów sercowych! Po prostu to wszystko jest cholernie skomplikowane i boję się, że się wygłupię - mruknęła, odruchowo unosząc dłoń do włosów. Przeczesała rude pukle z cichym westchnięciem. - Możliwe, że go kojarzysz, pracuje w Esach i Floresach. Ma na imię Tristan, a poznałam go, jak wpadłam tam i zaczęłam go błagać, by załatwił mi książki dla mojej matki. Te, z zakupem których zwlekałam tydzień, bo zapomniałam. Trochę niezręcznie wtedy wyszło, mam wrażenie, że miał ochotę się przede mną schować.
Zaśmiała się cicho, tylko z lekka odczuwając żenadę na myśl o ich pierwszym spotkaniu. Wygłupiła się, ale w jej przypadku to nie była żadna nowość.
- Nie lubię, gdy masz rację. Ale tak, już raz się tak męczyłam i nie chcę powtórki - drgnęła, gdy przypomniała sobie dość... intensywne rozstanie z Laurentem. Wtedy też postanowiła postawić wszystko ja jedną kartę. I się bardzo kiepsko skończyło - chociaż czy na pewno? W sumie Prewett wyleczył ją trochę z zakochiwania się w nieodpowiednich facetach. CHYBA. Bo przecież mogła ulokować teraz swoje uczucia u osoby, która myśli o niej po prostu jak o przyjaciółce.
Widząc na swojej drodze ducha, uniosła brwi.
- A ty co tu robisz? - zapytała odruchowo, chociaż chyba nie spodziewała się odpowiedzi. A potem nagle okropnie rozbolała ją głowa, a świat przed oczami jej zawirował. Nagle znowu była w Hogwarcie. Z ciekawością rozejrzała się po murach szkoły, gdy dostrzegła Avelinę, tylko dużo młodszą. Z niedowierzaniem przeniosła wzrok z dorosłej Aveliny na tę młodszą, gdy nagle do łazienki wparował Rookwood. Obserwowała tę wymianę zdań ze stoickim wręcz spokojem, a gdy wróciły do rzeczywistości, prychnęła.
- Och, wow, był dupkiem od zawsze, nie przyszło mu to z wiekiem, cóż za zaskoczenie, doprawdy. Szkoda że mu nie dałaś w pysk albo nie wyszorowałaś jęzora mydłem za tę szlamę - wcale nie była zaskoczona. Spojrzała ostro na zjawę. Nienawidziła tego przezwiska - było obraźliwe, nieprawdziwe i dostawała furii, gdy ktoś się wyrażał w ten sposób o kimkolwiek. Jeśli wcześniej nie lubiła Augustusa, teraz go wręcz nienawidziła. - Mała, spierdalaj, bo jak znowu namieszasz mojej przyjaciółce w głowie...
To w sumie co? Jak się biło duchy? Nie miała pojęcia, ale chciała chociaż zjawę przestraszyć i zrobiła w jej stronę kilka kroków.