27.12.2023, 11:39 ✶
Rzuty na to, czy dziewczyny zdążą zwiać bez problemu...
Na poobijanie i poparzenie Bren
Brennie nie trzeba było powtarzać dwa razy. Gdyby był z nią ktoś inny, może by protestowała albo próbowała wyczarowywać ochronne tarcze, ale Victoria Lestrange już jako dzieciak wzbudzała w Brennie ogromną zazdrość, bo mogła włożyć rękę do ogniska, a jej ta sztuczka nigdy nie wychodziła. Rzuciła się do wejścia do korytarza, tyle że...
...chociaż była szybka, to ogień był szybszy od niej.
Strumień płomieni przemknął przez jaskinię. Gdyby nie przedziwna odporność na płomienie Parkinsonów, Victoria zapewne by tego nie przeżyła, a sama Brenna - została dość paskudnie poparzona. Teraz jednak, gdy Lestrange pchnęła ją własnym ciałem ku wejściu do tunelu, skończyło się tak, że obie wpadły do środka. Ogień podpalił ubranie na plecach i ramionach Victorii, nie czyniąc jej samej krzywdy, a gorący podmuch poparzył nieco bok Brenny, chociaż fakt, że przyjaciółka przyjęła na siebie główne uderzenie i zbiła ją z nóg, ochronił ją przed poważniejszymi oparzeniami.
Upadając w dół rozdarła spodnie, poobijała oba kolana, pokaleczyła dłonie i jeszcze walnęła głową o podłoże, aż zobaczyła przed oczyma wszystkie gwiazdy, ale żyła. Obie żyły.
Otaczał je zapach siarki i spalenizny: przypalonego materiału z ubrania Victorii.
- Tori... ty płoniesz - wymamrotała, wczołgując się głębiej do tunelu i sięgając po różdżkę. Dłoń jej nieco drżała, ponieważ gryfońska odwaga (czy też głupota) gryfońską odwagą, ale nie codziennie smok zionie na ciebie ogniem, a twoja koleżanka staje w płomieniach. Machnęła różdżką, próbując wygasić ogień, bo chociaż ten może i nie miał naruszyć skóry Victorii, zakładała, że kobieta wolałaby nie występować tego wieczora w charakterze żywej pochodni. – Ja pierdolę, gonił nas smok, nikt nam nie uwierzy – podsumowała, uśmiechając się nieco szaleńczo. Bo... no skoro przeżyły, to w tej chwili zdawało się jej to prawie zabawne. Mimo tego, że będzie czekało ją bardzo, bardzo dużo roboty, bo powinna teraz zabrać się za szukanie tych drani i piskląt, zanim się ich pozbędą. Dźwignęła się na nogi, chociaż kolana trochę zaprotestowały, a poparzony bok dał się we znaki. Oj, będzie musiała użyć maści na poparzenia od Nory... – Spadajmy w głąb, zanim ta pani wpadnie na to, żeby zionąć ogniem do środka tunelu. Nic ci nie jest?
Na poobijanie i poparzenie Bren
Brennie nie trzeba było powtarzać dwa razy. Gdyby był z nią ktoś inny, może by protestowała albo próbowała wyczarowywać ochronne tarcze, ale Victoria Lestrange już jako dzieciak wzbudzała w Brennie ogromną zazdrość, bo mogła włożyć rękę do ogniska, a jej ta sztuczka nigdy nie wychodziła. Rzuciła się do wejścia do korytarza, tyle że...
...chociaż była szybka, to ogień był szybszy od niej.
Strumień płomieni przemknął przez jaskinię. Gdyby nie przedziwna odporność na płomienie Parkinsonów, Victoria zapewne by tego nie przeżyła, a sama Brenna - została dość paskudnie poparzona. Teraz jednak, gdy Lestrange pchnęła ją własnym ciałem ku wejściu do tunelu, skończyło się tak, że obie wpadły do środka. Ogień podpalił ubranie na plecach i ramionach Victorii, nie czyniąc jej samej krzywdy, a gorący podmuch poparzył nieco bok Brenny, chociaż fakt, że przyjaciółka przyjęła na siebie główne uderzenie i zbiła ją z nóg, ochronił ją przed poważniejszymi oparzeniami.
Upadając w dół rozdarła spodnie, poobijała oba kolana, pokaleczyła dłonie i jeszcze walnęła głową o podłoże, aż zobaczyła przed oczyma wszystkie gwiazdy, ale żyła. Obie żyły.
Otaczał je zapach siarki i spalenizny: przypalonego materiału z ubrania Victorii.
- Tori... ty płoniesz - wymamrotała, wczołgując się głębiej do tunelu i sięgając po różdżkę. Dłoń jej nieco drżała, ponieważ gryfońska odwaga (czy też głupota) gryfońską odwagą, ale nie codziennie smok zionie na ciebie ogniem, a twoja koleżanka staje w płomieniach. Machnęła różdżką, próbując wygasić ogień, bo chociaż ten może i nie miał naruszyć skóry Victorii, zakładała, że kobieta wolałaby nie występować tego wieczora w charakterze żywej pochodni. – Ja pierdolę, gonił nas smok, nikt nam nie uwierzy – podsumowała, uśmiechając się nieco szaleńczo. Bo... no skoro przeżyły, to w tej chwili zdawało się jej to prawie zabawne. Mimo tego, że będzie czekało ją bardzo, bardzo dużo roboty, bo powinna teraz zabrać się za szukanie tych drani i piskląt, zanim się ich pozbędą. Dźwignęła się na nogi, chociaż kolana trochę zaprotestowały, a poparzony bok dał się we znaki. Oj, będzie musiała użyć maści na poparzenia od Nory... – Spadajmy w głąb, zanim ta pani wpadnie na to, żeby zionąć ogniem do środka tunelu. Nic ci nie jest?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.